Obraz Williama Michaela Harnetta/wikipedia

#MementoMori. Od strachu do nadziei 

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Jesteśmy teraz w szczególnym okresie: każdy z nas, wypełniając proste warunki, może uwolnić jedną duszę z czyśćcaJeśli ktoś mi kiedyś powie, że nie mamy wpływu na to, co dzieje się z nami po śmierci, odpowiem mu tylko: memento mori.  

Akcja, która przetoczyła się w ostatnim „zaduszkowym” czasie przez popularny portal społecznościowy – Twitter, można nazwać swoistym powrotem do korzeni Kościoła. Powrót ten jednak nie był odkurzaniem starych ksiąg czy sentencji ale – jak to w Kościele bywa – zaktualizowaniem starych prawd o współczesne doświadczenia kilkuset katolików.

Wszystko zaczęło się od pewnej siostry zakonnej – Teresy Alethei Noble FSP. Przez ostatni rok tweetowała codziennie na temat śmierci, dodając do każdego wpisu charakterystyczny hasztag #MementoMori. Owocem tego są dzisiaj jej dwie (jak na razie nieprzetłumaczone) anglojęzyczne książki, które są efektem jej przemyśleń na temat śmierci, oczywiście w kontekście życia wiecznego.

Jak sama przyznała na łamach brytyjskiego magazynu katolickiego „Catholic Herald”: – Jeden człowiek powiedział mi, że cierpiał na bezsenność i przestał także chodzić do kościoła. Jednak gdy w pewną niedzielę zobaczył mojego tweeta, poszedł do kościoła. Gdy tam był, kapłan wypowiadał dokładnie tę frazę z fragmentu Biblii, którą napisałam wcześniej na Twitterze. Ten człowiek poczuł, że Bóg mówi do niego. Zaczął chodzić na mszę św. i medytować nad swoją śmiercią. Jego bezsenność zniknęła. Bóg może potężnie działać w naszym życiu, jeśli będziemy pamiętali o swojej śmierci i chcieli się nawrócić – kończy.

Praktyka „Memento Mori” nie jest dla katolików zachwycaniem się śmiercią, jak to niektórzy błędnie interpretują. To refleksja nad swoim życiem w kontekście wieczności i odpowiadanie na pytanie: czy jestem na nią gotowa/gotowy?

Medytacja nad śmiercią istnieje w Kościele katolickim właściwie od samych jego początków. Praktykowało ją wielu świętych, jak chociażby św. Jan Bosko („Nie musimy koniecznie znać godziny naszej śmierci, aby pójść do raju; musimy jednak do tego się przygotować spełniając dobre uczynki”), św. Franciszek Salezy („Jeżeli myślicie o śmierci z niepokojem, wiedzcie, że lęk przed nią przyniesie więcej szkody niż zysku”) czy św. Augustyn („Tam dobra wola będzie w nas tak uporządkowana, że nie będziemy mieli żadnego innego pragnienia, niż by pozostać tam na zawsze”).

#MementoMori. Od strachu do nadziei 
5.3 (87.5%) 8 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze