fot. EPA/MARK NAFTALIN

Afryka: cały świat mówi o koronawirusie, a zapomina o groźnej eboli

1 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Cały świat mówi o walce z koronawirusem, podczas gdy zupełnie pomija dużo groźniejszą epidemię jaką jest ebola. Wyraźnie pokazuje to, że życie ludzkie na Północy i Południu naszego globu nie ma takiego samego znaczenia – wskazał bp Joseph Mulumbe przypominając, że tylko w Demokratycznej Republice Konga na ebolę zmarło ostatnio ponad 2400 osób, z czego 1/3 to dzieci.

 

To najgorszy kryzys związany z ebolą od czasu wybuchu epidemii tej choroby w Afryce Zachodniej pięć lat temu. Epidemia wyszła już poza granice Konga. Śmiertelne przypadki wirusa odnotowano w Ugandzie, Rwandzie i Sudanie Południowym. Kongijskie władze wprowadziły na granicy specjalne kontrole medyczne. Kryzys pogłębia dramatyczne rozprzestrzenianie się na tym terenie odry, która zabiła ponad 6 tys. osób, głównie dzieci. Problemem jest też społeczny ostracyzm, który sprawia, że osoby, które wyzdrowiały z eboli są uważane za nieczyste i wyrzucane ze swych domów, co generuje ubóstwo i pogłębia odrzucenie.

>>> Ebola – śmiercionośny wirus powrócił

– Pilnie potrzebujemy pomocy, sami z tym kryzysem nie jesteśmy sobie w stanie poradzić – podkreśla bp Mulumbe.

Wskazuje, że brak bezpieczeństwa w regionie sprawia, iż trudno powstrzymać chorobę ponieważ w obawie o swe życie wyszkolony personel medyczny nie chce pracować na terenach niekontrolowanych przez państwo, a to jest większość obszaru dotkniętego obecnie wirusem w Kongu.

Ordynariusz Uviry zauważa, że jego ojczyzna dodatkowo obawia się wybuchu ognisk koronawirusa, ponieważ pracuje tam wielu chińskich robotników, którzy nowy rok spędzili w swym kraju.

Zobacz także
Wasze komentarze