epa05764950 A Hmong girl carries her brother on her back at Phien Canh hamlet on Moc Chau plateau, in Son La province, in northern Vietnam, 01 February 2017. Moc Chau plateau is usually covered with plum blossoms and peach flowers in spring, especially around Tet, the Vietnamese traditional Lunar New Year. EPA/LUONG THAI LINH Dostawca: PAP/EPA.

Być misjonarzem to nieść nadzieję

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.
Dante Alighieri napisał kiedyś: „nadzieja przychodzi do człowieka wraz z drugim człowiekiem”. Samotność to brak nadziei. Dlatego misjonarze dbają o to, by nikt na świecie nie czuł się zapomniany.
 
Wiele regionów na świecie boryka się z rozmaitymi problemami społecznymi. Większość z nich bierze się z duchowego lub materialnego ubóstwa. Tam, gdzie brakuje godnych warunków życia, tam też często brakuje nadziei na lepsze jutro. Misjonarze, niosąc Dobrą Nowinę do najodleglejszych miejsc na świecie, niosą także pomoc strukturalną oraz opiekę. Wychodząc na peryferia Kościoła, wpisują się w oczekiwania papieża Franciszka, który pragnie Kościoła biednego i dla biednych.
 
Służyć, a nie wysługiwać się
Niestety ubóstwo często bywa wodą na młyn nieuczciwych przedsiębiorców, a nierówności społeczne są cynicznie wykorzystywanie przez międzynarodowych potentatów w celu bogacenia się. Właściciele największych światowych marek zamykają swoje fabryki w Europie i Stanach Zjednoczonych, by przenieść je do krajów takich jak Bangladesz, w których obowiązują niskie podatki i nie ma jakichkolwiek wymogów dotyczących bezpieczeństwa i higieny pracy. Wiadomości napływające z najbiedniejszych części świata są zatrważające. W Azji Południowej ponad 215 mln dzieci jest wykorzystywanych do pracy w fabrykach właścicieli znanych marek odzieżowych. Ich pensja nie przekracza równowartości dolara za kilkanaście godzin pracy. Wydaje się, że nie ma na to zgody nawet wśród inwestorów, a jednak duża część z nich nie może oprzeć się pokusie niskich kosztów produkcji i ogromnych zysków. – Kto chce być wielki, niech służy innym, a nie wysługuje się innymi – pouczał podczas pielgrzymki na Kubę papież Franciszek. Zbyt często zdarza się dzisiaj, że praca, zamiast stymulować rozwój człowieka, doprowadza do jego degradacji i wyzysku. Jedyną drogą uzdrowienia światowego rynku pracy jest zrozumienie, że człowiek stanowi wartość znacznie przewyższającą jakikolwiek kapitał, a prawdziwa wielkość osiągalna jest tylko na drodze służby bliźniemu.
 
Zostawić wygodne życie
Mimo że żyjemy w XXI w., wciąż aktualnym problemem jest zjawisko głodu. Nie wynika to z tego, że na świecie brakuje żywności – wręcz przeciwnie. Jest ona po prostu źle dystrybuowana. W krajach Zachodu marnuje się mnóstwo żywności, podczas gdy na całym świecie ponad dwa miliardy ludzi jest niedożywionych. Mimo że funkcjonuje sporo organizacji chcących zracjonalizować system dystrybucji jedzenia, wciąż nie udało nam się do końca usunąć skutków fatalnej polityki żywnościowej. Na szczęście wielu ludzi chce dzielić się tym, co posiada. W rejonach, w których chleb i woda są towarami luksusowymi, nawet podanie zwykłej kromki jest zapaleniem na nowo światła nadziei. Wielu świeckich misjonarzy zostawia wygodne życie właśnie po to, by na drugim końcu świata móc podać drugiemu człowiekowi coś do jedzenia lub picia.
 
Dzieci ulicy
Innym zjawiskiem, które powinno spędzać współczesnemu światu sen z powiek, jest zjawisko dzieci ulicy. Szacuje się, że jest ich około stu milionów. Nie mają rodziców lub po prostu nie mogą liczyć na ich opiekę. Wychowują się w slumsach, utrzymują się z tego, co znajdą, ukradną lub dostaną. Padają ofiarami handlu ludźmi, wpadają w uzależnienia. Czasami też uciekają się do prostytucji, by w ten sposób zdobyć pieniądze. Misjonarze starają się do nich dotrzeć i wyciągnąć z tego wyniszczającego sposobu życia. Tworzone są liczne projekty mające na celu walkę z tym negatywnym zjawiskiem. Wystarczy wymienić choćby inicjatywę prowadzenia szkół przez misjonarzy oblatów. Ponad pięćset dzieciaków z krajów misyjnych uniknęło życia na ulicy dzięki temu projektowi (Misja Szkoła) i pomocy przybranych rodziców. Tak zwana adopcja misyjna zapewnia edukację, opiekę medyczną i co najmniej jeden ciepły posiłek w ciągu dnia.
 
Działalność misyjna

Podczas gdy większość woli zamykać oczy na współczesne problemy, misjonarze niosą realną pomoc ludziom najbardziej pokrzywdzonym. Budowane w krajach misyjnych szkoły oraz ośrodki zdrowia są widocznym znakiem tego, że działalność misyjna obejmuje wszystkie obszary życia i jest pomocą kompletną, a nie tylko duchową. Ich działalność jest oczywiście czymś więcej niż tylko pomocą humanitarną. Głównym zadaniem jest przecież to, aby miejscowi poznali Jezusa – niezawodnego Powiernika nadziei. Tylko w ten sposób można liczyć na to, że nadzieja zostanie podana dalej i że zacznie rodzić coraz większe owoce – zarówno te duchowe, jak i te materialne. Nadzieja zawsze wiąże się z obietnicą lepszej przyszłości, pozwala wierzyć, że niezależnie od tego, co nas spotyka, możemy iść ku lepszemu. Człowiek bez nadziei nie widzi przed sobą przyszłości, a człowiek nią przepełniony wyrusza w drogę i podejmuje kolejne wyzwania. Nie może więc być misji bez nadziei.

Fot. PAP/EPA/LUONG THAI LINH 

Być misjonarzem to nieść nadzieję
5.3 (88.89%) 9 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze