Dadaab – więzienie bez krat 

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Miejsce w Kenii, które ćwierć wieku temu było tylko małą wioską, teraz jest nazwą jednego z największych obozów dla uchodźców na świecie. Nie mieszkają tam przestępcy i nie ma ono krat, ale jest więzieniem, bo przebywają tam ludzie, którzy nie mogą go opuścić. 

Uchodźcy od kilku lat są bardzo głośnym tematem. Częściej jednak mówi się o problemie migracyjnym na Bliskim Wschodzie niż o ogromnych obozach w Afryce. Dwadzieścia pięć lat temu po obaleniu prezydenta Somalii Mohammeda Siad Barre na terenie tego afrykańskiego kraju wybuchła wojna domowa. Życie w kraju stawało się coraz trudniejsze, bo do konfliktu zbrojnego, ostrzeliwań, bombardowań i walk wewnątrz plemiennych doszły klęski naturalne. Przedłużająca się susza niszczyła plony i wysuszała źródła wody. Rolnicy musieli wyprzedawać swoje stada, aby zmniejszając ich liczebność, móc przetrwać, znaleźć miejsca, w których rosła jakaś roślinność oraz można było napoić zwierzęta. Obecnie Somalia przypomina w większym stopniu państwo upadłe niż niepodległy kraj. Jak mówią specjaliści – teraz mówi się raczej o związkach plemiennych czy rejonach, które są już teraz w dużym stopniu niezależne. 

Wylęgarnia terrorystów 

Jakby Somalia miała mało nieszczęść, to w ostatnich latach doszło jeszcze jedno, może nawet najbardziej niszczycielskie ze wszystkich, mianowicie organizacja Asz-Szabab. Ta islamistyczna grupa militarna, walcząca o utworzenie kalifatu oraz wprowadzenie prawa szariatu, od kilku lat jest komórką Al-Kaidy. Ma coś, czego w Somalii bardzo brakuje: pieniądze i tym wabi wielu członków. Innych porywa i zmusza do posłuszeństwa, a tych nielicznych, którzy otwarcie się jej sprzeciwiają uśmierca. Asz-Szabab nałożyło na ludzi przymusowe daniny, więc ci, którzy już i tak mają niewiele, mają jeszcze mniej. Opanowali również stare zapory wodne, co pozwala im kontrolować poziom wód w kraju, w którym panuje susza. Strach i kontrola nad czynnikami umożliwiającymi przeżycie dają ogromną władzę, a za ich „wylęgarnię” uznaje się (słusznie czy nie) obóz Dadaab.  


Życie w domach z kartonu
 

Obóz na terenie Kenii utrzymywany jest za pieniądze ONZ. Uchodźcy, jeśli już do niego dotrą i pokonają trudną drogę, nie mogą go opuszczać. Nie mogą pracować poza obozem, a w nim trudno znaleźć płatne zajęcie. Żyją w prowizorycznie zrobionych domach, jeśli dostaną przydział działki, mają przyznane racje żywnościowe, które również nie są zbyt duże, niezbyt urozmaicone, a różni urzędnicy „po drodze” potrafią jeszcze uszczknąć coś dla siebie. Pieniędzmi w Dadaab dysponuje wspomniana wcześniej Asz-Szabab. Pcha to pozbawionych nadziei uciekinierów w jej ręce. To z tego powodu obóz nazywany jest „wylęgarnią terrorystów”. Co miesiąc przybywają do tego miejsca tysiące uciekinierów, którzy poszukują lepszego życia. Często znajdują rozczarowanie i frustrację, bo do Somalii nie ma powrotu, w Kenii poza obozem pozostać nie można (chyba że ma się wystarczająco dużo pieniędzy), a żaden inny kraj nie chce przyjąć tych ludzie. W obozie rodzą się kolejne pokolenia, żyją tam już dorośli ludzie, którzy nie znają innego świata poza tym „obozowym”. Jak długo może trwać ten stan rzeczy? Liczbę mieszkańców obozu szacuje się na ponad 600 tysięcy. Przecież takim tłumem trudno zarządzać. Może się zbuntować w każdej chwili i co się wtedy stanie? Tym bardziej że władze Kenii coraz częściej mówią o planach likwidacji Dadaab, ale nie mają żadnego pomysłu, jak rozwiązać problem uchodźców zamieszkujących to miejsce. Czasem patrząc się z europejskiej perspektywy trudno sobie wyobrazić, jak bardzo może być źle. 

 

 

Dadaab – więzienie bez krat 
4.8 (80%) 1 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze