Korea Południowa. Spotkamy się w niebie [MISYJNE DROGI]

5 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Ciemnooka dziewczynka spojrzała na swoją mamę w oczekiwaniu na jej decyzję. Wcześniej tego ranka milicjanci skrępowali matkę dziewczynki, ich duchownego i dwadzieścia sześć innych osób z północnokoreańskiej wioski Goksan i zaprowadzili ich przed wrzaskliwy tłum komunistów.

Wyprzyjcie się Chrystusa albo umrzecie – jeden ze strażników zwrócił się rozkazującym tonem do pastora Kima i pozostałych chrześcijan. Słowa te zmroziły krew w żyłach dziewczynki. Jak mogą prosić ją, żeby wyparła się Jezusa? W swoim sercu była przecież przekonana, że On jest prawdziwym Bogiem. Wszyscy spokojnie odmówili. Potem strażnik krzyknął wprost do dorosłych chrześcijan: „Wyprzyjcie się Chrystusa albo powiesimy wasze dzieci”. Dziewczynka spojrzała na swoją mamę. Chwyciła ją za rękę, wiedząc, jak bardzo mama ją kocha. Kobieta nachyliła się do niej i z głęboką ufnością i pokojem powiedziała: „Dzisiaj, kochanie, spotkamy się w niebie”. Wszystkie dzieci powieszono. Pozostałych wierzących zaprowadzono na drogę asfaltową i zmuszono do położenia się przed dużym walcem parowym. Komuniści dali im ostatnią szansę: „Wyprzyjcie się swojego Jezusa albo zostaniecie zmiażdżeni przez walec”. Chrześcijanie poświęcili już jednak swoje dzieci. Nie było więc dla nich żadnego odwrotu. Gdy kierowca uruchomił silnik ciężkiego walca, wierzący zaczęli spokojnie śpiewać pieśń „Bardziej kochać Cię, o Chryste, bardziej kochać Cię” (Bezgraniczne oddanie Chrystusowi, The Voice of Martyrs, Wydawnictwo „I AM”, Bielsko Biała 2007).

>>> Oblaci ze Sri Lanki w rocznicę zamachów modlą się za ofiary [ZDJĘCIA] 

 

Foto: Open Doors

Już pierwszy misjonarz został męczennikiem

To jedna z najbardziej przejmujących historii o chrześcijańskim męczeństwie, jakie kiedykolwiek czytałem. Wydarzyła się w Korei Północnej, jednym z najbardziej zamkniętych itajemniczych krajów współczesnego świata. Jest jednym z ostatnich reliktów komunizmu powstałych w wyniku zimnej wojny. Choć państwo to jest w bardzo trudnej sytuacji gospodarczej, a ludzie nadal umierają z głodu (choć już nie na taką skalę jak 20 lat temu), to dysponuje czwartą co do wielkości armią świata. Największą w odniesieniu do liczby mieszkańców. To kraj formalnie komunistyczny, jednak od 1945 r. rządzony jest przez rodzinę Kim Ir Sena. Po śmierci w 1994 r. zastąpił go najpierw syn – Kim Dzong Il, a gdy ten zmarł w grudniu 2011 r., władzę objął jego syn, 27-letni wówczas Kim Dzong Un. Żaden z Kimów nie różnił się od swego poprzednika w kwestii nienawistnego stosunku do chrześcijan. Już początki misji w tym kraju naznaczone były męczeństwem. W 1866 r. Walijczyk Robert Thomas, będący misjonarzem w Chinach, popłynął do Korei, by rozprowadzić Biblię wśród ludzi mówiących tam po chińsku. Wszyscy jego towarzysze zostali zabici przez strażników granicznych, a on sam, zanim zginął, zdołał wcisnąć w ręce swych morderców kilka egzemplarzy Biblii. Kilkanaście lat później Japonii udało się zmusić Koreę do otwarcia się na wpływy zewnętrzne, czego skutkiem było m.in. przybycie tam w 1884 r. pierwszych misjonarzy. Ich działalność od początku XX w. zaczęła przynosić efekty. Korea w 1945 r. została podzielona na dwie części: komunistyczną Północ i demokratyczne Południe. W Korei Południowej Ewangelia od kilkudziesięciu lat przyjmowana jest z wielką otwartością – chrześcijanie stanowią tam 31 proc. populacji, są największą grupa religijną. W Korei Północnej wyznawcy Chrystusa są nieustannie prześladowani. Od 16 lat państwo to w opinii organizacji Open Doors uchodzi za najbardziej wrogo nastawiony do chrześcijan kraj na świecie.

>>> Misja poznańskich oblatów w czasie epidemii koronawirusa 

Powiedz „Jezus”, a zginiesz

Od samego początku swego panowania koreańscy komuniści zamykali kościoły, ale nie byli w stanie zatrzymać ruchu mnożących się spotkań modlitewnych. Jeszcze w pierwszych latach XX w. w Pjongjang (Phenianie), obecnej stolicy KRLD, istniało 100 kościołów, miasto zwano „Jerozolimą Wschodu”. Bez względu na pogodę, o wschodzie słońca spotykały się tysiące ludzi. Władze zareagowały na to okrutnymi prześladowaniami. Pomagający koreańskim komunistom Chińczycy ukrzyżowali kilku przywódców protestanckich kościołów, ewangelikom obcinano języki, dzieciom spotykającym się na nielegalnych zajęciach religii przebijano bębenki uszu. Kościół, choć straszliwie prześladowany (większość chrześcijan, około 3 mln, w 1950 r., zaraz na początku wojny koreańskiej, uciekła na południe), dotrwał do naszych czasów. Z racji prowadzonych przez ponad pół wieku działań ateizacyjnych, dzisiejsza Korea Północna jest krajem, w którym największą grupę stanowią ludzie niereligijni (69,3%), wyznawcy lokalnych wierzeń to 15,5% populacji, zaś chrześcijanie stanowią niecałe 1,5% ludności tego kraju (355 tys. ludzi). Choć wolność religijna w tym kraju nadal jest pojęciem obcym, kościoły rosną w tempie 5,2% rocznie. Dwie trzecie tej liczby stanowią chrześcijanie protestanci (246 tys.), a jedną trzecią zielonoświątkowcy (121 tys.),
są też katolicy. Ocenia się, że przynajmniej co piąty chrześcijanin w tym kraju jest uwięziony w obozie pracy. Posiadanie Biblii, uczestniczenie w chrześcijańskich spotkaniach, a nawet wypowiedzenie słów „Bóg” czy „Jezus” zagrożone jest karą śmierci.

>>> Oblaci ze Sri Lanki w rocznicę zamachów modlą się za ofiary [ZDJĘCIA] 

Zwierzęta bez ogona

Ocenia się, że w Korei działa 30 obozów koncentracyjnych, w których przebywa 200 tys. więźniów, z czego 70 tys. stanowią chrześcijanie. O jednym z nich, placówce więziennej nr 1 Kaechon, pisze w książce „Oczy zwierząt bez ogona” (tak się nazywa chrześcijan w Korei Północnej) Soon-Ok Lee: „Chrześcijanie dostawali mniej jedzenia i byli dotkliwiej karani niż inni. Raz czy dwa razy w miesiącu wszyscy (ok. 6 tys. więźniów) musieli zbierać się w sobotę lub niedzielę na placu, a jednemu lub dwóm chrześcijanom kazano publicznie wyrzec się swojej wiary. Jeśli tego nie zrobili, byli bici lub dźgani ostrym kijem bambusowym. Byłam zdumiona, gdy chrześcijanie wybierali cierpienie i nie chcieli zdradzić swego Boga. Często śpiewali pieśni albo po prostu mówili: «Amen». Strażnicy wściekali się i często ich zabijali. Chrześcijanie musieli też wykonywać najcięższe i najbardziej niebezpieczne prace, jak te w fabryce gumy. Jeśli strażnikowi udało się zmusić kogoś do wyparcia się wiary, otrzymywał wówczas awans. Czasami musieliśmy chodzić po ciele chrześcijanina, aż do jego śmierci”. W Korei Północnej ludzie giną właściwie każdego dnia za przypadkową uwagę czy komentarz, za przeprawę do Chin po żywność dla rodziny, albo po prostu za samo bycie chrześcijaninem. Wyszukiwaniem ofiar zajmuje się mocno rozbudowana służba bezpieczeństwa, którą wspierają liczni tajni agenci, komitety sąsiedzkie, zwykli donosiciele. A wszystko po to, aby wyłapywać wrogów ludu. Los chrześcijan właściwie nikogo nie interesuje.

Włodzimierz Tasak

>>>Tekst pochodzi z „Misyjnych Dróg”. Wykup prenumeratę<<<

Zobacz także
Wasze komentarze