fot. arch. rozmówców

fot. arch. rozmówców

„Misjonarz więcej otrzymuje na misjach niż daje”. O młodych na misjach w Meksyku

Rodzina dzieląca się ostatnim posiłkiem, starsi ludzie idący ponad czterdzieści minut do kościoła i dzieci z bukiecikami kwiatów. Daniela i David z Młodzieżowej Ligi Misyjnej w Guadalajarze właśnie takie obrazy przywożą z wyjazdów misyjnych. Jadą dzielić się wiarą, a na miejscu odkrywają, jak wiele sami otrzymują. 

„Wy jedzcie, my zjemy na końcu” – słyszały Daniela i jej dwie koleżanki od rodziny z ludu Wixarika, która przyjęła je podczas wyjazdu misyjnego na teren prałatury Jesús María del Nayar (albo po prostu El Nayar) w Meksyku. To bardzo ubogi i zaniedbany region na granicach stanów Jalisco, Nayarit i Durango, zamieszkały w dużej części przez kilka ludów autochtonicznych. Wielu mieszkających tam ludzi nadal nie mówi po hiszpańsku, używają swoich rdzennych języków.  

Gościnność 

Gospodarze Danieli mieli troje dzieci i niewiele jedzenia. Na stole pojawiała się soczewica. Szybko stało się jasne, że odłożenie posiłku przez domowników oznaczało oddanie go gościom. – Była to uboga rodzina. Nie miała niczego, a mimo to dawała nam wszystko – wspomina Daniela. 

Dziewczęta nie chciały, żeby gospodarze rezygnowali z jedzenia. Dzielili więc posiłek między wszystkich. Pomagały robić tortille, a z pieniędzy przywiezionych na wyjazd kupowały produkty, żeby ugotować coś dla całej rodziny. Z czasem do pomocy dołączali sąsiedzi. Ktoś zapraszał na śniadanie, ktoś na kolację. Przyjezdne poznawały kolejne osoby, a troska o nie stawała się sprawą całej wspólnoty. 

fot. arch. rozmówców
fot. arch. rozmówców

Daniela pamięta również niepokój towarzyszący przyjazdowi. Wiedziała, że ktoś na nie czeka, ale nie znała ani gospodarzy, ani warunków, w których przyjdzie im zamieszkać. Pod koniec pobytu najtrudniejsza była myśl o rozstaniu. „Nie przywiązuj się do nikogo” – taką radę usłyszała przed jednym z wyjazdów. Dziś przyznaje, że zrobiła dokładnie odwrotnie. 

– Przywiązujesz się do dzieci, do ludzi, do rodziny, w której domu każdego dnia się budzisz. Pożegnanie kosztuje ogromnie dużo. Ale bez wahania pojechałabym jeszcze raz, a nawet i tysiąc razy – podkreśla. 

Miejsce zapomniane przez ludzi, ale nie przez Boga 

Górskie i odległe rejony El Nayar mogą wydają się zapomniane, na pewno jednak nie przez Boga. W odwiedzanej przez nią miejscowości Chimaltita nie było kaplicy, ale misjonarze znaleźli inne dogodne miejsce. Nabożeństwa słowa Bożego i spotkania odbywały się na boisku. Wystarczały krzesła i stół, żeby przygotować miejsce dla dzieci i dorosłych. 

Wśród mieszkańców byli przedstawiciele ludu Wixárika, którzy nie mówili po hiszpańsku. W rozmowach pomagały osoby znające oba języki. Młodzi misjonarze wyjaśniali znaczenie gestów wykonywanych podczas mszy św., mówili o Komunii i obecności Chrystusa w Eucharystii. Daniela podkreśla, że próba przekazania tych treści innym pogłębiała również jej własną wiarę. Wtedy szczególnie mocno czuła, po co przyjechała. 

fot. arch. rozmówców
fot. arch. rozmówców

To było w Nayarit. Podczas wcześniejszego wyjazdu, do Tlalixtac viejo w stanie Oaxaca, sama bardzo potrzebowała umocnienia. Pewnego wtorkowego wieczoru przeżyła trudną sytuację. Nie opowiada szczegółów. Wspomina strach i rozmowę z księdzem Joelem, który posłał młodych na misje. Zapewnił ją, że cała wspólnota modli się za nich. 

Następnego dnia niepokój jednak pozostał. Przed spotkaniem z dziećmi Daniela poszła do kaplicy. Pytała Boga, dlaczego pozwolił jej przyjechać, skoro nie czuła się wystarczająco silna, by zmierzyć się z tym, co ją spotkało. – Powiedziałam: „Chcę Cię poczuć. Dzisiaj chcę poczuć Twoją obecność, bo się boję. Chcę wiedzieć, że jesteś tutaj” – opowiada. 

fot. arch. rozmówców
fot. arch. rozmówców

Kiedy zeszła na boisko, czekały na nią dzieci z bukiecikami kwiatów. Jedno powiedziało: „Kochamy siostrę”. Tak właśnie zwracały się do dziewcząt. Daniela rozpłakała się, obejmując dzieci. – Zeszłam tylko kawałek w dół, a Bóg już miał tam dla mnie odpowiedź. Poczułam się bardzo kochana – wspomina. To wydarzenie pomogło jej przeżyć kolejne dni, w tym Triduum Paschalne. Zapamiętała je jako osobiste doświadczenie zapewnienia: „Nie bój się, jestem tutaj”. 

fot. arch. rozmówców
fot. arch. rozmówców

Czterdzieści minut o lasce 

David podobne umocnienie znalazł podczas wyjazdu do małych i również oddalonych miejscowości Huehuetlán oraz Huichihuayán w rejonie Huasteca w stanie San Luis Potosí. Przyznaje, że wyruszał, czując, że trochę oddala się od Boga. Szczególnie zapamiętał nocne czuwanie w Wielki Czwartek. Uczestnicy przychodzili o wyznaczonych godzinach, ale później przy Najświętszym Sakramencie zostawało się czasem samemu. 

fot. arch. rozmówców
fot. arch. rozmówców

Właśnie wtedy, jak opowiada, doświadczył bliskości Boga. Nie słyszał wypowiadanych słów. Miał jednak poczucie, że Bóg przemawia do jego serca: „Jestem tutaj, a ty jesteś tutaj z jakiegoś powodu”. 

Poruszyła go także wytrwałość starszych mieszkańców. Niektórzy mieli trudności z chodzeniem, podpierali się laską, a mimo to szli ponad czterdzieści minut, żeby uczestniczyć we mszy lub adoracji. Myślał wtedy o Guadalajarze, gdzie do kolejnego kościoła często wystarczy przejść kilka przecznic. – Musiałem pojechać bardzo daleko, żeby ponownie spotkać Boga, choć miałem Go tak blisko – mówi David. 

fot. arch. rozmówców
fot. arch. rozmówców
fot. arch. rozmówców
fot. arch. rozmówców

Z wyjazdów zapamiętuje przede wszystkim relacje. Ludzie, którzy jeszcze niedawno byli zupełnie obcy, przyjmują misjonarzy do swoich domów i codzienności. W ciągu kilku dni stają się bliscy. – Nie chodzi tylko o to, co dajesz, ale też o wszystko, co otrzymujesz. Czujesz Boga poprzez ludzi, którzy są z tobą. Choć spędzasz tam zaledwie kilka dni, przy wyjeździe pęka ci serce – opowiada. 

Młodzieżowa Liga Misyjna 

Daniela i David działają w Liga Misionera Juvenil, Młodzieżowej Lidze Misyjnej (w Polsce to Liga Misyjna). Jest częścią Papieskich Dzieł Misyjnych. Celem Młodzieżowej Ligi Misyjnej jest budzenie ducha misyjnego w Kościele i otwieranie oczu na potrzeby misji, jak również wyjazdy na misje. 

fot. arch. rozmówców
fot. arch. rozmówców

Formacja młodych w Lidze w Meksyku, w tym przygotowanie do wyjazdów, obejmuje formację ludzką i wspólnotową, intelektualną, duchową i pastoralno-misyjną. Przez cały rok młodzi angażują się także we własnych parafiach. Wyjazdy, organizowane między innymi w Wielkim Tygodniu, pozwalają im dzielić się tym, czym żyją na co dzień. 

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

zł
Zobacz także
Wasze komentarze