Zdjęcia: mieszkańcy Hawany, fot. unsplash

#MisyjnyWtorek: Kuba

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Czasem wydaje się nam, że misje potrzebne są tam, gdzie ludzie wcale nie poznali jeszcze Boga. Albo tam, gdzie trwają prześladowania, gdzie chrześcijanie mordowani są na ulicach. Jednak nic z tych rzeczy – Kościół katolicki na Kubie jest tego przykładem. 

Kubańska rewolucja przeminęła, a wraz z nią prześladowania chrześcijan. – Rozpoczął się proces zwracania kościołów i innych struktur zagarniętych przez władze. Jest to jednak proces bardzo powolny – mówił dwa lata temu abp García Ibáñez, przewodniczący kubańskiego episkopatu.

Zdjęcie: Krzysztof Kolumb, fot. Wikipedia

Inny Kościół 

Kubańczycy poznali Boga dawno temu. Pierwszym chrześcijaninem na wyspie był Krzysztof Kolumb. Ksiądz Dariusz Iżykowski SDB, misjonarz na Kubie mówi, że Kościół wyglądał tam zupełnie inaczej niż dziś. – Kościół był bardzo silny, ale był elitarny, wspólnotą ludzi bogatych, z Europy. Cały dół w ogóle nie był z nim związany. I taki Kościół, gdy się zderzył z Fidelem Castro, który też przecież z tego Kościoła wyszedł, padł. Ujawniono jego fasadowość – mówi misjonarz.

Zdjęcie: Trinidad, miasto w środkowej Kubie, w prowincji Sancti Spíritus, położone na wzgórzach w pobliżu Morza Karaibskiego, fot. pixabay

Dzisiejszy Kościół w niczym nie przypomina tego sprzed lat. – Kubańczycy (…) to ludzie prości, bardzo ubodzy, ale o sercach otwartych i gościnnych. Niestety system panujący od ponad 50 lat wypłukał im potrzebę Pana Boga i wartości ewangelicznych. – pisze s. Anna, kubańska misjonarka. Misjonarze zauważają więc, że Kościół oparty jest nie o potężne i elitarne struktury, ale o małe wspólnoty, na wsiach liczące po pięć, dziesięć osób, a w wielkich miastach do kilkuset. Bardzo widoczna jest tam rola lokalnych liderów – to oni „ciągną” ten Kościół do przodu, rozwijają rady parafialne, duszpasterstwa. – Kiedyś byłem proboszczem w parafii, którą ciągnął lekarz, neurolog. Młody człowiek, który po prostu miał tam rejon. Znał wszystkich ludzi, a że był katolikiem, a babcia wytłumaczyła mu, co to jest chrześcijaństwo, chodził do tych wszystkich wspólnot i robił im katechezy, odwiedzał ich, uczył się modlić. Tacy ludzie pokazali się właśnie po wizycie Jana Pawła II – wspomina ks. Dariusz Iżykowski.

fot. PAP/EPA, arch.

Żniwo wielkie, ale robotników mało 

Problemem Kuby jest niewystarczająca ilość rodzimych powołań, wspomina o tym wielu misjonarzy. Dlatego kubański episkopat gorąco zachęca do włączenia się w pracę misyjną w tym kraju. Abp García Ibáñez mówi: – Każdy ksiądz, który przyjedzie na Kubę i chce służyć, będzie miał wiele pracy, ponieważ znajdzie ludzi otwartych, spragnionych Boga i formacji. Nie ma już trudności w otrzymywaniu wiz na pracę misyjną. 

Do włączenia się w dzieło misyjne w tym kraju zachęcają również misjonarze, przestrzegając jednocześnie, że nie jest to łatwy kawałek chleba. Do takiej pracy trzeba się dobrze przygotować i być gotowym na trudy codzienności, m.in. na warunki do których Europejczycy nie są przyzwyczajeni. – Jest to piękne doświadczenie. (…) Kapłan z zagranicy jest zawsze świadectwem solidarności, co dla nich jest bardzo ważne. Praca jest piękna, szczera, a ludzie naprawdę takiego księdza przyjmą. Sam Kościół jest perełką. Doświadczenie tamtego Kościoła i zderzenie z tamtą wiarą to dla mnie skarb – mówi ks. Dariusz.

Zdjęcie: Hawana, stolica Kuby, fot. Yander Zamora
PAP/EPA.

Zobacz także
Wasze komentarze