fot. beyzym.pl

Św. Jan Beyzym: posługacz i misjonarz trędowatych

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Służył młodzieży, był jej wychowawcą, odnosił w tej sferze duże sukcesy. Ojciec Beyzym pragnął czegoś więcej. Chciał oddać Bogu wszystko, poświęcając się bez reszty w służbie najbiedniejszym i najbardziej nieszczęśliwym, pogardzanym i odrzucanym, trędo­watym. I tu otrzymał łaskę i dar skutecznego działania. Dziś przypada jego liturgiczne wspomnienie.

Zdjęcie: św. Jan Beyzym

Urodził się 15 maja 1850 roku w Beyzymach Wielkich na Wołyniu jako najstarszy z pięcior­ga dzieci hrabiostwa Jana herbu własnego i Olgi z hrabiów Stadnickich. Do 13. roku życia Jan wraz z młodszym rodzeństwem pobierał nauki pod kie­runkiem domowych nauczycieli w Onackowcach. Skazanie zaoczne jego ojca na karę śmierci za udział w powstaniu styczniowym, spalenie przez Kozaków dworu Beyzymów w Onackowcach oraz koniecz­ność ucieczki spowodowały przerwę w edukacji. Po osiedleniu się w Kijowie młody Jan pomagał matce w utrzymaniu rodziny, zarabiając przez udzielanie korepetycji. Rok później mógł na nowo podjąć na­ukę w gimnazjum, które ukończył w 1871 roku z za­miarem wstąpienia do seminarium duchownego.

>>> Ojciec Jan Beyzym – niestrudzony sługa trędowatych

fot. domena publiczna

10 grudnia 1872 roku Jan wstąpił do zakonu je­zuitów. Po dwuletnim nowicjacie oraz studiach hu­manistycznych, filozoficznych i teologicznych 26 lipca 1881 roku przyjął święcenia kapłańskie z rąk księ­dza biskupa Albina Dunajewskiego. Po święceniach kapłańskich został skierowany do pracy jako wychowawca młodzieży w konwikcie w Tarnopolu, a na­stępnie – po odbytym wcześniej ostatnim etapie za­konnej formacji duchowej, tzw. trzeciej probacji, oraz złożeniu ostatnich ślubów zakonnych – w konwikcie chyrowskim. Przez 10 lat pracował tam jako wycho­wawca młodzieży, infirmarz oraz przez pewien czas jako nauczyciel języka francuskiego i rosyjskiego.

fot. beyzym.pl

Mimo całkowitego oddania się pracy wycho­wawczej z młodzieżą ojciec Beyzym pragnął czegoś więcej. Chciał oddać Bogu wszystko, poświęcając się bez reszty w służbie najbiedniejszym i najbardziej nieszczęśliwym, pogardzanym i odrzucanym, trędo­watym. Po usilnych staraniach otrzymał od Gene­rała zakonu pozwolenie na wyjazd na Madagaskar. Miał już wtedy 48 lat. 17 października 1898 roku o. Beyzym pożegnał ukochaną Polskę na zawsze i udał się do Francji, skąd 10 listopada odpłynął statkiem pasażerskim z Marsylii na Madagaskar. 30 grudnia tegoż roku dotarł szczęśliwie do Tana­narive, stolicy kraju. Od razu został skierowany do pracy w istniejącym od 1872 roku schronisku dla trędowatych Ambahivoraka.

>>> Misjonarz Jakub Laval: pierwszy człowiek, którego Jan Paweł II wyniósł na ołtarze

Pod koniec września 1902 roku o. Beyzym opu­ścił Ambahivoraka, a następnie 3 października wyruszył w drogę – pieszo, w deszczu i spiekocie – do odległej o ok. 395 km Fianarantsoa. Tam, przy ofiarnej pomocy Rodaków z Polski, mimo piętrzą­cych się różnego rodzaju trudności, zbudował szpi­tal dla swoich biednych – jak ich nazywał – „Czar­nych Piskląt”. 16 sierpnia 1911 roku ukończony już szpital przyjął pierwszych trędowatych pensjona­riuszy.

fot. beyzym.pl

Niedługo po wprowadzeniu się trędowatych pensjonariuszy do ich „apartamentów” o. Jan sam podupadł na zdrowiu. W czasie choroby bardzo cierpiał. Na jego ciele pojawiły się odleżyny, nocami jęczał, ale zapytany, czy go bardzo boli, odpowiadał: „Cóż to jest w porównaniu z cierpieniami Chrystu­sa?”. Przed śmiercią poprosił współbrata zakonne­go, który przy nim czuwał, aby poszedł i przepro­sił w jego imieniu trędowatych za wszystko, czym ich zasmucił lub skrzywdził. W odpowiedzi chorzy wybuchnęli głośnym płaczem. 2 października 1912 roku o. Beyzym, wycieńczony ponadludzką pracą i surowym trybem życia, odszedł do Domu Ojca.

18 sierpnia 2002 roku w Krakowie na Błoniach nasz Wielki Rodak, Jan Paweł II zaliczył Posługacza trędowatych, ojca Jana Beyzyma do grona Błogosławionych Kościoła Katolickiego.

Zobacz także
Wasze komentarze