Tanzania: rusza program telemedycyny

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

„Z radością informuję, że wyprawa kardiologów do Tanzanii w ramach Akcji <Kardiolog w Afryce> zakończyła się ogromnym sukcesem i rusza program konsultacji telemedycznych. Jest on możliwy dzięki skonstruowaniu przez Tadeusza Miłka – wolontariusza Fundacji stetoskopu na odległość” informuje Fundacja Pomocy Humanitarnej Redemptoris Missio.

Idea stetoskopu jest bardzo prosta – organizatorzy chcą, aby pacjent zbadany w Afryce, mógł zostać skonsultowany w Polsce. Stetoskop wygląda jak normalny, ale ma dodatkową puszkę. Przez bluetooth dźwięk idzie do telefonu i tam jest nagrywany. Potem plik z nagraniem można przesłać na maila, messengera, skypa czy whatsappa. Lekarze w Polsce mogą go odsłuchać i zalecić odpowiednie leczenie. Z Afryki wróciła właśnie czteroosobowa wyprawa kardiologów. W sobotę Dr Maria Wieteska – twórczyni Akcji „Kardiolog w Afryce” i Tadeusz Miłek – konstruktor stetoskopu na odległość będą gośćmi w nowej siedzibie Fundacji przy ul. Junkowskiej 48 w Poznaniu. 

Wiedza wśród Afrykańczyków na temat chorób przewlekłych jest przerażająco niska. Tymczasem nadciśnienie tętnicze, cukrzyca, czy zaburzenia lipidowe stanowią obok wypadków, niedożywienia, chorób tropikalnych, czy zakażenia HIV częstą przyczynę ciężkiego kalectwa i zgonów wśród mieszkańców Afryki. Problem polega na tym, że rzadko ktoś te choroby diagnozuje i leczy. Pomimo faktu, iż nadciśnienie tętnicze i cukrzyca są chorobami przewlekłymi, w Afryce są traktowane jak ostry epizod malarii lub innej choroby zakaźnej. Po 1-2 tygodniach leczenia większość pacjentów zaprzestaje farmakoterapii. Celem akcji Kardiolog w Afryce jest zwiększenie świadomości zdrowotnej pacjentów, wiedzy na temat dotykających ich chorób przewlekłych oraz edukacja i szkolenie personelu medycznego. Twórczyni Akcji dr Maria Wieteska mówi:

„W Maganzo w Tanzanii byłam dwukrotnie. Maganzo jest to wioska położona w Tanzanii. Byliśmy tam w 4-osobowej grupie. Pracowaliśmy wśród miejscowej ludności, szkoliliśmy personel medyczny i zwiększaliśmy wiedzę na temat chorób przewlekłych. Chcemy, aby projekt żył i się rozwijał. Telemedycynę tworzyliśmy od podstaw. Pracowaliśmy wśród plemienia Sukuma, w małym szpitalu prowadzonym przez Siostry Elżbietanki. Nikt dokładnie nie wie, ilu pacjentów podlega ośrodkowi, ilu mieszkańców liczy w ogóle Maganzo. Nie ma spisu ludności, nie obowiązują dowody osobiste, tak naprawdę często trudno nawet ustalić, ile dana osoba ma lat! Miejscowi zajmują się hodowlą bydła oraz uprawą roli, głównie kukurydzy, ryżu, orzeszków ziemnych, czy manioku. Wielu mieszkańców Maganzo pracuje przy wyrobie cegieł lub w prymitywnej kopalni złota”.

Ważnym celem projektu jest edukacja. W wolnych chwilach lekarze uczyli personel medyczny jak interpretować EKG, dzielili się swoją wiedzą medyczną na każdym kroku. Ośrodek zdrowia w Maganzo jest wspierany przez Fundację Redemptoris Missio. Dzięki pomocy Fundacji kilka miesięcy wcześniej do Maganzo dotarły materiały opatrunkowe zbierane w ramach akcji „Opatrunek na ratunek”.

Każdy lekarz pracujący w Afryce musi być multidyscyplinarny. W tropiku jednocześnie leczy się stopę cukrzycową, jak i zaropiałą ranę po ukłuciu kolcem, bakteryjne zapalenie skóry, opatruje rany pępka u niemowląt, czy nacina ropnie głowy u dzieci. Kardiolog w Afryce to nie tylko kardiolog dorosłych, ale często również dzieci, a nawet kardiolog prenatalny. Przypadki są różnorodne, często skomplikowane.

Mganga wa kienyieji to wioskowy znachor, mieszkający najczęściej w kilku chatkach, z których jedne służą za domostwo, a inne za miejsce „leczenia” lub jak powiedzieć inaczej odczyniania uroków. Zbiera on różne dziwne proszki, rośliny, włosy, kości, które odczyniają choroby. Niestety w Tanzanii nadal wielu ludzi zaczyna leczenie od niego. Dopiero po niepowodzeniu szamana, czyli często po bardzo długim czasie, zjawiają się w ośrodku zdrowia. Wówczas wiele chorób jest w tak zaawansowanym stadium, że nie można już było zbyt wiele pomóc. Pacjenci przychodzący do ośrodka zdrowia w Maganzo często nie mieli pieniędzy na leczenie, gdyż wizyta u szamana kosztowała ich krowę, kozę lub wiele innych cennych rzeczy. Dr Maria Wieteska opowiada:

„Badając chorych bardzo często natrafiałam na ślady działalności czarownika. Były to małe blizny, najczęściej na klatce piersiowej, szyi, w okolicy żołądka. Świadczyły one nie tylko o tym, że w tych miejscach pacjent odczuwał ból, a nacięcia miały go uśmierzyć”.

W Afryce nadal racjonalizm miesza się z myśleniem magicznym, korzystanie z osiągnięć cywilizacji i stare wierzenia. Fundacja „Redemptoris Missio” nieustannie zabiega o zmianę tej sytuacji. 

Galeria (7 zdjęć)
Tanzania: rusza program telemedycyny
Oceń ten artykuł

Zobacz także
Wasze komentarze