Tu, w klasztorze, miejsce mego spoczynku [MISYJNE DROGI]

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Starożytność chrześcijańska. Pod koniec starożytności powstają relacje o działalności misyjnej, głównie żywoty świętych mnichów. W tych opisach często misjonarze umierają z dala od swojego kraju, a równocześnie – odnosimy wrażenie – umierają jakby u siebie: w klasztorze, w otoczeniu braci. Kwestia kraju staje się drugorzędna, choć taką nie jest kwestia domu. 

Z charyzmatu wierności zakonowi, do której osoba konsekrowana zobowiązuje się, a Bóg uzdalnia, wynika zrozumiała potrzeba zakończenia swego życia w klasztorze, co nosi też znamię symbolu i świadectwa. Jak jednak rozumieć i praktykować taką wierność, gdy otrzymało się posłanie misyjne „ad gentes”, a działalność ta wymaga na ogół większej elastyczności i mobilności, aż po ostatnie dni życia? Szukając odpowiedzi na to pytanie, wróćmy do przeszłości. Jak i gdzie pragnęli zakończyć swoje życie święci misjonarze?

Klasztor nie hotelem, lecz domem

12 sierpnia 1817 r. pisał św. Eugeniusz de Mazenod, założyciel oblatów, do swego przyjaciela i powiernika, o. Tempier: „Trzeba ponadto wielkiego przywiązania do domu. Ten, kto widziałby w nim jedynie hotel, w którym przebywa tylko przejściowo, nie przysłużyłby mu się. Trzeba umieć powiedzieć jak św. Tomasz: »haec requies mea« na cały czas mego życia. Widzę, że wspólnoty, w których panowało takie nastawienie, robiły najwięcej dobra i że w nich żyło się najszczęśliwiej”. Założyciel cytuje Psalm 132, 14: „To jest miejsce mego odpoczynku na wieki, tu będę mieszkał, bo tego pragnąłem dla siebie”. Tzw. Psalm stopni służył za modlitwę Izraelitom pielgrzymującym do świątyni jerozolimskiej. Wchodząc do niej po schodach, modlili się takimi słowami na koniec pielgrzymki.

Foto: bibliotheque.valenciennes.fr/wikimedia common

Haec requies mea…

Eugeniusz de Mazenod powołuje się na okoliczności śmierci innego świętego, Tomasza z Akwinu, którego żywot pewnie czytał. Jako dominikanin i profesor teologii w Neapolu, Tomasz został
zaproszony przez papieża Grzegorza X na Sobór w Lyonie w 1274 r. Po drodze odwiedził siostrzenicę Franciszkę, która mieszkała w zamku w Magenza. Tam popadł w śmiertelną gorączkę. Przeczuwając koniec życia, poprosił o zabranie go do najbliższego klasztoru, do opactwa cysterskiego w Fossanova. Sumienie nie pozwalało mu umrzeć w świeckim domu. Gdy przekroczył progi klasztoru, z ulgą odmówił słowa wspomnianego Psalmu. Zdążył jeszcze wygłosić mnichom prelekcję na temat Pieśni nad Pieśniami, po czym zmarł, mając czterdzieści osiem lat. Na pamiątkę tego zdarzenia w Fossanova, w kościele obecnie franciszkańskim, ufundowano św. Tomaszowi pusty grób, choć jego szczątki doczesne znajdują się w Tuluzie.

Klasztory iroszkockie

Na późnej starożytności, w której istniała już instytucjonalna działalność misyjna porównywalna z dzisiejszą, głębokie ślady odcisnęła duchowość iroszkocka. W tej pielgrzymiej mentalności posłaniec Boży z zasady opuszczał swoje rodzinne strony czy kraj, aby dopełnić życia na ziemiach obcych, użyźnianych zasiewem Słowa Bożego. Św. Kolumba Starszy, Irlandczyk, umiera na wyspie Iona położonej na zachód od wybrzeży Szkocji, gdzie założył ośrodek monastyczny i bazę wypadową dla ewangelizacji Piktów. Św. Kolumba Młodszy pielgrzymuje po Francji, kieruje się na jej północ, zakłada liczne klasztory, następnie wzdłuż Renu podąża przez dzisiejszą Bawarię i Szwajcarię na północ Italii i umiera w założonym przez siebie klasztorze w Bobbio. Św. Amand, apostoł zwłaszcza północnej Francji i Belgii, założyciel licznych klasztorów, umiera w jednym z nich, w Elnon (Saint-Amand-les-Eaux). W testamencie zapisuje ciało temuż klasztorowi i grozi karami tym, którzy by naruszyli jego wolę. Testament został sporządzony prawdopodobnie 17 kwietnia 674 r. w obecności kilku biskupów i opatów. Do dzisiaj przechowuje się jego manuskrypt w opactwie Elnon. Św. Willibrord usiłuje nawrócić upartych Fryzów zamieszkujących południowe nadbrzeże Morza Północnego (Holandia, Dania i Niemcy), aż otwiera klasztor w Echternach pod Luksemburgiem, gdzie w spokoju umiera. Św. Bonifacy, apostoł Germanii, zakłada dla celów misyjnych słynny monaster w Fuldzie, z którego wyrusza w sędziwym już wieku na ostatnią wyprawę, do Fryzji, gdzie zostanie umęczony. Niemniej ciało jego wróci ponownie do Fuldy, gdzie do dzisiaj spoczywa w katedrze.

Foto: holymarymotherofgod.files.wordpress.com

Pragnienie cichej przystani

Hagiografowie mają własne powody, by podkreślać i idealizować okoliczności śmierci wielkich misjonarzy przełomu średniowiecza i starożytności. Ci apostołowie byli świętymi postaciami chrześcijaństwa, założycielami i przełożonymi lokalnych Kościołów lub zakonów. Miejsce ostatniego pobytu i pochówku miało szczególne znaczenie. A co z miejscem spoczynku szeregowych pracowników winnicy Pańskiej?

W oszczędnych źródłach starożytnych przetrwały pełniejsze przekazy o tych, którzy pozostawili niezatarte ślady swojej działalności w ludzkiej pamięci. Nieraz nawet i te wzmianki niewiele nam mówią o szczegółach życia, bo zostały ujęte w schematy literackie, w których często forma zaciera treść. Wnikając w duchowość monastyczną tamtego okresu, wolno nam sądzić, że także dla tzw. szeregowych misjonarzy, którymi często byli mnisi, a o których jeszcze mniej wiemy, ideałem pozostawała śmierć w swoim macierzystym klasztorze.

Leon Nieścior OMI

>>>Tekst pochodzi z „Misyjnych Dróg”. Wykup prenumeratę<<<

Zobacz także
Wasze komentarze