fot. PAP/EPA/NARENDRA SHRESTHA

fot. PAP/EPA/NARENDRA SHRESTHA

Nepal: pogrzeby bez ciał i tysiące osób wciąż zaginionych

Miesiąc po powodzi w Nepalu wciąż trwają poszukiwania szczątków ofiar pośród błota i gruzów. Rodziny są zmuszone odprawiać ceremonie pogrzebowe bez ciał swoich bliskich. Oto historia Nirajana Poudela, który stracił pięciu członków rodziny – w tym rodziców: „Przez osiem dni bezskutecznie szukałem ich ciał. Ostateczne pożegnanie odbyło się poprzez spalenie kukieł wykonanych z trawy `kush`, świętej rośliny używanej w rytuałach hinduistycznych”.

Nirajan Poudel własnoręcznie wykonał pięć kukieł z trawy „kush”, po jednej dla każdego z bliskich, o których losie nie ma żadnych wieści: ojca, matki, siostry, wuja i ciotki. Wszyscy oni zostali porwani przez wody powodzi, która 26 sierpnia spustoszyła nepalskie dystrykty Rasuwa, Nuwakot i Dhading, położone wzdłuż koryt rzek Bhote Koshi i Trishuli, a także dotknęła rejony Gorkha i Chitwan. Do tej pory nie odnaleziono ich ciał, podobnie jak szczątków tysięcy innych osób wciąż figurujących na listach zaginionych.

Szacunek dla dusz

W tradycji hinduistycznej, wyznawanej przez większość mieszkańców Nepalu,  „kush” uważana jest za roślinę wyjątkowo świętą, wykorzystywaną w rytuałach wedyjskich, obrzędach ku czci przodków (shraddha) oraz ofiarach z wody (tarpan). Symbolizuje ona czystość, świętość oraz duchową więź z bóstwem i przodkami. Po odmówieniu świętych modlitw Poudel wrzucił kukły z trawy „kush” w płomienie stosu pogrzebowego, tak jakby poddawał kremacji prawdziwe ciała swoich krewnych. Gdy ciał nie udaje się odnaleźć, a upłynie wiele czasu, nie można po prostu porzucić obowiązków religijnych wobec dusz zmarłych. Choć nie jest to ścisły nakaz, stanowi utrwaloną praktykę w wielu społecznościach hinduistycznych.

>>> Nepal: dwie osoby uratowane po dziesięciu dniach od powodzi

Ogromne cierpienie

Od tego tragicznego 26 sierpnia aż do 2 września Poudel nie poddawał się. Przez osiem dni wszędzie szukał ojca, matki, siostry, wuja i ciotki, lecz bezskutecznie. W obliczu paniki, poczucia bezradności i wyczerpania, a także gdy nadzieja na odnalezienie ich ciał ustąpiła miejsca rozpaczy, po konsultacji z bliskimi krewnymi i przyjaciółmi postanowił odprawić obrzędy pogrzebowe. „Właśnie w tamtej chwili uświadomiłem sobie, że straciłem całą rodzinę. Nagle poczułem dotkliwy brak miłości i zaufania, jakimi mnie obdarzali. Przeżywałem niewyobrażalne cierpienie” – wyznał. Nirajan Poudel mieszka w Katmandu; powiedział watykańskim mediom, że jego dom rodzinny znajdował się we wsi Sole, w dystrykcie Nuwakot, na północ od stolicy. „Teraz nie pozostało już nic. Cała wieś została zmieciona z powierzchni ziemi wraz z moją rodziną. Wszystko zamieniło się w koryto rzeki Bhote Koshi”.

Tysiące zaginionych

W dniu tragedii, jak zawsze, siedział przy biurku w redakcji. Od lat pracuje w Ratopati Media, internetowym serwisie informacyjnym publikującym materiały w trzech językach: nepalskim, angielskim i hindi. „Dokładnie w chwili, gdy wzburzone wody porywały moją wioskę, przygotowywałem serwis informacyjny. Koledzy przekazali nam wieści o potężnej powodzi, która nadeszła z Tybetu i zrównała z ziemią całe osady wzdłuż granicy nepalsko-chińskiej. Wypełniając obowiązki zawodowe, przygotowałem wstępną depeszę. Jednak zaraz potem serce ścisnął mi lodowaty lęk: co, jeśli moja wioska znalazła się pod wodą? Co, jeśli stało się coś mojej rodzinie? W desperacji próbowałem dodzwonić się do pięciu członków mojej rodziny. Żadne połączenie nie doszło do skutku. Ogarnięty niepokojem, opuściłem redakcję i ruszyłem na ich poszukiwania” – wspominał Nirajan Poudel.

Przez wiele dni nic nie jadł, niestrudzenie przeszukując szpitale i kostnice. Bezskutecznie. Jego bliscy wciąż figurują na liście osób uznanych za zaginione lub takich, których tożsamości nie udało się jeszcze potwierdzić za pomocą badań DNA, liście obejmującej łącznie ponad 5000 nazwisk, według danych Krajowego Urzędu ds. Ograniczania Ryzyka i Zarządzania w Sytuacjach Kryzysowych.

Powszechna praktyka

Nirajan Poudel nie jest jedyną osobą, która odprawiła ceremonię pogrzebową bez ciała zmarłego. Coraz więcej rodzin decyduje się nie czekać na oficjalne powiadomienie o odnalezieniu zwłok, które może nigdy nie nadejść. W Thulo Bharkhu i Sano Bharkhu, dwóch wioskach w dystrykcie Rasuwa, położonym w górzystym regionie graniczącym z Tybetem – Singi Nurpu Lama, główny duchowny dwóch lokalnych buddyjskich społeczności ludu Tamang, odprawił ceremonie pogrzebowe bez ciał dla 33 osób zaginionych po powodzi, w tym dla własnego syna i dwóch synowych. Przed zdjęciami każdej z zaginionych osób, z których każde było przewiązane „khatą” (białym ceremonialnym szalem), starszy duchowny zapalał lampki maślane i kadzidła oraz ustawiał misy z jedzeniem dla zmarłych. Jak twierdzi, w ten sposób udaje się choć nieco złagodzić głęboki ból po stracie.

fot. EPA/NARENDRA SHRESTHA Dostawca: PAP/EPA.
fot. EPA/NARENDRA SHRESTHA
Dostawca: PAP/EPA.

Ból katolików

Katolicy stanowią w Nepalu niewielką mniejszość. Nie wiadomo jeszcze dokładnie, ilu z nich ucierpiało w wyniku powodzi, być może kilkudziesięciu. Są jednak osoby zaginione, a ich rodziny pogrążone są w rozpaczy. Podobnie jak w przypadku wyznawców hinduizmu i buddyzmu, niepewność co do miejsca, w którym znajdują się ciała, wywołuje głębokie cierpienie. Farah Tamang, katolik ze wsi Ghatlang w dystrykcie Rasuwa, poprosił księży o modlitwę za całą swoją rodzinę, porwaną przez bezlitosny żywioł.

Z kolei Iswar Tamang, pochodzący z tej samej miejscowości, nieposiadający żadnych wieści o żonie, jej rodzeństwie ani pozostałych krewnych zwrócił się do miejscowego Kościoła z prośbą o odprawienie choćby jednej Mszy św. „Jednakże wobec braku ciał nie możemy uznać tych wydarzeń za pełny obrzęd pogrzebowy” – wyjaśnił przedstawiciel Wikariatu Apostolskiego Nepalu. Poinformował, że władze przygotowały w dystrykcie Chitwan zbiorową mogiłę i tam właśnie grzebią odnalezione ciała, po uprzednim pobraniu próbek DNA i dokonaniu ich jednoznacznej identyfikacji. Osoby, które straciły bliskich, udają się na miejsce, by przekazać próbki DNA ułatwiające identyfikację.

Dotychczas rodzinom przekazano ponad 100 ciał w celu przeprowadzenia ceremonii pogrzebowych. Dla bliskich osób zaginionych to jednak wciąż zdecydowanie za mało. Wciąż domagają się oni możliwości godnego pochówku wszystkich swoich krewnych oraz uzyskania urzędowego aktu zgonu, dokumentu niezbędnego do ubiegania się o odszkodowania, pomoc, wypłaty z ubezpieczenia, renty, spadki czy przeniesienie praw do majątku.

>>> Nepal: bilans ofiar powodzi wzrósł do 1356, w kraju trwa dzień żałoby

Niebezpieczne sprzeczności

Choć Nirajan Poudel dopełnił wszelkich obrzędów pogrzebowych przewidzianych przez tradycję hinduistyczną, lokalne władze odmawiają zarejestrowania zgonu z powodu braku ciała. „Ta sprzeczność, powiedział, naraża moją rodzinę na ogromny stres. Z jednej strony mamy do czynienia z nieopisanym bólem po stracie bliskiej osoby, a z drugiej,  odmowa uznania zgonu przez państwo powoduje poważne i długotrwałe cierpienie psychiczne. Cierpienie związane z utratą rodziny, domu i całego dobytku jest już i tak przytłaczające. W miarę narastania tego obciążenia psychicznego pogarszający się stan zdrowia utrudnia nam efektywną pracę, co nieuchronnie pogłębi nasze trudności finansowe” – powiedział Nirajan Poudel.

Wsparcie Caritas

Gdyby nie katolicy, wielu wyznawców hinduizmu i buddyzmu nie byłoby w stanie odprawić obrzędów pogrzebowych bez ciał zmarłych. Zwierzchnik wikariatu apostolskiego w Nepalu informuje, że krajowa organizacja Caritas pomogła 81 rodzinom w organizacji tych ceremonii, zapewniając wszelkie niezbędne materiały, w tym znaczne ilości żywności i artykułów pierwszej potrzeby, kluczowe dla rytuałów, które mogą trwać nawet kilka dni. Tymczasem Nirajanowi Poudelowi pozostał już tylko jeden, powoli zacierający się obraz bliskich: wizerunki wykonane własnoręcznie z trawy „kusha”.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

zł
Zobacz także
Wasze komentarze