krzyzyk

Fot. cathopic

Nie rozliczajmy się z Wielkiego Postu 

8 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Rozmowa z Andrzejem Drozdem – dominikaninem, duszpasterzem młodzieży, dyrektorem Dominikańskiego Ośrodka Informacji o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych w Poznaniu.

Po co nam Wielki Post? 

Andrzej Drozd OP: Jakiś czas temu w duszpasterstwie rozmawialiśmy na temat umartwień i postanowień. I jedna z dziewczyn zażartowała, że nie będziemy jedli słodyczy. I mówi: „Panie Bożu, tu są wszystkie nasze słodycze”. Nawet chcieliśmy takiego mema zrobić. Ale to byłoby za mocne dla opinii publicznej – taki mem, gdzie w ramach Wielkiego Postu człowiek oddaje wszystkie słodycze Panu Bogu. I wtedy zastanowiliśmy się, czy rzeczywiście o to chodzi. 

Czyli o co chodzi w Wielkim Poście? 

Nosimy w sobie taką pokusę – ja na pewno, by Wielki Post to był taki czas i działanie, które załatwi obowiązek chrześcijański czy kościelny. No, a przy okazji mogę schudnąć, powalczyć o własną silną wolę itd. Traktujemy te wyrzeczenia jak jakiś dyskomfort, jakiś trud. I wydaje nam się, że to jest już Wielki Post. Tylko trzeba zapytać – czy o to właśnie chodzi. Czy Wielki Post ma polegać na tym, że mi jest źle; czy w ten sposób pojmujemy ascezę chrześcijańską? Wydaję mi się, że nie o to chodzi. 

Jak w takim razie mamy podejść do Wielkiego Postu? 

By lepiej zrozumieć Wielki Post, warto spojrzeć na ten czas tak jak patrzyli Ojcowie Kościoła na 40-letnią wędrówkę Izraelitów przez pustynię do Ziemi Obiecanej. Izraelici nie szli przez pustynię dla samego chodzenia. Istotny jest element przejścia. Ojcowie Kościoła mówili, że Izrael na pustyni przypomina duszę człowieka. Przechodzi przez to doświadczenie, oczyszcza się ze słabości, niedowiarstwa, braku zaufania, zbliża się do Boga… Idzie przez pustynię, by dojść do Ziemi Obiecanej. I podobny obraz mamy w Ewangelii to Chrystus poszczący na pustyni. On nie robił tego dla postu – żeby sobie dowieść, że potrafi. Chrystus wychodzi na pustynię i pokazuje, że celem tego wyjścia jest wierność Panu Bogu. Potem Jezus zaczyna działać – głosić Ewangelię i Królestwo Boże; Dobrą Nowinę, że Bóg jest ciągle wierny człowiekowi i poprzez łaskę wzywa go do odpowiedzi. To fragmenty Biblii, które mogą nam pomóc w zrozumieniu Wielkiego Postu. Musimy zapamiętać, że to nie jest post dla postu; to czas, który ma nas przygotować na zmartwychwstanie. 

Wielki Post to czas, w którym ciągle słyszymy wezwanie: nawróćcie się! 

Potrzebujemy nawrócenia. Kościół daje nam na to szczególny czas. W dodatku w Kościele działamy w tym czasie razem. Ostatnio w duszpasterstwie zaczęliśmy wspólną medytację. I choć jest ona mocno indywidualna, to pojawia się moment wspólnej modlitwy. Siedzimy osobno, ale jesteśmy razem. Razem ponosimy trud modlitwy, zmagamy się z różnymi rozproszeniami. I Wielki Post też jest po to, by uczestniczyć w nim razem. Podejmujemy to wspólnie. Warto pamiętać – gdy jesteśmy na modlitwie w świątyni – że niezależnie od naszych poglądów najważniejsze jest to, że jesteśmy razem. Wspólnie przyznajemy się do bycia grzesznikami, wyznajemy, że potrzebujemy nawrócenia i podejmujemy coś, co ma nas zbliżyć do Pana Boga i siebie nawzajem. W chrześcijaństwie nie tylko zbliżamy się do Boga, ale też do drugiego człowieka. 

To w takim razie, czym powinniśmy zastąpić te słodycze? 

Postanowienie nie-jedzenia słodyczy może nawet zostać. Warto zauważyć w swoim życiu to, co oddala mnie od drugiego człowieka i od Pana Boga. Może być tak, że są to właśnie słodycze! Nie potrafię sobie z nimi poradzić, jestem przez nie nerwowy, zastępują mi kontakt z drugim człowiekiem, a czasem i z samym sobą, kiedy odreagowuję i zajadam nerwy. Trzeba zobaczyć, co negatywnie wpływa na moje myśli, uczucia i na moje serce. Na kontakt z Panem Bogiem, który mieszka w moim sercu. Trzeba przyjrzeć się temu, co mnie od Boga oddala, co przeszkadza w tym, by być bliżej Niego. 

Dla każdego może to być coś innego. 

Być może jest to np. brak jakiejś wiedzy. Wtedy można w Wielkim Poście zrezygnować z czegoś na rzecz przeczytania książki, która poszerzy moją wiarę. Może kłócę się ciągle z innymi ludźmi, pouczam ich, traktuje innych z góry. To może w Wielkim Poście powinienem przestać wymagać od innych, tylko zobaczyć, jacy oni są. Zacząć zauważać i obserwować przed interpretacją. To jest dużo trudniejsze. A może warto w tym czasie przestać oglądać wiadomości? Jeżeli wiadomości są tym, co mnie ciągle ładuje negatywnie, to wstrzymajmy się od nich na te 40 dni i spróbujmy żyć tym, co jest. Nie chodzi o rezygnowanie z prawdy, ale o zrezygnowanie z tego, co mnie stymuluje do gniewu, nienawiści, do uprzedzeń. Mamy nasze serca czynić wolnymi. Ojcowie pustyni w apoftegmatach często pisali, że gniew jest głównym wrogiem modlitwy i zbliżania się do Pana Boga. 

Zaczyna się wiosna, a my wchodzimy w Wielki Post. Mamy w tym czasie ciągle się smucić? 

Myślę, że warto pokuty, smutku i działań wielkopostnych nie mylić z emocjami. Aura za oknem, ale też to co jemy, co pijemy, co robimy, co przede wszystkim myślimy ma wpływ na nasze emocje. Trudno więc wymagać od nas, żebyśmy nagle cały czas chodzili smutni. U proroka Joela czytamy: „rozdzierajcie jednak wasze serca, a nie szaty”. Czasami jesteśmy radośni, jest wiosna, a ten Wielki Post może być okresem dobrych zmian w naszym życiu. To przecież na tym polega – jeżeli nagle zrezygnuję z jakiegoś działania, które mnie oddalało od ludzi i zacznę robić coś w ich kierunku – to może nagle zacznę odkrywać radość i Pana Boga. 

Czyli trud i radość mogą iść ze sobą w parze. 

To jest tak jak z wędrówką Izraelitów po pustyni. Z jednej strony był trud wędrowania, brak jedzenia i wody. A z drugiej strony taka radość odkrywania Pana Boga – nawracamy się i spotykamy Go coraz bliżej, coraz bardziej autentycznie. Podobnie było z Jezusem na pustyni. Moment wygranej z pokusą szatana daje takie ludzkie poczucie satysfakcji, szczęścia i nadziei. Kwestie emocjonalne są wtórne, nie powinny być celem, ale są dla nas informacją, że coś się w nas dzieje. Być może emocje będą mnie informowały, przez złość i smutek, że jakieś działanie jest trudne. A satysfakcja czy radość powie mi, ze zrobiłem coś, co chciałem, co jest dla mnie dobre. Czasem przez emocje mówi też do nas Pan Bóg. 

Jednak ta satysfakcja nie jest, jak zauważyłeś, sednem postu. 

Gdy byłem młodszy, odmówiłem sobie słodyczy, to było trudne przedsięwzięcie. Kiedy wróciliśmy do domu po wigilii paschalnej, to od razu zjadłem schowaną wcześniej czekoladę. I była taka satysfakcja: yes, udało się przeżyć te ponad 40 dni bez słodyczy! Ale to nie o to chodzi w Wielkim Poście. Trzeba sobie zadać pytanie, czy dane działanie czegokolwiek mnie nauczyło. Wyrzeczenia nie mają służyć temu, byśmy samym sobie pokazali, że coś możemy zrobić, w czymś wytrzymać. Emocje i uczucia to drugorzędna sprawa. 

Czy warto pamiętać też o tych trzech wytycznych, które na Wielki Post daje nam Kościół: o poście, jałmużnie i o modlitwie? 

Jak najbardziej, to wynika z Ewangelii. Każde z tych działań w jakiś sposób mnie ogołaca. Jeżeli podejdziemy do tego autentycznie – to będą to dla nas trudne sprawy! Post ogołaca mnie z moich przyzwyczajeń, z tego, w czym czuję się bezpiecznie. Jałmużna powoduje, że muszę otworzyć się na drugiego człowieka i zrezygnować z czegoś, co jest dla mnie ważne. A modlitwa… może warto zauważyć, że nasza modlitwa nie jest najlepsza. Stanąć z boku i zobaczyć, jaka jest moja modlitwa. Czy w mojej modlitwie chodzi mi tylko o skupienie? Albo o moje uczucia? Lub o samopoczucie? A być może tylko o piękne słowa i odhaczenie modlitwy? Wielki Post wzywa do modlitwy autentycznej, która może stać się też trudnym wyzwaniem. 

Co będzie najlepszym dowodem na to, że Wielki Post dobrze przeżyliśmy? 

Myślę, że trzeba zrezygnować z oceniania tego, czy Wielki Post przeżyliśmy dobrze czy nie. To jest największa pokusa, z którą często się zmagamy. W jednym z apoftegmatów brat przychodzi do abby i przynosi ziarnko fasoli. Abba pyta: co tam masz? Brat odpowiada: znalazłem po drodze ziarnko fasoli. I abba mu odpowiada: to wróć teraz i odłóż, bo to nie jest twoje. Potem przyjdź i zostań ze mną. Tak samo my możemy znaleźć coś, co nie jest istotą Wielkanocy – ocenianie. Nie sądź swojego Wielkiego Postu, nie sądź postu, jałmużny i modlitwy. Zostaw to Panu Bogu. To będzie prawdziwe przeżycie Wielkiego Postu – jeśli na końcu nie będziemy oceniać, co się udało, a co nie. Chodzi o relację z Bogiem. Chłopak jedzie na randkę z dziewczyną – istotą jest spotkanie z nią, a nie droga, którą przebył. Tak samo jest z Wielkim Postem. Robię to ze względu na Boga, drugiego człowieka i samego siebie, a nie na dzieło, które podejmuję. Sama nazwa dzieło pokutne może nas wpędzać w taki egocentryzm. W takie poczucie dokonywania jakiegoś dzieła. Dzieła – zbawczego – dokonał Pan Jezus. To nie ja się zbawiam, to Bóg. Ja mogę zrobić wszystko, by być bliżej Niego. 

 

Zobacz także
Wasze komentarze