Meksyk, mundial

fot. Piotr Ewertowski/misyjne.pl

Nie tylko stadion. O mundialu, pieniądzach i ludziach poza kadrem [ROZMOWA]

Mundial w USA, Meksyku i Kanadzie ma być największy w historii. Ale czy będzie też najbardziej elitarny? – Mam wrażenie, że FIFA i Stany Zjednoczone tworzą produkt bardzo drogi i ekskluzywny – mówi Dariusz Faron, wielokrotnie nagradzany i wyróżniany dziennikarz Wirtualnej Polski, specjalizujący się w tematyce społecznej i sportowej. 

Piotr Ewertowski (misyjne.pl): Zastanawiam się, czy świat wielkich imprez sportowych – igrzysk, mundiali – nie jest często odseparowany od rzeczywistości miejsca, w którym się odbywa. Jest świat akredytacji, stadionów, hoteli, ludzi, których stać, żeby tam być. A obok tego cała masa ludzi, którzy albo zostają ukryci, albo pracują na to widowisko, albo nawet cierpią z jego powodu. Nie masz czasem takiego wrażenia? 

Dariusz Faron (Wirtualna Polska): – Niestety bardzo często bywa tak, że organizacja dużej imprezy wiąże się z krzywdą jakiejś grupy społecznej. W Katarze wielu migrantów pracujących przy budowie stadionów i infrastruktury, ludzi z biedniejszych krajów, straciło życie albo zdrowie. W Paryżu mieliśmy relokacje osób w kryzysie bezdomności. Oczywiście nie chcę tego porównywać jeden do jednego, bo każdy przypadek jest indywidualny, a cierpienie trudno stopniować. Ogromne kontrowersje pojawiały się też przed mistrzostwami świata w Rosji, przed igrzyskami w Pjongczangu i przed wieloma innymi wydarzeniami. 

Siła sportu jest ogromna, także ta wizerunkowa. I sport często jest wykorzystywany przez polityków czy władze do tzw. washingu, czyli ocieplania własnego wizerunku. Ale nie szedłbym w stronę tezy, że to jest świat, który wyłącznie wyklucza i krzywdzi. Wydaje mi się, że te światy współistnieją. 

Guadalajara/fot. Piotr Ewertowski/misyjne.pl

Katar z jednej strony był kontrowersyjny. Organizacja mistrzostw przez szejków doprowadziła do skrzywdzenia wielu osób i rodzin. Ale to nie wyklucza faktu, że były to wspaniałe mistrzostwa. Spędziłem tam kilka tygodni, poznałem świetnych ludzi, turniej stał na bardzo wysokim poziomie i dostarczył pięknych emocji. 

Czyli wielkie wydarzenia sportowe naprawdę mogą łączyć? 

– Mundial i igrzyska to dwie wyjątkowe imprezy. Kiedy Międzynarodowy Komitet Olimpijski czy FIFA mówią, że one jednoczą ludzi, to nie jest wyłącznie wyświechtany slogan. To naprawdę się dzieje. Jest w tym jakaś magia, kiedy przy jednym obiedzie siedzą ludzie z wielu krajów, kiedy spotykają się na stadionach, mogą ze sobą porozmawiać, czasem pierwszy raz w życiu. 

Pamiętam taką scenę z Kataru. Katarskie dzieci grały na jednym z placów i cieszyły się futbolem. Miałem wtedy refleksję, że to nie jest wyreżyserowane. To nie jest scena wynikająca z wpompowania wielkich pieniędzy i sztucznego świata stworzonego przez Katar. To było coś prawdziwego. 

Z jednej strony mamy więc krzywdę i spychanie pewnych grup społecznych w miejsca, gdzie nie będą widoczni dla turystów. Z drugiej z kolei mamy mnóstwo świetnych chwil, emocji i wspomnień. Jedno nie wyklucza drugiego. 

A jak to wygląda w przypadku tegorocznego Mundialu? Ludzie narzekają na koszty. 

– Dziś bardzo dużo mówi się o kosztach w kontekście nadchodzącego mundialu w Stanach Zjednoczonych, Meksyku i Kanadzie, ale głównie z perspektywy europejskiej i głównie z przyczyn ekonomicznych. Bardzo wielu kibiców z Europy zwyczajnie nie będzie stać na to, żeby pojechać na ten turniej. A może nawet nie tyle, żeby przyjechać i obejrzeć jeden mecz, ile żeby jeździć za swoją drużyną. 

Guadalajara/fot. Piotr Ewertowski/misyjne.pl

Bo jeśli podliczy się transport, zakwaterowanie, koszty życia i bilety lotnicze, które – łagodnie mówiąc – nie są tanie, to wychodzi kwota przerastająca możliwości większości kibiców. W tym kontekście mam wrażenie, że o tym mundialu bardzo często mówi się właśnie przez pryzmat wykluczenia ekonomicznego. 

Czy to jakaś szersza tendencja? Mundial się elitaryzuje i ma być teraz dostępny głównie dla bogaczy? 

– Nie potrafię powiedzieć, czy ten temat wybrzmiewa mocniej niż wcześniej, ale na pewno bardzo widać to dość wyraźnie teraz, że FIFA wraz ze Stanami Zjednoczonymi, czyli głównym gospodarzem turnieju, tworzy produkt elitarny. 

Symboliczne jest choćby to, że FIFA otworzyła swoją nowojorską siedzibę w Trump Tower. Byłem tam i to naprawdę robi wrażenie: wszystko piękne, ekskluzywne, ochroniarze elegancko ubrani w garnitury, wokół marmur, złoto. 

Jest to symboliczne także dlatego, że Trump Tower przez lata był domem Chucka Blazera, czyli działacza, który stał się jednym z symboli korupcji w FIFA. Jak widać, doskonałe relacje prezydenta FIFA Gianniego Infantino z Donaldem Trumpem sprawiły, że ta przeszłość i negatywne skojarzenia z tym miejscem zupełnie Infantino nie przeszkadzają. 

Mało tego, podczas ceremonii poprzedzającej losowanie grup FIFA przyznała Trumpowi nowo utworzoną nagrodę pokojową. Pojawiły się ironiczne głosy, że zobaczymy, jak długo ten plebiscyt będzie trwał i kto będzie nagradzany w kolejnych latach. 

Myślę, że to zblatowanie Gianniego Infantino z Donaldem Trumpem – mówiąc kolokwialnie – niektórych bardzo kłuje w oczy. Miałem odczucie, że rzeczywiście tworzony jest produkt bardzo elitarny i bardzo drogi. 

Zdaje się, że właśnie w USA będzie szczególnie drogo. 

– Na poprzednich turniejach zwykle bywało tak, że organizator, w porozumieniu z FIFA, gwarantował kibicom posiadającym bilety albo dziennikarzom z akredytacją na przykład darmowy transport. Można było podróżować komunikacją za darmo. Tak było między innymi w Katarze. 

Tutaj Stany Zjednoczone są wyjątkiem. Władze Nowego Jorku wyszły z mocną narracją, że nie zamierzają dopłacać do mistrzostw. Nie chcą, żeby mundial obciążał kieszeń Nowojorczyka. 

Centrum Zapopan/fot. Piotr Ewertowski/misyjne.pl

Bardzo dużo emocji wzbudziło też to, w jaki sposób podnoszone są ceny transportu. Najlepszym przykładem jest dojazd na MetLife Stadium w Nowym Jorku. Kiedy byłem w Stanach, moja podróż kosztowała 12 dolarów i 25 dolarów za Ubera. W trakcie mundialu bilet ma kosztować 90 dolarów. Pierwotnie cena miała wynosić 150 dolarów, ale po fali protestów władze się ugięły i ją obniżono. 

W Katarze ogromnym ułatwieniem było to, że odległość między najbardziej oddalonymi od siebie stadionami wynosiła bodajże około 50 kilometrów. Logistycznie dało się zobaczyć dwa spotkania jednego dnia i szybko przemieścić się między stadionami. Tutaj jest to absolutnie niemożliwe. Trzeba stawiać na transport lotniczy. Sama logistyka będzie więc nie tylko kosztowna, ale też bardzo wymagająca. 

Do tego dochodzą ceny biletów, które są astronomiczne we wszystkich trzech krajach-gospodarzach. Cena rzędu kilkuset dolarów jest odstraszająca dla kibiców z Europy. 

Czy mundial w Stanach będzie katastrofą organizacyjną? Nie stawiałbym takiej tezy, bo tego nie wiem. Istnieje takie zagrożenie, natomiast mam duże wątpliwości wobec tezy Donalda Trumpa i Gianniego Infantino, że będzie to najlepszy i największy mundial w historii. Na razie nic tego nie zapowiada. 

A jak zwykli Amerykanie reagują na mundial? Rozmawiałeś z ludźmi na miejscu. Czy oni czują, że zaraz zacznie się wielkie piłkarskie święto?  

– Nie, wydaje mi się, że w Stanach nie ma absolutnie jakiejś wielkiej futbolowej gorączki. Oczywiście mówię to na podstawie krótkiej próby, bo byłem przez dwa tygodnie w czterech amerykańskich miastach. 

Ale jeśli weźmiemy na przykład Nowy Jork, to miałem wrażenie, że to jest miasto tak duże, tak przyzwyczajone do wielkich wydarzeń i wielkich nazwisk, że na niespełna trzy tygodnie przed mundialem wszystko toczyło się tam swoim rytmem. 

Pamiętam, jak byłem na Times Square. Na ogromnym billboardzie była transmisja baseballu, a we wszystkich okolicznych pubach i barach pokazywano koszykówkę. Absolutnie nie było tak, że mundial sprawił, iż nagle rozpoczęła się wielka gorączka i że soccer, jak mówią Amerykanie, zepchnął ich ulubione dyscypliny na dalszy plan. 

Dla porównania, zupełnie inaczej było w Meksyku. Tam mundial był widoczny na każdym kroku. Już na kilkanaście dni przed startem imprezy budził ogromne emocje. Meksykanie chodzili w koszulkach swojej reprezentacji. Widać jednak, że w kraju, w którym ludzie mają futbolowe DNA i gdzie piłka jest mocno zanurzona w kulturze, mundial przeżywa się zupełnie inaczej. 

W Twoich tekstach na tematy społeczne, pisanych choćby przy okazji wielkich imprez sportowych, często zaczynasz od mikrodetalu. Jest prosta historia, pojedynczy człowiek, dziecko opowiadające o ojcu, który zmarł, rodzina migrantów w Paryżu. Czy to jest świadomy zabieg reporterski? Chcesz wyjść poza statystyki? 

– Zdecydowanie tak. Liczby nie mają twarzy. Wydaje mi się, że jeśli czytelnik ma zobaczyć problem społeczny, który chcę opisać, to tekst musi mieć swoich bohaterów. Musi mieć twarze. Stąd taki wybór konstrukcji. 

fot. Piotr Ewertowski/misyjne.pl

Oczywiście podkreślę jeszcze raz: staram się przy okazji wielkich imprez sportowych oddać głos ludziom – w tej całej wrzawie on ginie. Ale nie znaczy to, że stawiam tezę, iż sama impreza będzie zła, źle zorganizowana albo będzie przebiegać w złej atmosferze. 

Moje teksty nie są atakiem na imprezę. To próba oddania głosu tym, z którymi bardzo często nikt – z różnych przyczyn – nie chce rozmawiać. 

Nie chodzi o to, żeby odbierać ludziom radość z mundialu czy igrzysk, ale żeby zobaczyć również tych, którzy stoją poza kadrem. 

– Oczywiście. Właśnie o to chodzi. Wielkie imprezy sportowe mogą dawać ludziom ogromną radość. Mogą jednoczyć, tworzyć wspólnotę, dawać wspomnienia na całe życie.  

Ale równocześnie warto patrzeć na to, co dzieje się obok. Kto płaci cenę za organizację takiego wydarzenia? Czyj głos ginie? Kto zostaje przesunięty poza kadr? Jeśli sport ma tak wielką siłę, także społeczną i polityczną, to dziennikarz powinien patrzeć nie tylko na stadion, ale też trochę poza stadion. 

fot. Piotr Ewertowski/misyjne.pl

—- 

Dziennikarz Magazynu Wirtualnej Polski specjalizujący się w tematyce społecznej i sportowej. Dwukrotny laureat nagrody Grand Press, pięciokrotnie nominowany do tej nagrody. Laureat Festiwalu Wrażliwego, dwukrotnie wyróżniony w plebiscycie Kryształowe Pióra. Nominowany także m.in. do Nagrody Newsweeka im. Teresy Torańskiej i Nagrody Radia ZET im. Andrzeja Woyciechowskiego. W 2023 r. jego tekst o problemach psychicznych sportowców znalazł się wśród 10 najlepszych reportaży sportowych na świecie w prestiżowym plebiscycie AIPS Awards. 

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze