Nature sometimes presents some odds things to human beings. Why do perfectly round boulders come out of the sea, at one particular beach in New Zealand? You can’t help but stand and stare in wonder. I had something particular in mind when I got to the beach. A long exposure to enhance the peacefulness that you experience on a beach, but the light and waves wasn’t right, and I did not get this the way I wanted it. But instead I made the long exposure look even longer, by using some horizontal motion blur. I then also changed the colors, until I got something I liked, and this is the result.–Jacob SurlandRead the rest of the blogpost here: http://goo.gl/JzVK2EPhoto by: Jacob Surland, www.caughtinpixels.com Licensed creative commons non-commercial v4.0. No derivative Work. Protected by Pixsy.com.

Nie wyskrobałem

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Pół roku temu jeden z poznańskich księży, Adam Pawłowski, zrobił internetowy coming out. Z przytupem i transmisją na Facebooka. Ubrał się w sutannę i ogłosił wszystkim, że jest szczęśliwym księdzem.

W mediach pojawiają się nowe coming outy, wcześniej zarezerwowane dla osób homoseksualnych. W modzie staje się powiedzenie głośno, co złego się zrobiło, z nadzieją na medialny rozgłos. Z polskich gwiazd i gwiazdeczek na takie wyznanie zdobyła się ostatnio Natalia Przybysz. Na łamach „Wysokich Obcasów” przyznała, że w 2015 r. zdecydowała się na aborcję, którą przeprowadziła na Słowacji. Przyznała, że zrobiła to z wygody. Nie chciała zmieniać ułożonego życia i szukać większego mieszkania. Trwało to pięć minut – skonstatowała. W Polsce o swoich aborcjach opowiedziały m.in. Maria Czubaszek, Krystyna Mazurówna i Nina Andrycz, a być może ujawnią się kolejne gwiazdy.

Zastanawiające jest to, że kiedyś informacje o „zabiegu” były skrytą tajemnicą. Był to temat wstydliwy, a zarazem do bólu osobisty. „Zabieg”, „sztuczne poronienie”, „przerwanie ciąży”, „usunięcie ciąży”, „spędzenie płodu”, „łyżeczkowanie”, „czyszczenie”, „skrobanka” – to potoczne nazwy zabicia dziecka. Choć media przekonują, że to nie chodzi wcale o małego człowieka, a coś innego. Coming outów aborcyjnych dokonują te kobiety, które jednocześnie są zachwycone papieżem Franciszkiem: chwalą jego wrażliwość na przyrodę, uchodźców, wykluczonych, ludzi bez prawa głosu, mówiące, że koniecznie trzeba im pomagać. A przecież dziecko pod sercem matki jest kimś takim: najbardziej bezbronnym i najbardziej potrzebującym pomocy.

Każda aborcja jest dramatem kobiety. To prawda. Jednak nie tylko jej samej. Jest dramatem ojca dziecka, jej najbliższych, rodziny, przyjaciół, a także Kościoła. Tak, Kościoła. Bo to znaczy, że jako wspólnota nie byliśmy dla tej kobiety na tyle przekonujący, aby przyjęła za swoje wszystkie przykazania czy postawę otwartości na życie. Modlę się o powrót kobiet po traumie aborcji do Kościoła. Nie „usunąłem” i „nie usuwam” ich z pola zainteresowania Boga. Nie rzucam kamieniami, a po cichu liczę na powrót. Bo wiem, że tylko w miłosiernych rękach Boga znajdą ukojenie, którego nie zagwarantuje im nawet najbardziej spektakularny aborcyjny coming out.

Nie wyskrobałem
5.3 (88.89%) 9 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze