fot. YouTube

(Nie)pełny portret ks. Jacka Stryczka [ROZMOWA]

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

– Nie wierzyłem w to, co czytam. Byłem po prostu w szoku, ponieważ to nie był tekst o człowieku, którego znam od wielu lat i z którym byłem w różnych sytuacjach – mówi Marcin Grandys w rozmowie z Michałem Jóźwiakiem.

Nie milkną echa publikacji na temat rzekomego mobbingu w stowarzyszeniu Wiosna. Mnożą się zarówno opinie potwierdzające wersję 21 byłych pracowników Wiosny, jak i zupełnie przeciwstawne. Celem tej publikacji nie jest w najmniejszym stopniu podważanie doświadczeń osób opisanych w reportażu Janusza Schwertnera. Do ich wypowiedzi należy podejść ze szczególną uwagą i troską. Niniejsza rozmowa stanowi raczej uzupełnienie portretu ks. Jacka Stryczka tworzonego w mediach w ostatnim czasie. Nie ulega wątpliwości, że wiele osób miało prawo narzekać na pracę w stowarzyszeniu Wiosna. Są jednak tacy, dla których aktywność w tym miejscu była budująca i dobra. Oni także zasługują na wysłuchanie. Stąd moja rozmowa z Marcinem Grandysem, który blisko współpracował z ks. Jackiem Stryczkiem przy organizowaniu m.in. Ekstremalnej Drogi Krzyżowej.

Michał Jóźwiak: Co pomyślałeś, kiedy przeczytałeś ten powszechnie już znany reportaż na Onecie?

Marcin Grandys: Nie wierzyłem w to, co czytam. Byłem po prostu w szoku, ponieważ to nie był tekst o człowieku, którego znam od wielu lat, i z którym byłem w różnych sytuacjach.

Jak blisko współpracowałeś z ks. Stryczkiem? Byłeś jednym z inicjatorów Ekstremalnej Drogi Krzyżowej.

Bardzo blisko. Przez cztery lata koordynowałem projekty, które on nadzorował. Najpierw organizowałem pierwsze dwie edycje EDK, a potem przez dwa lata byłem szefem MSR – Męskiej Strony Rzeczywistości.

Byłeś kiedyś świadkiem zachowań, o których czytamy w reportażu lub docierały do Ciebie jakieś niepokojące sygnały?

Nie, nigdy nie byłem świadkiem takich zachowań. Mam przekonanie, że ksiądz Jacek tak się nie zachowuje. Wiem, że jest bardzo bezpośredni, mówi bez ogródek o tym, co myśli, także jeśli są to rzeczy trudne w odbiorze. Jest stanowczy i bardzo przekonany do swoich racji i poglądów, ale nigdy nie słyszałem ani nie widziałem, żeby krzyczał na ludzi, gnębił kogoś czy też lekceważył i dyskryminował kobiety.

Znasz osoby, które wypowiadają się w tym tekście?

Znam dwie z tych trzech, które wypowiedziały się pod imieniem i nazwiskiem, ale nie mamy bliskiego kontaktu ze sobą. Natomiast znam i mam opinie o nich od osób, które znały je dobrze i miały z nimi większe kontakty, także zawodowe w stowarzyszeniu Wiosna. Nie chcę być pośrednikiem w przekazywaniu odczuć innych ludzi, ale powiem tylko, że odbiór sytuacji przedstawionych przez Onet może być bardzo różny. Świadkowie tych wydarzeń niekoniecznie potwierdzają wersje, które ujrzały światło dzienne.

Jak układała się Twoja współpraca z ks. Stryczkiem?

Ksiądz Jacek jest człowiekiem, któremu zależy na drugim człowieku, którego cieszy wyzwalanie potencjału w ludziach i który pragnie ich dobra i rozwoju. Jest oczywiście przy tym wymagający, oczekujący poświęcenia w podejmowanych działaniach i ich dobrej realizacji, sukcesów. Rozumiem, że taka postawa może być trudna dla ludzi i rodzić konfliktowe sytuacje.

Wiesz, co w kwietniu ubiegłego roku powiedział o Tobie ks. Jacek? Cytuję: „Gdy Marcin był jednym z pierwszych koordynatorów EDK, charakterystyczne dla niego było to, że po tym jak brał udział w wytyczaniu tras, jak całą noc koordynował proces zabezpieczania ludzi na trasie, rano, po tym wysiłku, przyjeżdżał do biura i porządkował materiały. Nie położył się spać, dopóki wszystkiego nie zrobił. To u niego nieprawdopodobne, że nie ma barier w wyzwaniach, które podejmuje”. Może to symptomatyczne, że w Wiośnie ci, którzy tak pracowali cieszyli się szacunkiem, a jeśli ktoś po prostu chciał przepracować standardowe osiem godzin, był „za słaby” i ciążyła na nim presja?

Być może jest to jakiś trop, że ktoś miał oczekiwania, że praca w organizacji pożytku publicznego będzie lekka, łatwa i przyjemna, a zderzał się z bardzo wysokimi wymaganiami. Ja w Wiośnie nie byłem zatrudniony, więc trudno mi oceniać wszystkie mechanizmy, które tam funkcjonowały. Bardziej bulwersuje mnie sposób, w jaki został przedstawiony ks. Stryczek. Właściwie przypięto mu łatkę wręcz psychopaty, który niszczy ludzi, z czym ja przez kilka lat ścisłej współpracy i kilkanaście lat bliskiej znajomości z nim nigdy się nie spotkałem. Owszem, czasami dochodziło do sporów czy ostrej wymiany zdań, ale nigdy nie wiązało się to z jakimkolwiek poniżaniem, krzykiem czy wrogością.

Rozmawiał Michał Jóźwiak

[Zobacz też: „Szlachetna Paczka” nie taka szlachetna?]

Zobacz także
Wasze komentarze