archiwum

fot. Pixabay

Obniżono emerytury 39 tys. osób. IPN przyznaje się do błędów

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Renta jednego z byłych milicjantów spadła z 2800 zł do 854 zł. To dlatego, że został objęty ustawą dezubekizacyjną, mimo że przez lata pracował w oddziale kryminalnym i został sześciokrotnie postrzelony.

Kim jest były milicjant?

Wojciech Raczuk w PRL pracował w Wydziale Zabójstw, ścigał przestępców i zabójców. W 1982 r. uczestniczył w obławie na „Janosika z Podlasia”. W bezpośrednim starciu przyjął na siebie sześć kul i cudem uszedł z życiem – opisuje Onet.pl. – Byłem pewny, że to jest już mój koniec i że jestem załatwiony. Rzadko to mówię, ale pomyślałem sobie wtedy: „Boże, daj mi jeszcze pożyć z 10–15 minut” – czytamy. Ze względu na odniesione obrażenia mężczyzna przez kilkanaście miesięcy leczył się w szpitalu. W międzyczasie został awansowany na stanowisko zastępcy kierownika komisariatu milicji ds. polityczno-wychowawczych. Raczyk podkreślał w wywiadach prasowych, że stanowisko objął na zaledwie pięć miesięcy. – Jeszcze na zwolnieniu lekarskim dostałem nowy przydział służbowy na funkcję zastępcy komendanta komisariatu do spraw politycznych – mówi. – Przełożeni nie wiedzieli, że ja już do pracy nie wrócę i szukali dla mnie jakiegoś zajęcia za biurkiem. Mieli świadomość, że mój stan zdrowia wyklucza ganianie za bandytami – dodaje. To wystarczyło jednak, aby mężczyzna został uznany za człowieka, który służył totalitarnemu państwu.

Odebranie renty

W październiku 2017 r., po wprowadzeniu ustawy dezubekizacyjnej, byłemu milicjantowi obniżono rentę z 2800 zł do 854 zł. Celem ustawy było obniżenie emerytur i rent przyznanych funkcjonariuszom i policjantom, którzy pracowali w Służbie Bezpieczeństwa. Obecnie pracownicy organów bezpieczeństwa PRL nie mogą dostawać świadczenia wyższego niż 1700 złotych netto. Świadczenie emerytalne niektórych osób spadło jednak znacznie niżej. MSWiA podaje, że w związku z ustawą dezubekizacyjną świadczenia zostały obniżone prawie 39 tys. osób. Informacje o przebiegu służby funkcjonariuszy sprawdzał Instytut Pamięci Narodowej.

IPN

fot. Wikipedia

Premier przyznał specjalne świadczenie

W maju tego roku Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji przegrało drugi proces z byłym milicjantem. Sąd nakazał przywrócić mężczyźnie pełną rentę. Dodatkowo premier Mateusz Morawiecki podjął decyzję, by przyznać byłemu milicjantowi rentę specjalną w wysokości 2500 zł. – Jestem wdzięczny i chcę podziękować premierowi za zwyczajny, ludzki gest – mówi Onetowi Wojciech Raczuk. – Uważam, że to triumf sprawiedliwości. Jest jednak jeszcze wiele spraw do załatwienia. Wielu moich kolegów i koleżanek także zasługuje na sprawiedliwość. Zastosowano wobec nas odpowiedzialność zbiorową, co nie było w porządku. Sam będę robił wszystko, żeby państwo pochyliło się teraz nad losem innych. Będę walczył o zwrócenie im godności i należących się im emerytur – zapowiada.

Inne przypadki

Wojciech Raczuk nie jest odosobnionym przypadkiem niesprawiedliwości, która została spowodowana zastosowaniem przez państwo odpowiedzialności zbiorowej. IPN anulował 279 informacji o przebiegu służby poprzez stwierdzenie, że osoba, której dotyczy informacja, nie pełniła służby na rzecz totalitarnego państwa. Takie przyznanie się do błędu jest oczywiście krokiem w dobrą stronę. Problem w tym, że przypadków pochopnego ocenienia sytuacji było z pewnością znacznie więcej. Nie jest przecież tajemnicą, że w czasach PRL powszechną praktyką było tworzenie fikcyjnych etatów w Milicji Obywatelskiej lub w organach Służby Bezpieczeństwa. Fikcyjne milicyjne etaty mieli m.in. legendarni piłkarze Kazimierza Górskiego, w tym chociażby Kazimierz Kmiecik, który zdobył złoty medal na igrzyskach olimpijskich w 1972 r. w Monachium, srebrny zdobyty cztery lata później w Montrealu, a także brązowy medal na mundialu w RFN. Ze względu na to, że przez ponad 13 lat reprezentował barwy „milicyjnej” Wisły Kraków, został objęty ustawą dezubekizacyjną, a jego emerytura została obniżona.

Choć jest to truizm, warto podkreślić, że historia Polski jest zawiła i skomplikowana. Wielokrotnie mogliśmy przekonać się, że sprawy nie zawsze mają się tak jak przedstawiają to dokumenty z czasów PRL. Kilka świstków nie musi przesądzać o tym, czy mamy do czynienia z dobrym czy złym człowiekiem. Jak się okazuje, to także za mało, aby pozbawić kogoś prawa do godnej emerytury. Wszelkie uproszczenia i stosowanie odpowiedzialności zbiorowej są tutaj fatalną drogą na skróty, która wielu może skrzywdzić i pozbawić dobrego imienia. Ci, którzy stanowią prawo w naszym kraju, powinni brać to pod uwagę.

Zobacz także
Wasze komentarze