zdj poglądowe, Fot. Alexander Fastovets/unsplash

Polski ksiądz na rowerze wyścigowym przekazał papieżowi listy od dzieci chorych na raka

Ks. Paweł Nowak, duchowny sportowiec, wręczył papieżowi Leonowi XIV listy od małych pacjentów hospicjum podczas audiencji ogólnej na Placu św. Piotra w Watykanie. Przyjechał do Rzymu z Niemiec na rowerze.

Ks. Paweł Nowak, katolicki „duszpasterz rowerzystów wyścigowych” z Bremy w Niemczech, wywołał poruszenie kampanią zbierania funduszy na rzecz hospicjum dla dzieci. Od minionego weekendu 39-latek pokonał prawie 1600 kilometrów na rowerze na trasie z północnych Niemiec do Rzymu, aby zebrać datki na hospicjum dziecięce „Löwenherz” („Lwie Serce”) w Syke koło Bremy.

„Przejechałem ostatnie sto kilometrów samochodem”, wyznał kapłan, który był wspierany przez rodziny ze swojej parafii w Bremie w pojazdach eskortujących, w wywiadzie dla austriackiej agencji katolickiej Kathpress przed końcem swojej 90-godzinnej podróży. Decyzję musiał podjąć we wtorek po południu, kiedy spontanicznie otrzymał informację o możliwości osobistego spotkania z papieżem Leonem XIV podczas środowej audiencji ogólnej. „Ale tylko pod warunkiem, że sam odbiorę bilet na czas we wtorek. Rowerem nigdy bym sobie z tym nie poradził”, wyjaśnił duchowny z Tarnowa, który pracuje w niemieckiej diecezji Hildesheim od 2014 roku.

Ostatecznie nie tylko nie osiągnął w ciągu 72 godzin celu, ale także nie ukończył całej trasy. „Ale perspektywa przekazania papieżowi pozdrowień od dzieci z hospicjum przekonała mnie” – stwierdził. Jego inicjatywa zdecydowanie się opłaciła: ks. Nowakowi udało się nawet zrobić selfie z papieżem trzymającym kopertę z wielkim czerwonym sercem. „Bezcenne” zwieńczenie 1600 wyczerpujących kilometrów jazdy na rowerze. Na papieskiej audiencji była też jego rodzina: rodzice i brat z Polski.

Rozmowy z Bogiem

„Największym wyzwaniem na trasie była pogoda” – powiedział: ciągły deszcz podczas wspinaczki na przełęcz Fernpass między Bawarią a Austrią, zimno i ciemność na przełęczy Brenner, a następnie ponad 30-stopniowy upał we Włoszech.

Ale było też wiele miłych niespodzianek.

„Mężczyzna o imieniu Martin zobaczył w telewizji reportaż o inicjatywie i przejechał ze mną 60 kilometrów w deszczu”.

Podczas objazdu Bolonii jego zespół znalazł miłą wiadomość na zaparkowanym samochodzie od ludzi, którzy go rozpoznali. „A nad jeziorem Garda spotkałem rowerzystę z Hildesheim, który przeczytał o naszej trasie w gazecie i towarzyszył mi przez 30 kilometrów”. Wszystko to sprawiło, że szybko zapomniał o nieprzyjemnych spotkaniach z dzikami w nocy w Apeninach czy przebitej oponie w pobliżu Garmisch.

Czytanie Liturgii Godzin czy odprawianie mszy św. nie było w tych dniach możliwe. „Nie uważam za grzech ciężki tego, że nie odprawiłem mszy św., a nawet nie poszedłem na niedzielną mszę św.” –  powiedział ks. Nowak, praktycznie udzielając sobie odpustu. „Ponieważ nie podróżowałem dla własnej rozrywki, ale by służyć chorym dzieciom”. Do wtorku jego strona na Facebooku otrzymała już ponad 7 000 euro darowizn na rzecz hospicjum dla dzieci, a kampania trwa nadal.

Ks. Nowak ma jeszcze inne plany przed powrotem do północnych Niemiec.

„Zamierzam ścigać się po raz pierwszy w życiu – i to od razu w mistrzostwach świata” – poinformował.

W najbliższy poniedziałek w austriackim St. Georgen im Attergau rozpoczynają się bowiem Mistrzostwa Świata w Ultrakolarstwie: ponad 2.200 kilometrów, 30.000 metrów przewyższenia i to w siedem dni. I być może w tym czasie papież odpowie na listy dzieci.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze