fot. PAP/Albert Zawada
Powstańcy warszawscy: sił dodawały nam modlitwy i solidarność mieszkańców
Janusz Walędziak ps. „Czarny”, Zbigniew Daab ps. „Kapiszon”, Jan Antoni Witkowski ps. „Jaś”. Warszawscy powstańcy, którzy w związku ze zbliżającą się 82. rocznicą Powstania Warszawskiego, w Bibliotece na Koszykowej opowiadali o swojej walce i o tym, co dawało im siły w ekstremalnych warunkach.
W chwili rozpoczęcia walk mieli odpowiednio 12, 15 i 12 lat. „Czarny” był łącznikiem w zgrupowaniu Armii Krajowej „Chrobry II”, uczestniczył w walkach w Śródmieściu. Pod gradem kul biegł z meldunkami podczas walk o PAST-ę. Był podkomendnym rotmistrza Witolda Pileckiego. „Kapiszon” wstąpił do konspiracji rok wcześniej, był w Szarych Szeregach i był strzelcem w IV Obwodzie „Grzymała” Warszawskiego Okręgu Armii Krajowej, w 3. Rejonie, kompanii „Gustaw”.”Jaś” był łącznikiem, przekazującym meldunki i rozkazy.
Prowadzący spotkanie Tomasz Wolny, dziennikarz, który od lat promuje i organizuje spotkania z powstańcami, pytał o emocje – jakie były na początku, jak się zmieniały z upływem dni, gdy nie było czym walczyć, brakowało jedzenia i wody? Rozmówcy byli zgodni, mówili o oczywistości, że trzeba było walczyć. „Wyszliśmy na ulicę, żeby bronić wolności, nie znałem rozkazów, ale trzeba było walczyć” – to wyznanie Janusza Walędziaka. Zbigniewa Daaba godzina „W” nie zaskoczyła, bo był w konspiracji. Powiedział matce, że będzie powstanie, a on idzie walczyć. Jan Witkowski został z babcią, którą miał się opiekować, ale pod koniec sierpnia, po jej śmierci, walczył o PAST-ę. Wszyscy przedwcześnie dojrzali młodzi ludzie chcieli przeciwstawić się Niemcom. „Za to, co z nami robili”. A robili rzeczy straszne: każdy z nich, będąc wówczas dzieckiem, widział jeszcze w pierwszych dniach okupacji egzekucje, stosy trupów. Każdy ma tragiczne wspomnienia. Straszne, jak widok powieszonych na balkonach na Lesznie, żeby budziły grozę mieszkańców. – Za wszelką cenę chcieliśmy, żeby tego już nie było – mówił Zbigniew Daab „Kapiszon”.
>>> Sondaż: powstanie warszawskie nie dzieli Polaków
Uczestnicy spotkania opowiadali o najbardziej dramatycznych epizodach swojej walki. Jasia Witkowskiego, który schronił się w piwnicy w babcią, zasypały po bombardowaniu walące się stropy. Ciemność, zaduch, pył, trudno było oddychać. Na szczęście zostali odkopani.

Zebrani wysłuchali przejmującej opowieści Janusza Walendzika. Miał koleżankę, Hanię o przepięknych oczach. Chodzili po mieście, jeździli tramwajami, on grał na mandolinie, ona śpiewała, na koniec występu Hania zdejmowała z głowy czarny berecik i słuchacze wrzucali do niego pieniążki. Któregoś dnia, gdy niemiecki żołnierz wrzucił pieniążek, Hania wyjęła go z bereciku, napluła i go rzuciła na ziemię. Napluła też na Niemca, który wahał się, czy jej nie zastrzelić, bo wyciągnął rewolwer. Na uwagę, że ryzykuje, że ją zabiją, odpowiedziała: „Ja tej wojny nie przeżyję”. Rzeczywiście, zginęła po zbombardowaniu jej domu. Hania o pięknych oczach zmarła na jego rękach, a on obiecał, że ją pomści. „Szukałem zemsty za Hanię”. I spełnił obietnicę zabijając Niemca przy ulicy Pańskiej – był od niego szybszy w wyciągnięciu broni. „Haniu, to za ciebie”. Ale wiedziałem też, co Niemcy zrobili na Woli – dodał.
„Czarny” wspominał też swojego dowódcę, rotmistrza Pileckiego. „Wiedziałem, że to bohater. Szczupły, przystojny, buty z cholewami. Zawsze uśmiechnięty. Gdy wysyłał łącznika z meldunkiem, a to było bardzo niebezpieczne i wielu nie wracało, zawsze mówił: „Masz rozkaz, ale pamiętaj żebyś wrócił do oddziału”. – No i wróciłem – powiedział.
>>> Powstanie Warszawskie – świadectwo wiary, nadziei i miłości
Z czasem pierwotny entuzjazm ustępował, wszyscy odczuwali tragizm sytuacji, Rosjanie nie nadchodzili, czekali na drugim brzegu Wisły. Zbigniew Daab opowiadał o strasznych wydarzeniach na Ochocie, o bandytach z RONA, zdzierających kobietom kolczyki z uszu, gwałty i grabieże. Głód i brak wody były dramatyczne, zabijano konie, organizowanie wypraw po mąkę do piekarni na Siennej, do młyna. Pomysłowość i zaradność kobiet, które były niezwykle dzielne. I wszystkie dziewczyny były piękne – zapewniał „Kapiszon”.
Nie było amunicji, nie było czym walczyć, nadeszła kapitulacja, która miała dobrą stronę. O ile w czasie walk każdy żołnierz był traktowany przez Niemców jak „bandyta”, o tyle po kapitulacji Niemcy zobowiązali się traktować powstańców jak żołnierzy.
Na pytanie, co człowiekowi daje siłę w ekstremalnych warunkach, Zbigniew Daab odpowiedział: „Wszędzie, w całym mieście, były kapliczki, ludzie ciągle się modlili. Trzeba było ufać Komuś Najwyższemu. I ludziom. Pomagaliśmy sobie”.
Na pytanie KAI, czy powstańcy opowiadają o swoich przeżycia religijnych, Tomasz Wolny odpowiedział, że nie, są bardzo powściągliwi.
To historycy dokładnie opisują życie religijne w powstańczej Warszawie. Posługiwało w tych dniach około stu kapelanów wojskowych. Marcelina Koprowska w monografii „Życie religijne podczas Powstania Warszawskiego” zlokalizowała 200 punktów, w których były odprawiane Msze św. Wieczorami mieszkańcy kamienic gromadzili się na wspólnej modlitwie, modlili się także w piwnicach i schronach podczas nalotów.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |

Beskid Mały: ewangelizacja na szczycie Potrójnej
Co sprawia, że pielgrzymki są tak fascynujące? Odpowiada austriacka ekspertka
Francja: w obliczu klęsk żywiołowych biskupi apelują o uważność wobec innych





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny