ikony, profanacja

Fot. facebook.com/jasielskapracowniaikon/deon.pl

Profanacja a sacrum w sztuce 

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Nie będzie błędem, jeśli powie się, że historia profanacji religijnej sztuki chrześcijańskiej nieomal zbiega się z historią samego chrześcijaństwa. Już pierwsze wizerunki Chrystusowego krzyża były ukryte z obawy przed profanacją. Takim niejawnym krzyżem stał się wtedy chociażby znany i dzisiaj chrystogram Chi-Rho.  

Jednym z najstarszych zachowanych przykładów takiej profanacji jest pochodzące z około I–III wieku bluźniercze graffiti z muru Pałacu Cezarów na rzymskim Palatynie. Ukazuje ono ukrzyżowanego człowieka z głową osła oraz znajdującego się przed krzyżem młodzieńca, któremu towarzyszy drwiący z jego pobożności napis: „Aleksamenos oddaje cześć bogu”. To jawne szyderstwo z chrześcijańskiej religii wiąże się z istniejącym we wspomnianym okresie przekonaniem o czci oddawanej osłu (onolatria) zarówno przez Żydów, jak i przez chrześcijan. Chcąc ośmieszyć wyznawców Jezusa Chrystusa, przedstawiono zatem ich Mistrza z oślą – zamiast ludzkiej – głową.  

Salvator mundi 

W epoce renesansu o profanację podejrzewano jednego z jego najwybitniejszych przedstawicieli sztuki – mianowicie niemieckiego malarza i grafika Albrechta Dürera. Zarzut dotyczył autoportretu, gdyż artysta ten wzorował się w nim na ukazującym Jezusa Chrystusa wizerunku „Salvator mundi”. Wspomniany zarzut został odparty, gdy okazało się, że Albrecht Dürer chciał jedynie unaocznić ideę naśladowania Zbawiciela i podkreślić pochodzenie artystycznego natchnienia od samego Boga.  

Madonna karcąca Dzieciątko w obecności trzech świadków 

Nie znał natomiast „granic” między szacunkiem do sacrum a bluźnierstwem Max Ernst, gdy w 1926 r. malował obraz „Madonna karcąca Dzieciątko w obecności trzech świadków”. Dzieło oburzyło katolickich mieszkańców Kolonii (podobnie Paryża) do takiego stopnia, że w końcu zamknięto wystawę, a Maxa Ernsta okrzyknięto „bezbożnikiem”. Na skandalicznym obrazie rozgniewana Matka Boża wymierza klapsy nagiemu, małemu Jezusowi, czemu przyglądają się utożsamiani z Trójcą Świętą trzej mężczyźni.  

Madonna 

Bulwersujący okazał się także obraz „Madonna” Edvarda Muncha. Obecny w nim związek erotyzmu i sacrum, połączony z sugerującym religijną treść tytułem, wywołał wielki skandal. Obraz ten przedstawia bowiem nagą, otoczoną plemnikami kobietę w czerwonym nimbie. Wspomniane „granice” przekroczył również Andres Serrano, tworząc z użyciem moczu artystyczną fotografię „Piss Christ”.  

Madonna karcąca dziecko Fot. Światosław Nowicki/google+

McJesus 

Zdarza się też często, że profanację sztuki religijnej uzasadnia się poniekąd szlachetnymi intencjami. Za przykład mogą posłużyć dzieła Jani Leinonena, nie tak dawno zaprezentowane na wystawie „Sacred Goods” („Święte Dobra”) w Muzeum Sztuki w Hajfie. Fiński artysta ukazał, zamiast Jezusa Chrystusa, ukrzyżowaną maskotkę sieci restauracji McDonald, a także Zbawiciela jako Kena i Maryję jako Barbie. Wyjaśnił, że za pomocą sztuki skrytykował sposób, w jaki owa maskotka, Ronald McDonald, stała się symbolem popkultury, i sprzeciwił się tej popkulturze, odnosząc ją analogicznie do wszechobecnej religii.  

Jasielskie ikony 

Profanację można również dostrzec, jak i szlachetną intencję: obronę przyrody, w jasielskich ikonach. W wizerunkach tych Chrystusa-Emmanuela zastąpił martwy dzik, Zbawiciela–Sędziego tronujący jeleń w parodii ikony Sądu Ostatecznego, archanioła Michała kobiecy anioł w weneckiej masce na oczach, świętego Bazylego jeleń w szatach liturgicznych, uskrzydloną Sofię (Mądrość Bożą) niedźwiedź, natomiast twarze Matki Bożej Hodegetrii (Wskazującej Drogę) i Dzieciątka „zakryte” zostały częściowo „obliczem” rysia. 

Nawet jeśli oburzymy się z powodu ranienia przez profanację uczuć religijnych, nie powstrzymamy całego artystycznego świata przed jej pokusą. Zdarzali się i zdarzają artyści niepokorni, zbuntowani, usiłujący łamać to, co skostniałe, których będący profanacją sprzeciw prowadzi do pożądanego szoku. Granice artystycznej wypowiedzi z ich perspektywy nie istnieją, podczas gdy z punktu widzenia głęboko i autentycznie wierzącego chrześcijanina są one realne i nieprzekraczalne. Taką granicą jawi się samo ryzyko braku szacunku do sacrum. Niestety, dopóty, dopóki istnieje sztuka, zawsze to ryzyko będzie istnieć.

Zobacz także
Wasze komentarze