fot. pixabay

Karolina Binek: „Proszę pokazać pokój”. Jak przebiega zdalna obrona pracy dyplomowej? 

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Przed obroną bardziej stresuję się zerwaniem połączenia internetowego niż pytaniami. To zdanie słyszałam od wszystkich moich znajomych z roku, a tydzień temu sama doświadczyłam tego stresu. Bo dziś wystarczy sekunda, by egzamin dyplomowy został przerwany.  

Trzy lata studiów, kilkadziesiąt egzaminów, pół roku pisania pracy licencjackiej, zajęcia w ostatnim semestrze prowadzone online i egzamin dyplomowy przez Internet. Tak w wielkim skrócie mogłabym opisać moje studia. I chociaż same przedmioty prowadzone i zaliczane na platformie internetowej nie były żadnym problemem, to obrona licencjatu w pewnym sensie już tak.  

>>> Z tego Bóg będzie nas egzaminował  

Gdzie jest promotor? 

O tym, że będę bronić się przez Internet, dowiedziałam się od mojego promotora już w kwietniu. Pierwsza myśl? Super, nie będzie tak trudno. Jednak, jak się z czasem okazało, było to błędne myślenie. Wbrew pozorom przygotowania do zdalnej obrony nie są takie łatwe. Zasięganie porad online u promotora też. 

>>> Nie miała Internetu, więc egzaminy zdawała na… drzewie

Miałam to szczęście, że kontakt z moim promotorem przebiegał bezproblemowo. Na wiadomości odpowiadał o każdej porze dnia, stworzył też możliwość indywidualnych konsultacji i co tydzień organizował seminarium online. Jednak wielu promotorów moich znajomych wraz z rozpoczęciem nauczania zdalnego zapadło się pod ziemię i kontaktu z nimi nie ma do dziś.  

I w tym momencie myli się każdy, kto uważa, że napisanie pracy licencjackiej to najgorsza część tego całego procesu. To dopiero jego początek! Pozostaje nauka do egzaminu, a jeszcze wcześniej opracowanie odpowiedzi na pytania. U mnie było ich 45, ale na innych kierunkach czy wydziałach zdarza się ich mniej lub więcej. Oczywiście, do każdego z pytań komisja może zadać też dodatkowe i dlatego powtarzanie, a czasem i uczenie się na nowo materiału, zabiera sporo czasu 

fot. pixabay.com

Wnioski 

Przejdźmy jednak do dalszego etapu przygotowania do obrony. Na mojej uczelni 10 dni przed obroną pracy należy przesłać wniosek o zgodę na obronę. Jednak nawet ta kwestia nie jest taka łatwa. Gdy egzamin dyplomowy przypada w czasie urlopu członków komisji, należy poprosić dziekana o udzielenie im dnia wolnego od urlopu. Oczywiście można to zrobić wyłącznie internetowo, co może dodatkowo wydłużyć czas oczekiwania na decyzję.  

>>> Korea Południowa: Tradycyjny Egzamin Państwowy [GALERIA]

Po uzyskaniu wszystkich zgód rozpoczyna się proces dodawania pracy do Archiwum Prac Dyplomowych, co oczywiście trudne nie jest, gdyż oprócz wgrania pliku z tekstem, pozostałe czynności należą do promotora i recenzenta. 

Co istotne, nie musiałam przed obroną dostarczać do dziekanatu wydrukowanej pracy. Na innych uczelniach jest to z kolei konieczne – obecnie wydrukowaną pracę wysyła się tam pocztą 

fot. pixabay.com

Obrona 

I w końcu nadchodzi ten dzień. Dzień, który prawdopodobnie zapamięta się do końca życia. Tym bardziej w tak wyjątkowych okolicznościach.  

Moja obrona odbyła się za pośrednictwem aplikacji Microsoft Teams, gdzie w kalendarzu zostało wcześniej zaplanowane spotkanie. Kilka minut przed dziesiątą otrzymałam informację o połączeniu się członków komisji, ja natomiast mogłam dołączyć do rozmowy dopiero punktualnie o wyznaczonej godzinie.   

Przed rozpoczęciem egzaminu zostałam poinformowana o możliwych rozwiązaniach w przypadku, gdy zostanie zerwane połączenie z którymś z członków komisji lub gdy to mi przerwie się łącze. Oczywiście ten drugi przypadek jest bardziej niekorzystny dla studenta, gdyż wówczas zostaje przerwany cały egzamin, a jego powtórzenie możliwe będzie dopiero w innym terminie. 

>>> Prymas Polski: egzamin z patriotyzmu zdajemy codziennie

Po objaśnieniu instrukcji usłyszałam od przewodniczącego komisji słowa, których zupełnie się nie spodziewałam. Mimo że w regulaminie był taki zapis, nie brałam go do końca na poważnie. Zostałam poproszona o… pokazanie pokoju, w którym aktualnie przebywam. W tym momencie dziękowałam sobie w duchu, że postanowiłam wcześniej posprzątać, a mój roomtour, zamiast kilku minut zażenowania, mógł chociaż trochę przypominać te publikowane na YouTube przez znane i nieznane influencerki.  

Po tym zaskakującym przeglądzie pokoju w końcu odbył się egzamin. Gdy odpowiedziałam na wszystkie pytania, komisja poprosiła mnie o rozłączenie się. Kilka minut później zadzwoniła do mnie ponownie, by poinformować o rezultacie oraz o tym, że odbiór dyplomu możliwy będzie dopiero za kilka tygodni.  

I mimo że sam egzamin dyplomowy trwał 30 minut, to moich przeżyć z nim związanych wystarczyło, by powstał ten tekst. Muszę też przyznać, że jestem bardzo ciekawa reakcji moich wnuków za kilkadziesiąt lat, gdy będę opowiadała im o tym wydarzeniu. Czy będą zaskoczone? Czy może obrony plac dyplomowych w takiej formie nie będą już niczym niezwykłym? 

Zobacz także
Wasze komentarze