fot. PAP/EPA/HAITHAM IMAD

„Przede wszystkim chcę żyć”. O „Dzienniku z Gazy” 

„Ile jeszcze razy musimy przez to przechodzić? Tak jest non stop od 2000 roku, nasze dusze są coraz bardziej poranione, zabierane nam są kolejne kawałki naszej egzystencji. Brzmi patetycznie, prawda? Ale nie da się inaczej opisać tego, co rzeczywistość z nami robi.

Mieszkańcy Gazy są straumatyzowani do szpiku kości – żyją w ciągłym strachu o życie i przyszłość” – czytamy na początku „Dziennika z Gazy”. I wiemy już, że nie będzie to zwykła lektura. To książka, obok której nie da się przejść obojętnie.  

Są takie książki, które zostają w nas na długo. Czasem i na zawsze. Książki, które potrafią wstrząsnąć naszym sercem. I taką książka będzie dla mnie jedna z najnowszych publikacji Wydawnictwa Znak – „Nie zapomnij dokarmić gołębi”. To anonimowy „Dziennik z Gazy”, który już od pierwszych stron porusza czytelnika. A z każdą kolejną przeczytaną stroną coraz trudniej powstrzymuje się łzy. Jeśli mielibyście w tym roku przeczytać tylko jedną książkę – to bardzo zachęcam do tego, by była to właśnie ta pozycja. 

fot. Wydawnictwo Znak

Po prostu tam mieszkają 

7 października 2023 r. na pewno zapisze się w annałach historii. Hamas atakuje Izrael. W odwecie Izrael atakuje Strefę Gazy i zmienia życie tamtejszych mieszkańców w piekło. W kontekście dramatu Palestyńczyków niejednokrotnie mówi się o ludobójstwie. Mieszkańcy tego regionu od tamtej jesieni przeżywają ciągły dramat. Życie Gazańczyków jest cały czas zagrożone, nie mogą zaznać spokoju. A tym bardziej pokoju – o którym tak marzą. Ofiarami wojny między Izraelem a Hamasem są przede wszystkim zwykli ludzie, niemający nic wspólnego z toczącym się konfliktem. „Zawinili” jedynie tym, że tam mieszkają – i przez to ich życie zostało zamienione w koszmar – „jedyną winą (…) jest ich miejsce urodzenia: Gaza, w której wiecznie grozi śmierć”. W brytyjskim dzienniku „Guardian” przez pierwsze miesiące konfliktu można było czytać fragmenty dziennika anonimowego mieszkańca Gazy, który dzieli się w nim codziennością czasu wojny. Teraz zapiski te, zatytułowane „Nie zapomnij nakarmić gołębi”, trafiają też do rąk polskiego czytelnika. I nim wstrząsają. 

Strefa Gazy, fot. PAP/EPA/HAITHAM IMAD

Walka o przetrwanie, codziennie 

Siłą „Dziennika z Gazy” jest zakorzenienie w codzienności, w zwykłym życiu mieszkańców. To nie jest opowieść o konflikcie w znaczeniu globalnym. O wzajemnych obstrzałach, o kolejnych krokach stron konfliktu, celach ataków. Wielka polityka i militaria nie mają tu znaczenia. To historia opowiadana przez codzienne zapiski zwyczajnego mieszkańca Gazy – mężczyzny po trzydziestce. Razem z siostrą, dwoma kotami i rybką musi ewakuować się ze swojego domu i zaczyna wojenną tułaczkę. Zaczyna życie tak różne od tego, które prowadził dotąd. Życie, w którym rodzeństwo musi zdać się na łaskę i życzliwość innych ludzi, którzy przygarniają brata i siostrę. Czytelnikowi z bogatej i de facto spokojnej części Europy aż trudno czasem uwierzyć w to, o czym czyta. Wojenne obrazki przywołują na myśl II wojnę światową, powstanie warszawskie, powstanie w getcie – i doświadczenia naszych babć, dziadków. A tymczasem to teraz, w latach 20. i w XXI w. z taką samą wojną, z odbieraniem przestrzeni do życia, zmagają się ludzie żyjący na Bliskim Wschodzie. Te relacje wstrząsają czytelnikiem – nie tak powinna wyglądać codzienność ludzi. Z relacji wyłania się obraz świata, w którym ludziom odbiera się prawa człowieka. Ale jednego nie udało im się odebrać – godności. Pomimo trudnego położenia, Palestyńczycy zachowują godność. Próbują żyć, przetrwać każdy kolejny dzień. Myślę, że bohater tych zapisków nie nazwałby siebie bohaterem. Ale ja, jako czytelnik, właśnie tak patrzę na niego i na jego pobratymców. Nie da się inaczej określić ludzi, którzy każdego dnia walczą, by dożyć do tego kolejnego. To prawdziwa walka o przetrwanie. Wstrząsające są zwłaszcza momenty w książce, w których autor wyrusza na poszukiwanie jedzenia. Zdobycie czegoś do jedzenia w Gazie z każdym kolejnym dniem, tygodniem i miesiącem wojny staje się coraz trudniejsze. I czasem na poszukiwaniu jedzenia schodzi cały dzień. Wodę pitną także coraz trudniej zdobyć. Czytając o tym, czułem w sobie ogromny bunt, ale też bezradność – bo przecież poza wsparciem organizacji humanitarnych i mówieniem głośno o wojnie nic więcej dla tych ludzi raczej nie możemy zrobić. 

Nadzieja 

„Mieszkańcy Gazy są straumatyzowani do szpiku kości – żyją w ciągłym strachu o życie i przyszłość” – ten strach tam mocno dotyka nas z kart „Dziennika z Gazy”. I jest to strach bardzo pierwotny. Mieszkańcy Gazy nie mogą bowiem zaspokoić najbardziej podstawowych potrzeb – jedzenia, picia, bezpiecznego schronienia, spokojnego snu. Boją się o utratę życia – i to strach, który ma realne podstawy. Tam wciąż giną ludzie, życie tracą niezaangażowani w konflikt cywile. Dużo w „Nie zapomnij nakarmić gołębi” jest pożegnań – z ludźmi, którzy zginęli. Ale i z miejscami. A przede wszystkim – z dotychczasowym życiem. Ale to nie jest książka tylko o strachu, lęku, niepokoju. Bo mimo wszystko autor pokazuje też, że ludzie próbują jakoś normalnie żyć, choć na chwilę zapomnieć o dramacie, w którego epicentrum się znajdują. Wieczorna gra karciana, selfie wysłane do przyjaciółki, rozmowa z drugim człowiekiem – poprzez takie drobne rzeczy udaje się Palestyńczykom zachować siebie, uratować człowieczeństwo. To poruszające, że w trudnych czasach takiego znaczenia nabierają drobne gesty. Dużo nadziei daje ludzka życzliwość – o niej autor pisze bardzo dużo. Bo na każdym kroku jej doświadcza – choćby od gospodarzy domu, w którym na wiele miesięcy zatrzymał się z siostra i kotami. Sam autor też jest dawcą życzliwości. Mnie bardzo poruszyła jego postawa prozwierzęca. Bo dramat wojny dotyczy nie tylko ludzi, ale i zwierząt. Autor dziennika, choć ma już pod opieką dwa własne koty, pomaga też innym kotom – mocno dotkniętym dramatem wojny, bezdomnym. Zwierzęta też walczą o życie i przetrwanie – i często tylko człowiek może je uratować. Mocno poruszyły mnie opisy ratowania kolejnych czworonogów. Zwłaszcza młodego kocurka, którego płci początkowo autor i jego siostra nie znali – więc nadali mu imię Nadzieja. Jak on walczył o przetrwanie! Dostał symboliczne imię – i właśnie z tym słowem, z nadzieją, ja chce zostać po tej lekturze. Bo wbrew wszystkiemu – w Palestyńczykach nadzieja, a nawet Nadzieja, nie umarła. 

Strefa Gazy, fot. PAP/EPA/MOHAMMED SABER

Tęskniąc 

Co ważne, to bardzo uniwersalna opowieść, która nie jest oskarżeniem. Skupia się na dramacie i na braterstwie – a nie na wrogach. Autor nie szuka winnych, nie oskarża wrogów, nie skupia się na pretensjach. Opisuje życie, opowiada o codzienności. I chce po prostu przeżyć. I w jego opowieści więcej jest o tym, co ludzi łączy – niż o tym, co ich dzieli. Tak jak nie ma oskarżeń wobec Izraelczyków czy peanów na cześć walczących po stronie Hamasu, tak też nie ma podziałów religijnych czy politycznych. Ba, wielokrotnie podkreśla m.in. to, że w Palestynie muzułmanie i chrześcijanie żyją w przyjaźni, w braterstwie. I wzajemnie sobie pomagają – zwłaszcza w obliczu przeżywanego dramatu. Jest taki moment, w którym autor daje piękne świadectwo o znaczeniu modlitwy, zwłaszcza w tym trudnym czasie: „Zawsze wierzyłem w moc modlitwy, bez względu na religię czy wierzenia. (…) Jestem przekonany, że miłość we wszystkich swoich odmianach ma moc zmieniania świata na lepsze”. Trudno przeczytać ten dziennik i się nie popłakać. Uronicie przy tej lekturze niejedną łzę. Będziecie współodczuwać emocje autora i dotkną Was opowiadane przezeń historie. Tak zwyczajnie się wzruszycie. I może powtórzycie za autorem: „Rozpaczliwie potrzebuję, żeby mnie ktoś przytulił”. Tak będzie – bo to jedna z tych książek, które wstrząsają nami do cna. Bo współcześnie takie dramaty, jak ten przeżywany przez Palestyńczyków, nie powinny się wydarzać. A niestety, dzieją się. Sięgnijcie po „Nie zapomnij nakarmić gołębi” (Wydawnictwo Znak). 

I na koniec zostawiam Wam słowa autora, które mnie mocno dotknęły: „Tak bardzo tęsknię za domem. Za moim życiem. Za sobą”. 

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze