Przegląd prasy katolickiej

Zapraszamy na cotygodniowy przegląd prasy katolickiej.

Tygodnik Powszechny

W „Tygodniku Powszechnym” w tym tygodniu m.in. o tym, co pozwala nam przywrócić pamięć o zmarłych: „Zapach, choćby skórki pomarańczy. Wrona, która usiadła na balkonie i krótką chwilę patrzyła w okno. Jedno zdanie: 'Lubię cię, wiesz?’. Wtedy wracają”. W wydaniu również o tym, co o życiu wiecznym mówi współczesna teologia: „Nadzieja na życie po śmierci trwa nie tylko w religiach. Jej iskierka tli się nawet u agnostyków, bo nasza refleksyjna samoświadomość nie pozwala nam się pogodzić z odejściem w nicość. Oczywiście – samo aspirowanie do wieczności nie dowodzi, że ona faktycznie nas czeka. Rodzi jednak ważne pytanie o swe źródło. Czy ewolucja miałaby wyłonić istoty otwarte na nieskończoność tylko po to, żeby się gorzko rozczarowały? Czy poszukujący sensu umysł, jaźń zatroskana o przekraczanie siebie w stronę Pełni – to tylko chwilowy efekt splotu przypadków? Tęsknimy za nieutracalnym spełnieniem i być może to pragnienie „wody żywej” (por. J 4, 10. 12) świadczy o stworzeniu nas do jej picia…”. W wydaniu także o dzikich zwierzętach, które wchodzą do miast. „Budujemy osiedla na terenach będących do niedawna domem dzikich zwierząt, a potem dziwimy się, że są naszymi towarzyszami życia. Jedni z nas chcą je zabijać, inni dokarmiać. Obu grupom często brakuje wiedzy” – czytamy. Dla oddechu warto też sięgnąć po interesujący artykuł o tym, jak rozpoznać wypalenie zawodowe i co zrobić, żeby się nie „zajechać”. „Ważne, żeby zauważyć i rozpoznać swoje samopoczucie i stan emocjonalny. To jest clou. Żyjemy w świecie przebodźcowanym, jesteśmy przestymulowani. Trudno, żebyśmy po piątym dniu pracy czuli się świeży i lekcy. Zmęczenie jest stanem jak najbardziej normalnym. Pytanie tylko, czy to nie będzie ewoluować? Czy ze zmęczenia zrobi się przemęczenie, a potem wyczerpanie? Dlatego warto się sobie przyglądać – bez obsesji, bez kompulsji, ale zdrowo. To nie ma nic wspólnego z egoizmem, raczej z troską o siebie. Bo chodzi o to, na ile zmęczenie dezorganizuje twoje życie. Czy to zwykłe, piątkowe zmęczenie, czy już permanentny stan przeciążenia prowadzący do wypalenia zawodowego” – mówi Marta Młyńska, edukatorka i trenerka.

Przewodnik Katolicki

W nowym „Przewodniku Katolickim” przeczytamy o problemach warsztatów terapii zajęciowej: „Powstały, aby osobom z niepełnosprawnościami dać możliwość rozwoju społecznego i zawodowego. Mimo determinacji samych uczestników, ich rodzin oraz kadry warsztaty terapii zajęciowej ledwie wiążą koniec z końcem. Warsztaty terapii zajęciowej (WTZ) to placówki, które dla osób z niepełnosprawnościami są jedyną szansą na rozwój i społeczną aktywizację. To tam uczą się samodzielności, życia w grupie, prostych zawodowych czynności. Niestety od dłuższego czasu borykają się z wieloma problemami, choć te najpoważniejsze dotyczą finansów. Dlatego też na początku października środowiska osób skupionych wokół WTZ-ów – pracownicy, uczestnicy i ich rodziny – protestowały przed Sejmem”. W wydaniu także artykuł o tym, jak niegdyś obchodzono uroczystość Wszystkimi Świętych: „W obrzędowość czasu święta Wszystkich Świętych wpisywali się na dawnej wsi dziadowie i dziadówki. Ich fenomen nie jest już czytelny. Nie napotkamy, idąc na cmentarz, żebrzących masowo dziadów, podobnie jak nie napotkamy dziadów pielgrzymów, modlących się w drodze do sanktuariów, czy osławionych dziadów kalwaryjskich. Żebractwo ma współcześnie inny wymiar, inaczej daje się jałmużnę, nawet idąc do kościoła czy w jego przedsionku. W kulturze ludowej dziadowie (i w mniejszej skali dziadówki – bowiem żebractwo kobiet było już nie tak prestiżowe) posiadali pewną rangę jako ludzie Boży”. Redakcja zastanawia się też nad tym, co można podarować papieżowi: „Jednym ze zwyczajów w Watykanie jest wręczanie papieżowi prezentów przy okazji różnych wizyt. W świecie gestów i symboli, z których utkane jest życie za Spiżową Bramą, można zapytać: co i po co można podarować papieżowi?”.

Gość Niedzielny

Nowy numer „Gościa Niedzielnego” podejmuje m.in. temat hospicjów i związanej z nimi nadziei: „Do hospicjum trafiają ludzie w stanach – pozornie – beznadziejnych. Leczenie przyczynowe zakończone. Nie ma ratunku. Ale w tej beznadziejnej sytuacji można odnaleźć nadzieję. Taki paradoks umierania. Najpierw jednak trzeba pogodzić się z odchodzeniem. Czas pomiędzy diagnozą terminalnej choroby a ostatnimi chwilami na ziemi jest więc czasem rodzącej się – na przekór wszystkiemu – nadziei”. W wydaniu także o Albertówce, miejscu, w którym mężczyźni mogą zacząć żyć na nowo: „Dla wielu z podopiecznych to nie tylko dach nad głową – to ucieczka z piekła bezdomności, alkoholu, samotności i ulicznego przetrwania. Tu, w górach, z dala od zgiełku i pokus, mogą wreszcie odetchnąć. – Tu się po prostu zaczyna żyć od nowa – mówi pan Darek, jeden z mieszkańców”. „Gość” pyta też, czy Polska faktycznie jest śmietnikiem Europy: „Co jakiś czas przed naszymi oczyma pojawiają się bulwersujące nagłówki w stylu: 'Polska śmietnikiem Europy’, 'Do Polski wwieziono kilkadziesiąt ton śmieci z Niemiec’”. Redakcja zastanawia się też, czy Polska nauka jest skazana na biedę: „Dyskusja o fatalnej kondycji nauki w Polsce wyszła poza granice kraju po artykule o noblistach i migracji opublikowanym w 'The Economist’”.

Idziemy

Tygodnik „Idziemy” pisze w tym tygodniu o cyfrowej apokalipsie. „Sztuczna inteligencja nie musi planować naszej zagłady, by być dla ludzi zagrożeniem. To dość niezwykłe, że w sytuacji, gdy dwa najpotężniejsze państwa na świecie znajdują się w stanie ciągłego konfliktu, istnieje przynajmniej jedna kwestia, w jakiej są w stanie się zgodzić. Nie przyznają się do tego i zapewne nie będą współdziałać, ale niepokoją się tym samym: wpływem narzędzi tworzonych przy użyciu sztucznej inteligencji (AI) na życie społeczne i na ludzką psychikę” – czytamy. W wydaniu także o osieroconych po samobójstwie bliskich osób: „W szkole – wzorowa uczennica z sukcesami sportowymi. W domu – garnąca się do relacji 'przylepa’. Taką Asię zmienia depresja w cieniu pandemii i izolacji od rówieśników. Rodzice, nauczyciele, spędzają godziny na prowadzeniu zdalnych lekcji. Że za ścianą córka coraz bardziej zapada się w sobie, nie mają pojęcia. 'Czego nie zauważyliśmy? Co mogliśmy zrobić inaczej?’ – tymi pytaniami nieraz zadręczają się bliscy osób, które targnęły się na swoje życie. Rodzice Asi zrobili, co w ich mocy, by zatroszczyć się o relację z córką, a potem ratować jej życie. Kiedy zaczęła tracić apetyt i chować się w czarnych bluzach z kapturem, zabrali ją do psychologa. Kiedy na jej rękach pojawiły się cięcia, Paulina zwolniła się z pracy i pojechała z nią do obleganego Centrum Zdrowia Psychicznego w Tarczynie, gdzie jakimś cudem akurat zwolniło się miejsce. Nie pomogła ani fachowa pomoc, ani godziny rozmów i bycia razem. Do depresji dołączył alkohol i kryzys tożsamości płciowej. Przeświadczenie, że skoro są kochającą się katolicką rodziną, to takie problemy nigdy ich nie dotkną, rozsypało się jak domek z kart. Zastąpił je bolesny proces godzenia się z bezsilnością i tym, że na niektóre rzeczy nie mają wpływu. Córka wychodziła z domu, a oni nie wiedzieli, czy idzie na pociąg, czy pod pociąg. Dwoili się i troili, by zapewnić jej bezpieczeństwo bez zmieniania domu w więzienie, a siebie w strażników”.

Niedziela

W nowym wydaniu „Niedzieli” przeczytamy m.in. o niebie, czyśćcu i piekle: „Wiara Polaków wydaje się selektywna. Choć większość z nas deklaruje się jako osoby wierzące, to według pracowni Ipsos, zaledwie 54% społeczeństwa wierzy w niebo, a jeszcze mniej, bo 44%, przyjmuje istnienie piekła. Dziesięć lat temu odsetek ten był jeszcze niższy – z badań przeprowadzonych w 2015 r. przez CBOS wynikało, że tylko 36% Polaków uważa, iż zgodnie z nauką Kościoła po śmierci trafi do nieba, piekła lub czyśćca. Wynik ten zaskakuje, wszak dowodów przemawiających za istnieniem życia po śmierci nie brakuje. Najmocniejszych dostarczają ci, którzy na własne oczy widzieli ogień piekielny, słuchali jęków dusz pokutujących w czyśćcu i stali przed bramami niebios. Wsłuchajmy się w ich głos”. W wydaniu też o amerykańskiej Częstochowie: „To miejsce, gdzie Maryja – Czarna Madonna z Jasnej Góry – przyciąga pielgrzymów z różnych stanów, ludzi różnej narodowości, różnych ras i pokoleń. To, co zaczęło się od modlitwy i pracy zakonników paulińskich, dziś promieniuje na tysiące ludzi szukających Boga i duchowego ukojenia. Historia Amerykańskiej Częstochowy wiąże się z przybyciem do USA w 1953 r. o. Michała Zembrzuskiego, paulina. Chciał wybudować na amerykańskim lądzie świątynię podobną do tej w Częstochowie. 'Początkowo absurdalny wydawał się nawet wybór miejsca na zakupionej wcześniej przez paulinów posiadłości przy Ferry Road, w pobliżu Doylestown – małego pensylwańskiego miasta, znanego chyba jedynie tylko jego mieszkańcom. Przecież tu w ogóle nie było Polaków!’ – pisze dr hab. Danuta Piątkowska w książce pt. Od polskiej do amerykańskiej Częstochowy. 50 lat misji paulina o. Lucjusza Tyrasińskiego”.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

zł
Zobacz także
Wasze komentarze