fot. pexels.com

Na czym polega ćwiczenie… dobrej śmierci?

Salezjanie raz w miesiącu ćwiczą… dobrą śmierć. Jeden dzień przeżywają tak, jakby miał być ich ostatnim. 

Przygotowywanie się do jakiegoś wydarzenia zazwyczaj oznacza, że podejmujemy różne ćwiczenia. Przed udziałem w maratonie – biegamy. Przed egzaminem – uczymy się. A przed publicznym wystąpieniem – układamy sobie naszą wypowiedź. Ale jak przygotować się do śmierci? Czy można ją ćwiczyć? Owszem. Praktykują to salezjanie. Ale może wszyscy powinniśmy?

>>> Dobre przygotowanie do śmierci zmienia życie doczesne

Jak ćwiczyć dobrą śmierć? 

Księża należący do Towarzystwa Salezjańskiego co miesiąc ćwiczą dobrą śmierć. Jednak nie ubierają się odświętnie i nie kładą się do trumny. Tego dnia podejmują refleksję nad swoim życiem i robią bardzo konkretne rzeczy, żeby pogodzić z Panem Bogiem i z ludźmi. Chodzi przede wszystkim o spowiedź świętą, o przebaczenie tym, którzy wyrządzili nam jakąś krzywdę i przeproszenie tych, których to my skrzywdziliśmy. 

– To jest moment na rozmowę, na telefon – żebym następnego dnia był gotowy umrzeć. W czasie tego dnia odmawiamy także specjalną modlitwę – akt pogodzenia się ze śmiercią: „Panie Boże, obecny w Najświętszym Sakramencie, zgadzamy się na naszą śmierć, na każdy rodzaj śmierci, który nas spotka”. To też pomaga przyzwyczaić się do myśli o własnej śmierci – mówił w jednym z wywiadów ks. Maciej Makuła SDB.  

eucharystia adoracja najświętszy sakrament

fot. cathopic.com

Żyć ze świadomością końca 

Dla niektórych z nas życie ze świadomością śmierci jest trudne. Nie jest przecież łatwo pogodzić się z myślą, że moment pożegnania się z bliskimi przyjdzie w chwili, której się nie spodziewamy. Chrześcijaństwo nadaje jednak śmierci nową perspektywę – przejścia do życia wiecznego. Nasze relacje miłości z bliskimi w momencie śmierci nie zrywają się, ale przechodzą na inny poziom. Dlatego tym bardziej istotne jest uporządkowanie naszych więzi z innymi ludźmi. 

Ćwiczenie dobrej śmierci, przynajmniej raz w miesiącu, pozwala nam nie tylko przypomnieć sobie o perspektywie życia wiecznego, ale także naprawiać to, co rozpada się w codziennej gonitwie. Im częściej będziemy to robić, tym nasze zaległości w przebaczaniu, przepraszaniu i kochaniu innych będą mniejsze. Zazwyczaj, kiedy mówimy, żeby żyć tak, jakby każdy dzień miałby być naszym ostatnim, mamy skojarzenia z szaleństwem, beztroską. Tymczasem chodzi o to, żeby korzystać z każdej okazji, żeby budować dobre relacje z Bogiem i ludźmi. „Carpe diem” i „memento mori” mają właściwie ten sam sens. Mądrze korzystaj z czasu, który masz i bądź gotowy na wszystko.

>>> #Podkast: co Biblia mówi o śmierci i życiu wiecznym? Opowiada ks. prof. Janusz Nawrot

 

Wybrane dla Ciebie

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze