fot. pixabay.com

Chrześcijanin za kierownicą: święci w życiu kierowcy

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Do napisania niniejszego felietonu natchnął mnie św. Krzysztof oraz jego święto sprzed kilku dni. Nie on jedenDziś o zwyczajach, obrzędach i świadectwach w życiu kierowców oraz innych uczestników ruchu. 

Skąd taki pomysł i potrzeba? Kilka dni temu, zapewne jak wielu z nas, brałem udział w wieczornej Mszy św. i tradycyjnym święceniu pojazdów. Święto to kojarzy mi się przede wszystkim z wakacjami. Przez wiele lat to właśnie podczas wakacyjnych wyjazdów brałem udział w tym pięknym „motoryzacyjnym” obrzędzie. Zawsze towarzyszyły mi kolejne posiadane pojazdy. Najpierw motocykle, później samochody. Dorastałem. Nie było to święto obowiązkowe, ale, gdy tylko była taka sposobność, starałem się w nim uczestniczyć. Przez wiele lat dzień upamiętniający św. Krzysztofa przypadał w trakcie moich letnich wyjazdów – wówczas zwykle na Mazury. To dla mnie miłe wspomnienia z motoryzacyjnych lat młodości. Później dorosłe życie, praca, a urlopy wypadały zwykle w innych terminach. Z tego okresu mam głównie wspomnienia Mszy św. wieczornych, po pracy, tak jak przed kilkoma dniami.

Tym razem uczestnictwo we Mszy św. odprawianej w intencji kierowców wzbudziło we mnie dodatkowe przemyślenia, refleksje, którymi postanowiłem podzielić się w felietonie.

Nie był to jedyny powód. W pierwszą niedzielę po wspomnieniu św. Krzysztofa uczestniczyłem w innej Mszy św. w jednej z podwarszawskich parafii – odpustowej, wyjątkowej dla tego kościoła. Wyjątkowej i dla mnie. Czytania jakby nie z tej niedzieli. Zamiast koloru zielonego – biały. Powód oczywisty, nie była to siedemnasta niedziela zwykła roku liturgicznego B, lecz wspomnienie św. Kingi. Święta Kinga miała niewiele wspólnego z motoryzacją, żyła bowiem w XIII w., jednak cytat wykorzystany w homilii przez odprawiającego Mszę św. księdza, już jak najbardziej tak…

Ale co mają wspólnego święci z nami, kierowcami? Zacznę od siebie i swoich doświadczeń. Jako mały chłopiec, podróżując głównie z rodzicami, obserwowałem i brałem czynny udział w pięknej chrześcijańskiej tradycji – obrzędzie żegnania się przed podróżą. Później bywało z tym różnie. Różnie u mnie. To nie jedyna oznaka wiary chrześcijańskiej, jaką spotykałem i spotykam w samochodach. Wielu z nas ma w swoich pojazdach wizerunki właśnie św. Krzysztofa, patrona kierowców i podróżujących, niejednokrotnie z modlitwami o szczęśliwą podróż. Święty Krzysztof to dość „zajęta” postać. Ma pod opieką również mosty, przeprawy, wszystkich „przeprawiających się z brzegu na brzeg”. Ale to wciąż nie koniec. Wozimy w swoich pojazdach również wizerunki oraz figurki innych świętych, choć zapewne rzadziej. Myślę, że temu faktowi towarzyszą osobiste przekonania i doświadczenia właściciela pojazdu. To dobrze, że nie wstydzimy się okazywać naszej wiary, dawać świadectwo, ale o tym za moment…

Innymi oznakami chrześcijańskiej przynależności są też na przykład różańce, które niejednokrotnie widuję zawieszone przeważnie gdzieś w okolicach lusterka wstecznego. Osobiście nie jestem zwolennikiem wieszania czegokolwiek w polu widzenia kierowcy. Po pierwsze nie jest to zgodne z przepisami ale też – a może przede wszystkim – ogranicza widoczność. Ale jeśli ma tam już coś wisieć, to lepiej, jeśli jest to różaniec, a nie maskotka, bądź np. płyta CD, która ponoć „chroni” niektórych przed radarami.

Nie dysponuję żadnymi danymi dotyczącymi liczby kierowców dających w ten sposób świadectwo swojej wiary. Nie mam też pojęcia, jaki jest ich odsetek. Niekiedy mam wrażenie, że coraz mniejszy. Zapewne nikt nie ma takiej wiedzy, jedynie ewentualnie swoje obserwacje i refleksje.

Żyjemy w czasach ogromnej liczby najróżniejszych organizacji, kół, klubów, zrzeszeń, stowarzyszeń, partii. Lubimy przynależeć, reprezentować, czerpać z takiego faktu najróżniejsze przywileje i benefity. Niekiedy „należymy” wyłącznie dla samego „należenia”. Zwykle faktowi przynależności towarzyszy jakiś znaczek, odznaka, identyfikacja, mniej lub bardziej widoczna. Na naszym ubraniu, domu, bądź właśnie na samochodzie. Bardzo często widuję na mijanych pojazdach najróżniejsze symbole, takiej właśnie przynależności do wspólnot: nurków, koniarzy, golfistów, kolarzy, pamiętających o Powstaniu Warszawskim, miłośników drużyn sportowych, w końcu członków najróżniejszych klubów marek i modeli samochodów.

W tym miejscu powrócę do ostatniej homilii i zacytowanego tekstu „Stop making stupid people famous”, w moim tłumaczeniu: „Przestańmy robić z głupich ludzi znanych”. Naklejkę takiej treści zobaczył głoszący kazanie kapłan na jednym z mijanych samochodów. Można się jedynie domyślać, jakie powody kierowały kierowcą, który nakleił ją na swój samochód. We mnie wzbudziły następującą refleksję: jeśli używamy naszych pojazdów jako miejsca do dawania świadectwa naszym przekonaniom, dlaczego by nie używać ich częściej do dawania świadectwa naszej wiary…?

Na samochodach spotykam również inny symbol. Wydaje mi się nawet, że widuję go ostatnio coraz częściej. Być może dlatego, że dziś bardziej niż niegdyś zwracam na niego uwagę. Wszyscy, bowiem wiemy, że jeśli na coś bardziej zwracamy uwagę, widujemy to częściej. To znak ryby, mocny znak chrześcijańskiego świadectwa. Widuję go na najróżniejszych pojazdach, drogich i tych mniej. Chyba nigdy nie widziałem go na motocyklu czy rowerze… I tak naprawdę to jest prawdziwy powód napisania niniejszego felietonu – dawanie świadectwa! Każda taka napotkana na drodze ryba, oprócz tego, że jest świadectwem dawanym przez inną osobę, jest również dla mnie niesłychanie ważnym wzmocnieniem mojej własnej wiary. Ale ze świadectwami, tak chyba właśnie ma być, wzmacniają w nas samych przekonanie o sensie własnej wiary i dawania własnego świadectwa.

Sam fakt naklejenia na pojazd „motoryzacyjnego znaku wiary w Jezusa” jest dla mnie czymś bardzo ważnym. Mnie to wzmacnia. To tak, jakby powiesić krzyżyk w swoim mieszkaniu czy pokoju,. Taka ryba to, moim zdaniem, jednak bierny znak wiary. Wieszamy, naklejamy i jest. Od tego jednak znacznie bliżej do innego, czynnego znaku wiary – do żegnania się przed podróżą…

Zatem dawajmy świadectwo!

Jak zwykle zachęcam do dzielenia się refleksjami, komentowania i podsuwania pomysłów na kolejne teksty z cyklu „Chrześcijanin za kierownicą”. Z góry za wszystkie dziękuję.

redakcja@misyjnedrogi.pl

Chrześcijanin za kierownicą: święci w życiu kierowcy
4.8 (80%) 3 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze