Dunkierka. Gdy czas zbyt szybko ucieka  

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

W cyklu „Dobry film na wakacje” spróbuję zaprezentować wam subiektywne recenzje wartościowych filmów, które wywarły na mnie ogromne wrażenie. Nie chodzi tylko o filmy chrześcijańskie, ale produkcje, które z jakiegoś powodu po prostu warto obejrzeć.

Pierwszym filmem, który chciałabym wam zaprezentować, jest megaprodukcja Christophera Nolana, twórcy takich filmów jak „Incepcja”, „Interstellar” czy „Memento”. „Dunkierka” zasługuje na uwagę z kilku ważnych powodów. Niezbyt interesują mnie filmy, w których głównymi motywami są wojna, krew i śmierć. A jednak oglądanie tej produkcji wywołało u mnie nie tylko dreszcz grozy, ale nawet wzruszenie. Zderzyłam się z żywą historią, która wydarzyła się ponad 70 lat temu na pewnej plaży we Francji. Ale od początku.

Cisza przepełniona strachem

„Operacja Dynamo”, czyli inaczej mówiąc ogromna próba ewakuacji Brytyjskiego Korpusu Ekspedycyjnego (BEF) oraz części wojsk francuskich i belgijskich na plaży w Dunkierce wydarzyła się naprawdę w 1940 r. Film otwierają sceny ciszy, w których dowiadujemy się, że kilkaset tysięcy aliantów zostało uwięzionych na plaży w Dunkierce. Młodziutki żołnierz próbuje dostać się na statek, by szybciej uciec od miejsca, które czeka nierówna bitwa. Sceny, w których wraz z towarzyszem i rannym, którego razem niosą, próbuje przedostać się przez przepełnione żołnierzami molo, nie mogą nie podnosić pulsu. Christopher Nolan nie używał efektów komputerowych, by przedstawić kilkaset tysięcy żołnierzy, ale realnych statystów. Praca na planie nie była łatwa, skoro musiał pokierować tyloma osobami. Ale warto było, bo efekt zapiera dech w piersiach.

Wygrana klęska

Kolejnym powodem, dla którego warto obejrzeć „Dunkierkę”, jest… historia. Zwykło się mówić nie tyle o bitwie, co o ewakuacji plaży w Dunkierce. Nolan jednak pokazuje, jak wielkim cudem było przeżycie ponad 90 tysięcy żołnierzy. – Wojen nie wygrywa się dzięki ewakuacjom, lecz w tym ocaleniu było jednak zwycięstwo – mówił o tym wydarzeniu potem Winston Churchill. Od początkowej sekwencji aż do ostatniego kadru twórcy udowadniają nam, z czym zmierzyć musieli się żołnierze odsłonięci na plaży, bezbronni wobec każdej formy ataku przeciwnika. Czas jednak uciekał, statki nie przypływały, a te, którym odpłynąć się udało, były zatapiane przez siły powietrzne, a ludzie znów musieli z powrotem przypłynąć na plażę. Dunkierka była ogromną pułapką, z której – prawie – nie było wyjścia.

Obronić stary świat

Cała produkcja to nie tylko wybitne efekty specjalne, praca kamery, montaż czy muzyka w wykonaniu samego Hansa Zimmera. Rzadko zdarza się zrobić tak wielką produkcję, nie „przegadując” jej czy nie wypełniając wzniosłymi przemowami. W tym filmie jest jednak wyjątkowo mało dialogów, a narracja zbudowana jest głównie na podstawie wydarzeń historycznych. Brak narzuconej interpretacji historii pozwala na własne przemyślenia zdarzeń i pojedynczych postaw, które w ostateczności zadecydowały o cudzie w Dunkierce.

Zobacz pozostałe recenzje z cyklu #DobryFilmNaWakacje

Dunkierka. Gdy czas zbyt szybko ucieka  
6 (100%) 5 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze