fot. materiały prasowe

Groźni panowie w skórzanych kurtkach [ROZMOWA]

8 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

21 września na Polach Lednickich będzie można usłyszeć ryk motorowych silników. Wszystko za sprawą 11. już Lednicy Motocyklisty. Pasjonaci tych jednośladów pojawili się pod Brama – Rybą dzięki ojcu Janowi Górze, twórcy spotkań lednickich. O ojcu Janie, motorach i mszy z jednośladami Hubert Piechocki rozmawia z Anią Kauczor, organizatorką spotkania. 

Hubert Piechocki (misyjne.pl): W tym roku motocykliści już po raz 11. przyjadą pod Bramę – Rybę.  

Ania Kauczor (organizatorka Lednicy Motocyklisty): W zeszłym roku mieliśmy jubileusz, 10. raz, a w tym roku rzeczywiście spotkamy się już po raz 11. Ciągniemy te tradycję – co roku, pod koniec września, motocykliści spotykają się na Polach Lednickich, by wspólnie wybrać Jezusa na swego Pana.  

Cofnijmy się w czasie o te 11 lat. Jak to się wszystko zaczęło? 

Kto jeszcze pamięta te czasy! (śmiech) Ojciec Jan i motocykliści z Prudnika stwierdzili, że fajnie byłoby pokazać motocyklistom Lednicę. Że fajnie byłoby, gdyby mogli wspólnie cieszyć się wiarą, odkrywać ją na nowo i razem przejechać przez Bramę Trzeciego Tysiąclecia. To piękny, symboliczny gest, gdy wszyscy motocykliści razem przez nią przejeżdżają i w ten sposób wybierają Jezusa na swojego Pana. I tak już od jedenastu lat… Choć już nie ma z nami ojca Jana, to jego motocykliści zostali z nami na Lednicy! 

fot. materiały prasowe

To ojciec Jan odezwał się do motocyklistów czy motocykliści do ojca Jana? 

Wydaję mi się, że to motocykliści odezwali się do ojca Jana. Wszystko dzięki wspólnemu znajomemu, z którym ojciec Góra chodził do klasy licealnej w Prudniku. Po latach znajomość się odnowiła i postanowili zrobić coś razem. Jak wiadomo, ojciec Jan był szalony, więc od razu zgodził się na ten pomysł. Bo, przyznajmy, paruset motocyklistów na ryczących maszynach na Polach Lednickich to jest szalony pomysł!  

Zatrzymajmy się na chwilę na Prudniku. To miasto szczególne w biografii ojca Jana Góry. 

To jego miasto rodzinne. Tam się wychował, spędził swoje najmłodsze lata, to miasto go ukształtowało. Wielokrotnie wracał do Prudnika i spotykał się m. in. z motocyklistami. Oni zawsze kręcili się wokół ojca Jana – nie tylko na Lednicy, ale też w Prudniku. To jest piękne, że inicjatorami Lednicy Motocyklisty byli ludzie pochodzący z tych samych ziem, z których pochodził ojciec Jan.  

fot. materiały prasowe

Ty też pochodzisz z Prudnika. Czy w twoim mieście pamięta się wciąż o tym dominikaninie? 

Oczywiście, że się o nim pamięta. Ojciec Jan pojawiał się na spotkaniach w liceach, szkołach i w innych miejscach. Od zeszłego roku w prudnickim kościele znajduje się tablica upamiętniająca tego zakonnika. Pamięć o ojcu na długo zostanie z prudniczanami, ponieważ był jedną z najbardziej wyjątkowych osób, która urodziła się w tym mieście.  

>>> O. Jan Góra o tym, jak służył kard. Karolowi Wojtyle do Mszy św.

Ty też poznałaś go w Prudniku? 

Nie, ja go poznałam jako trzynastoletnia dziewczyna na Polach Lednickich. Przyjechałam tam wtedy po raz pierwszy z moim tatą. Gdy po raz pierwszy zobaczyłam ojca Jana to, przyznaję, przestraszyłam się go! Byłam wtedy dzieckiem, on był dla mnie postacią znaną z telewizji. Kiedy stanął przede mną, byłam przerażona. Zresztą, sporo osób mówi, że tak właśnie reagowali na ojca Jana. Ojciec Jan od razu był sobą – zaczął od zapytania mnie ile mam lat i dlaczego jeszcze mu w niczym nie pomagam. Pytał, dlaczego nie pomagam jeszcze przy dużej Lednicy i mówił, że natychmiast mam zacząć. Pamiętam do dziś, jak powiedział mi, że nigdy się nie ma czasu i zawsze trzeba wybrać swój priorytet. I właśnie ja dokonałam tego wyboru, od paru lat traktuję Lednicę jako swój priorytet. Dlatego przyjechałam na studia do Poznania z dalekiego Prudnika. W dużej mierze zawdzięczam to właśnie ojcu Janowi.  

fot. materiały prasowe

Ważną postacią tej historii jest twój tata. On jakby łączy wszystkie elementy – ciebie, ojca Jana i motocyklistów. 

Mój tata jeździ na motorze. Jest chyba jedynym członkiem prudnickiego klubu, który był na wszystkich Lednicach Motocyklisty. Co ciekawe, mój tata jest bardzo letnim katolikiem i jedyną mszą świętą, w której uczestniczy w ciągu roku, jest ta, na którą przyjeżdża 300 kilometrów. To msza na Polach Lednickich. To pokazuje, jak bardzo to miejsce przyciąga ludzi, nie tylko motocyklistów. 11 lat temu pewien motocyklista zaciągnął przez te 300 kilometrów swoją 13-letnią córkę, żeby pokazać jej to miejsce. Pokazał mi, jak piękna może być wiara i jak wielkie możliwości daje Bóg człowiekowi.  

Lednica Motocyklisty to zaskakujące wydarzenie. Sama wspomniałaś o tym, że jej uczestnicy to niekoniecznie ludzie zaangażowani religijnie.  

To prawda, ta Lednica jest dla wszystkich. Dla ludzi wierzących i dla tych, którzy jeszcze nie przekonali się do wiary. Każdy z tego spotkania wyniesie coś dla siebie, każdy poczuje się jak w domu, poczuje „magię” tego miejsca. Trudno mi nawet opisać atmosferę tej Lednicy, po prostu trzeba przyjechać i zobaczyć, co przyciąga tych ludzi.  

>>> Lednica: różaniec od Mamy

Pamiętasz, od jak dawna twój tata jeździ na motorze? 

Od mojego dzieciństwa, czyli dla mnie „od zawsze”. Pamiętam, jak z tatą w każdy weekend jeździliśmy na zloty motocyklowe i parady. Przyznam, że wychowałam się z tatą na tym motocyklu. Ci pozornie groźni panowie w skórzanych kurtkach byli moją druga rodziną. To oni mieli wpływ na to, kim jestem.  

fot. materiały prasowe

Nie bałaś się wsiąść na te potężną maszynę? 

Nigdy się nie bałam, to zawsze było dla mnie naturalne. Motocykliści śmieją się, że ich pasja jest chorobą przenoszoną drogą genetyczną. To było zatem dla mnie naturalne. Tak, jak ludzie chodzą, to ja jeździłam z tatą motocyklem.  

Wsiadłaś kiedyś sama na motocykl? 

Jeszcze nie, tata na razie nie chce mnie tego nauczyć. I nie chce dać mi poprowadzić swojego motocykla. Ten etap drogi jeszcze przede mną. Oczywiście, chciałabym się kiedyś nauczyć. Ale na razie mam też wstręt po robieniu prawa jazdy. Ale to będzie naturalne, że kiedyś nauczę się prowadzić motor. 

A ojciec Jan Góra wsiadał na motocykl? 

Wielokrotnie wsiadał z motocyklami z Prudnika na motocykl, żeby przejechać z nimi pod Bramą Trzeciego Tysiąclecia. Był szalony i to robił.  

fot. materiały prasowe

Bał się? 

Nie, wydaję mi się, że on się niczego nie bał! 

Jakie emocje towarzyszą przejazdowi motocyklistów pod Bramą – Rybą? 

To są ogromne emocje! Widać, jak oni się cieszą ta jazdą. Widać uśmiech na ich twarzach. Część z nich zatrzymuje się na środku kopca i przybija nam piątkę. Niektórzy robią znak krzyża, inni się do nas uśmiechają. W tym momencie szczególnie widać, że oni są jedną wielką rodziną. Wspólnotą, którą łączy pasja. Ta Lednica Motocyklisty odbywa się pod koniec sezonu motocyklowego. Pasjonaci powoli chowają już swoje maszyny. Jest to zatem dobry moment do podsumowania całego sezonu. Podczas tego wydarzenia mogą podziękować Bogu za kilometry, które udało im się pokonać w minionych miesiącach. Dziękują też za spotkanych ludzi. I jest to też okazja do prośby o kolejny dobry sezon – by Bóg się wciąż opiekował motocyklistami.  

Lednica Motocyklisty to w tym roku hasło „Wiesz, że Cię kocham”. 

Tak, to jest hasło, które towarzyszy w tym roku naszym wszystkim spotkaniom. Znów te słowa kieruje do nas Bóg. Pan Bóg 21 września powie wszystkim motocyklistom, że ich kocha – takimi, jakimi są. Potwierdzi im, że jest z nimi na każdej drodze, w każdej podróży, na jakimkolwiek zlocie jest przy nich. I On się nigdy od nich nie odwróci. Ważne jest, żeby im to powiedzieć. To są poważni panowie w skórach i trzeba im powiedzieć o miłości. W motocyklowym świecie panuje pewien rodzaj braterskiej miłości. Darzą się ogromnym szacunkiem, wśród nich zawsze można być sobą. Pokażemy im w czasie spotkania, że ta braterska relacja rozszerza się też na Pana Boga i z Bogiem mogą tworzyć relacje takie, jak te z kolegami z klubów czy z drogi. 

fot. materiały prasowe

Wyglądają groźnie, ale chyba groźni nie są? 

Może tak wyglądają, ale to jest tylko gruba skorupa, pod którą kryją się dobrzy ludzie, którzy mają ogromne serce. Chcą pomagać, są dobrymi i życzliwymi ludźmi. 

Ojciec Jan ich lubił, a jak to jest z ojcem Wojciechem Prusem? 

Zaryzykowałabym twierdzenie, że ojciec Wojciech polubił ich jeszcze bardziej! Zawsze bierze udział w Lednicy Motocyklisty, mój tata wozi go na motorze. To o. Wojciech nazwał księdza prymasa głównym mechanikiem motocyklowym kraju (śmiech). Motocykliści czasami jeżdżą do prymasa. Podczas jednej z Lednic Motocyklisty podarowali mu  krzyż zrobiony z zębatek motorowego łańcucha. Tak, ojciec Wojciech tchnął w to spotkanie nowe życie i pięknie kontynuuje te tradycję. 

Co się w takim razie wydarzy w tym roku 21 września? 

Zaczniemy tradycyjnie mszą świętą w południe. W tym roku ta eucharystia będzie miała piękną, motocyklową oprawę! Motocykliści odnajdą dla siebie nową rolę podczas mszy świętej, będą bardzo zaangażowani w liturgię… Potem uczestnicy dokonają aktu wyboru Chrystusa i przejadą przez Bramę Trzeciego Tysiąclecia. Na Polach Lednickich zaplanowaliśmy też drogę krzyżową. To nabożeństwo odbędzie się w intencji wszystkich dróg, które przemierzają fani motorów. Motocykliści pomodlą się tez za swoje rodziny, przyjaciół i za zmarłych towarzyszy drogi.  

Zobacz także
Wasze komentarze