Komunia święta: między rytuałem a sakramentem

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Nie mogę się napatrzeć na moją małą córeczkę, która ze złożonymi rękami podchodzi do Komunii św. Na jej twarzy widać niesamowite skupienie, a w oczach radość. Dzieje się coś ważnego.

Pewnie dziewięciolatce trudno zrozumieć, co tak naprawdę dzieje się na ołtarzu. Całe życie przed nią, by zgłębiać tę tajemnicę. Jeszcze emocje po I Komunii Świętej nie opadły, choć sukienka już uprana wisi w szafie i czeka na rocznicę. Chciałabym jednak, by tego zapału mojemu dziecku nie zabrakło, by wiedziało, że zawsze w Eucharystii znajdzie siłę, że ten pokarm ma naprawdę niesamowitą moc. I nie chodzi tu o żadne czary. Jezus naprawdę działa cuda w naszym życiu. Trzeba tylko się na to działanie otworzyć i zaprosić Boga do swojego życia. I – co jest teraz zadaniem nas rodziców – dawać naszym dzieciom przykład.

Żeby jednak to zrobić, trzeba uwierzyć. I odejść od rozumienia Pierwszej Komunii Świętej jedynie jako rytuału, wydarzenia, które należy wyłącznie odhaczyć na liście rzeczy, które trzeba w życiu zaliczyć, bo tak wypada, taka jest tradycja. A obserwując to, co dzieje się wokół Pierwszej Komunii, mam niestety wrażenie, że dla wielu, to przykry obowiązek, który trzeba przetrwać i szybko zapomnieć. O całym zamieszaniu mogą co najwyżej przypominać prezenty, którym media poświeciły – jak co roku w maju – niemało miejsca, tworząc rankingi, listy popularności, must have itp.

W bardzo namacalny sposób tego rytualnego podejścia doświadczyłam w momencie, kiedy odbieraliśmy komunijny tort. Piękny, ozdobiony Hostią, z pięknym napisem, że to tort z okazji Pierwszej Komunii Świętej. Całość zepsuł jednak komentarz autorki tegoż dzieła: „To co, Komunia i już nie trzeba będzie chodzić do kościoła?”. Może miał być to żart? Raczej wątpię. Mąż próbował przekonywać, że niekoniecznie. Na co miła pani dodała: „No tak, jeszcze parę dni, bo biały tydzień”. Straszna to katorga, nieprawdaż?

Rozumiem, że istnieją osoby, które Pierwszą Komunię Świętą sprowadza do rytuału albo jakiejś powinności. Trzeba to zorganizować, bo co ludzie, dziadkowie, sąsiedzi, koledzy z klasy powiedzą? Zaciskają ludzie więc zęby, w końcu rok nie wyrok, przetrwamy. I potem można już sobie odpuścić. Zaliczone. Odfajkowane. Obserwuję taki przykry trend także w swojej parafii. Od września do maja na Mszy św. dla dzieci tłum (kilka szkół jest na terenie parafii), bo dzieci są rozliczane z obecności przez katechetę. Po maju, kiedy nie trzeba zbierać podpisów za obecność, robi się znacznie, znacznie luźniej. Ten odpływ jest naprawdę zauważalny.

Dlatego myśląc o Komunii świętej, warto myśleć przede wszystkim o formacji rodziców. Nie skupiać się na tym, żeby było fajnie dla dzieci, tylko na tym, żeby zatrzymać w Kościele tych rodziców, którzy wpadli tu tylko na chwilę. Dlatego tak istotne jest, by przygotowaniem do Pierwszej Komunii Świętej zajmował się naprawdę sensowny kapłan, który nie będzie po macoszemu traktował rodziców. Bo to oni potem decydują, czy przyprowadzą dziecko do kościoła, czy spędzać będą niedzielę na rozrywkach. Warto więc o nich zawalczyć, pokazać im piękno Eucharystii, piękno Kościoła. Uświadomić, że Pan Bóg nikogo nie odrzuca, nie odtrąca i zawsze czeka na tych, którzy gdzieś się pogubili, albo ciągle jeszcze nie odnaleźli drogi do Boga. Może niech więc Pierwsza Komunia Święta dziecka będzie początkiem wspólnego życia z Jezusem, a nie końcem?

Komunia święta: między rytuałem a sakramentem
Oceń ten artykuł

Zobacz także
Wasze komentarze