Sebastian Szymczak/MD/YouTube (Screenshot)

Maria Magdalena. Apostołka apostołów – a nie prostytutka  

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Nie spodziewałam się, że film, o którym nasłuchałam się tak dużo złego, wywrze na mnie tak dobre wrażenie. Czy potrzebujemy jeszcze obrazów, które co do szczegółu odwzorowują życie Jezusa? A może potrzeba nam zupełnie innego spojrzenia, takiego, które pozwoli nam rezonować i zastanowić się nad naszą osobistą relacją z Bogiem? 

– A ona Go zapytała: jakie ono będzie? To Królestwo? I odrzekł jej: jest jak ziarno. Jedno ziarenko gorczycy, które kobieta zasiała w swoim ogrodzie. A ono rosło i rosło. I ptaki wiły gniazda z jego gałęziach. To zdanie, które znamy z Pisma Świętego, a które otwiera film, właściwie streszcza to, co się w nim wydarzy. To właśnie Maria z Magdali zasiała „w swoim ogrodzie ziarenko gorczycy”. Potem ptaki wiły gniazda z jego gałęziach.  

Film Gartha Davisa pt. „Maria Magdalena” zebrał dużo niepochlebnych opinii. Sama byłam ciekawa, czy rzeczywiście jest taki tragiczny, jak przeczytać można było o nim na wielu katolickich portalach. I chyba pierwszy raz mam dokładnie odwrotne wrażenie. Jestem zaskoczona, jak świetnie został zrobiony. Maria Magdalena była naprawdę apostołką apostołów o czym Kościół zaświadczył dopiero… w 2016 roku.  

Kobieta wśród apostołów 

Główna krytyka filmu dotyczy spojrzenia na kobietę w tamtych czasach. Emancypacja w czasach Jezusa? Przecież feminizm to wynalazek XIX wieku – można wywnioskować z wielu recenzji. Jeśli tak, to w takim razie Jezus ze swoją dobrą nowiną był pierwszym, który zmienił postrzeganie kobiet. Odgrywały w Jego życiu bardzo ważną rolę. Podoba mi się, że w tym filmie – wcale nie przesadnie – ktoś w końcu zwrócił uwagę właśnie na kobiety. W jednej ze scen Maria Magdalena mówi do Jezusa, że wiele kobiet z Magdali chciałoby za Nim iść, ale obawiają się chrztu razem z mężczyznami. Nie chodzi o to, by zastanawiać się teraz, czy to prawda, czy nie. Można jednak wnioskować, że obyczaj był czymś, co wielu kobietom nie pozwoliło iść za Jezusem, i nawet gdy wierzyły – musiały się z tym ukrywać.  

Nie odniosłam wrażenia, że produkcja Davisa jest jakimś cichym manifestem feministycznym (mimo, że odkłamuje obraz Marii jako prostytutki). Odniosłam za to wrażenie, że na przykładzie Marii Magdaleny twórcy tego obrazu chcieli pokazać, jak Jezus traktował słabszych i tych, których głos był niesłyszany, a także to, jak interpretowane było to na przestrzeni czasu. Ewangelia, którą głosił Jezus przynosiła przecież „ubogim dobrą nowinę, więźniom wolność, niewidomym przejrzenie, a uciśnionych odsyłała wolnymi” (por. Łk 4, 18). Bez żadnych warunków.  

>>> Ona wiedziała, jak smakuje prawdziwa tęsknota

Chcemy cudów! 

A może jest tak, że mamy jakiś swój obraz Jezusa, który chodził po ziemi? Musiał pewnie jakoś dostojnie wyglądać, z pewnością ludzie musieli Go słuchać, uzdrawiał wszystkich i odpowiadał na każde pytanie. Mam wrażenie, że twórcy filmu pogrywają z widzami, pokazując im postać Judasza, który także chce od Jezusa cudów, a najlepiej, żeby wreszcie zaprowadził na ziemi porządek. Posuwa się nawet do zdrady, by wymusić na Panu działanie. Ale, niestety, takiego działania, jakiego Judasz po ludzku oczekuje. Tymczasem Królestwo Boga nie jest przecież z tego świata. Jezus nie został ukoronowany złotą koroną, ale cierniem na krzyżu. Nie zrobił rebelii, jakiej oczekiwali zwolennicy Barabasza. Nie tak, jak wielu być może oczekiwało… 

Intymność z Jezusem 

Maria Magdalena miała intymną relację z Jezusem, która dała jej wolność. Ale przecież intymność to nie tylko relacja erotyczna. To coś tak głębokiego, co powinno przekraczać rozumienie czysto fizyczne. I ten film to pokazał. Przeniósł rozumienie Ewangelii zupełnie w inną płaszczyznę. Pokazał, że ta niezwykle głęboka relacja z Jezusem zmienia człowieka. Właśnie takiej relacji, jaką miała Maria Magdalena z Jezusem, życzę sobie i wam.  

Zobacz pozostałe #RecenzjeZofii

Zobacz także
Wasze komentarze