unsplash

fot. Glenn Carstens/unsplash

Medioznawczyni: na rzetelną informację zawsze trzeba było czekać, ale dziś ludzie są niecierpliwi

Szybki dostęp do newsów z całego świata pozbawił odbiorców cierpliwości, co wykorzystują autorzy dezinformacji – przyznaje medioznawczyni dr hab. Katarzyna Bąkowicz. Zaś na rzetelną wiadomość zawsze trzeba było poczekać, więc tzw. luka informacyjna nie jest większa niż kiedyś.

PAP zapytała ekspertkę z Uniwersytetu SWPS dr hab. Katarzynę Bąkowicz o mechanizm powstawania tzw. luki informacyjnej w momentach kryzysowych. To np. sytuacja, gdy oficjalne źródła nie podają jeszcze sprawdzonych danych, a internetowe trolle już zalewają portale społecznościowe fałszywymi wiadomościami.

– W momencie, gdy na przykład spada rakieta, jak miało to miejsce w sierpniu na Lubelszczyźnie, odpowiednie służby muszą najpierw przyjechać na miejsce i zbadać zdarzenie. I choć takie stwierdzenie może się wielu osobom nie spodobać, to dla dobra obywateli państwo nie zawsze może lub jest w stanie podać wszystkich informacji do wiadomości publicznej. Nie ma to nic wspólnego z cenzurą czy dyktaturą. Jest to zarządzanie informacją, które ma służyć naszemu, obywatelskiemu bezpieczeństwu i właśnie temu, aby nie szerzyła się dezinformacja i nie powstawały teorie spiskowe – wyjaśniła Bąkowicz.

Według niej im większe jest zaufanie obywateli do rzetelnych mediów, instytucji rządowych i źródeł oficjalnych, tym luka informacyjna staje się mniejsza. Wiąże się to także z wyższym poziomem cierpliwości wśród samych odbiorców.

– Na rzetelną informację zawsze trzeba było czekać. Jednak w ciągu ostatnich 20 lat przywykliśmy, że wieści o tym, co dzieje się na drugim końcu świata docierają do nas w ułamku sekundy. W związku z tym nasz mózg przestał akceptować konieczność czekania i, w uproszczeniu, zatracił zdolność do bycia cierpliwym – zauważyła rozmówczyni PAP.

freepik
fot. Freepik/pvproductions

Na pytanie, dlaczego nasz umysł woli zmyśloną teorię od poczucia niewiedzy ekspertka wyjaśniła, że „w sensie biologicznym jesteśmy tak skonstruowani, że informacja ma dla nas znaczenie na zasadzie: być albo nie być”.

– Warto zobaczyć ten schemat na uproszczonym przykładzie: człowiek żyjący w czasach prehistorycznych wiedząc, że przed jego jaskinią znajduje się niedźwiedź lub tygrys, dysponował wiedzą, która ważyła na jego życiu. Kiedy docierał do niego kolejny komunikat, że niedźwiedź przed chwilą na przykład zjadł sąsiada, były to już dwie niezwykle cenne informacje. Mówiły mu one nie tylko o tym, że obok czai się zagrożenie, ale też, że mimo jego obecności może on teraz bezpiecznie wyjść z jaskini i na przykład znaleźć coś do jedzenia. Świat się zmienił, pojawiły się nowe technologie, ale mózg człowieka i jego zdolność przetwarzania danych pozostały takie same choć nie mieszkamy w jaskiniach, a niedźwiedzie nam nie zagrażają. Wciąż tkwi w nas jednak głód informacji, które w naszym odczuciu mogą zapewnić nam przetrwanie – powiedziała Bąkowicz.

Poza tym, wskazała, ludzie stale odczuwają potrzebę posiadania ogromnej ilości danych, ponieważ „mózg uważa, że im więcej informacji posiadamy, tym jesteśmy mądrzejsi i podejmiemy lepsze decyzje”.

Według ekspertki wraz z rozwojem technologii, w tym sztucznej inteligencji, w ludziach narodziła się wiara, że informacje są dostępne zawsze, na każdy temat i od zaraz. Jeśli zatem jakieś informacje czy wiedza o zdarzeniu nie jest dostarczana odbiorcy natychmiast lub z jakichś powodów się ją dawkuje, powstaje idealne podglebie pod teorie spiskowe.

– Uwierzyliśmy w największe kłamstwo na świecie: że internet jest źródłem wiedzy. Stało się tak dlatego, że pomyliliśmy znaczenia trzech pojęć: informacji, wiedzy i mądrości. Należy pamiętać, że informacja nie jest wiedzą, a wiedza nie jest mądrością. W internecie nie ma wiedzy. W internecie są jedynie informacje – podkreśliła Bąkowicz.

>>> Portugalia: znaleziono ryty naskalne liczące około 6 tys. lat

Medioznawczyni zwróciła uwagę na zjawisko tzw. dywidendy kłamcy, polegające na tym, że manipulatorzy wykorzystują samo istnienie AI, aby uciec od odpowiedzialności za własne słowa i czyny. Mają bowiem możliwość np. podważania wiarygodności nawet prawdziwych relacji, przedstawiając je jako stworzone przez AI. Jej zdaniem proces ten potęguje antropomorfizacja sztucznej inteligencji, czyli błędne traktowanie jej jako niezależnego bytu, podczas gdy za algorytmami zawsze stoi człowiek. Taka narracja tworzy chaos pojęciowy. W efekcie, w momencie powstania luki informacyjnej, odbiorcy tracą zaufanie do jakichkolwiek faktów, tracą punkty odniesienia i szukają po omacku wśród niesprawdzonych źródeł. Dają się ponieść emocjom, zamiast oprzeć na faktach.

– Warto przypomnieć sobie o paradoksie prawdy. Polega on na tym, że za prawdę często uznajemy nie to, co nią faktycznie jest, ale to, na co zgadza się większość. Dlaczego tak robimy? Ponieważ wolimy mieć jakąkolwiek informację niż czuć pustkę i przyznać: nie wiem – wyjaśniła naukowczyni.

– Powstawaniu luki informacyjnej, co wykorzystują twórcy dezinformacji, sprzyja również mylenie faktów z opiniami. To z kolei wiąże się z brakiem odpowiednich kompetencji po stronie konsumentów mediów. Ci, którzy chcą działać na szkodę debaty publicznej, będą to wykorzystywać, tym bardziej, że na dezinformacji w krótkiej perspektywie da się świetnie zarobić, zarówno wizerunkowo, jak i finansowo – dodała.

Rozmówczyni PAP przyznała, że nie wie, czy istnieją konkretne ćwiczenia budowanie w sobie cierpliwości, ale jako rozwiązanie zaleciła „dietę informacyjną, czyli uświadomienie sobie, że nie jesteśmy w stanie przyswoić wszystkich informacji na dany temat”.

– Po pierwsze, powinniśmy zdecydować, które tematy naprawdę nas interesują, a które możemy sobie odpuścić i pomijać w serwisach informacyjnych. Po drugie, kluczowe jest wybranie kilku rzetelnych źródeł informacji. Po trzecie zaś, ważna jest próba odbudowania zaufania do rządu, mediów, instytucji i do siebie nawzajem. Im mniej sobie ufamy, tym bardziej szerzy się dezinformacja. Tam, gdzie zaufanie społeczne oraz zaufanie do instytucji państwowych jest wysokie, demokracja znajduje się w znacznie lepszej kondycji – podkreśliła.

– Jeśli chcemy naprawdę walczyć z wykorzystywaniem luki informacyjnej przez autorów fake newsów, to media, w tym PAP, mają obowiązek otwarcie mówić odbiorcom, że na niektóre informacje trzeba po prostu poczekać. Francuski badacz teorii komunikacji Dominique Wolton powiedział, że media nie powinny ślepo podążać za zachciankami odbiorcy, ale powinny go wychowywać. Nie w sposób przemocowy czy dyktatorski, lecz ucząc go, jak mądrze konsumować informacje, czemu i kiedy wierzyć, a także jak analizować krytycznie to, co do nas dociera, aby nie dać się zmanipulować lub oszukać – powiedziała medioznawczyni.

– Staliśmy się bardzo niecierpliwi w codziennym życiu. Doprowadziły do tego między innymi media społecznościowe, które przyzwyczaiły nas do natychmiastowej gratyfikacji. Kanadyjska aktywistka i pisarka Naomi Klein zauważyła, że spokój jest najwyższą formą oporu. Dlatego tak ważne jest, aby nie ulegać panice. Warto zachować cierpliwość i poczekać na rzetelne, sprawdzone informacje. To da nam wewnętrzny spokój, który jest niezbędny do podejmowania racjonalnych decyzji – podsumowała Bąkowicz. 

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze