fot. PAP/Marcin Bielecki
Nieprawidłowo wyrzucone baterie litowo-jonowe są coraz częściej przyczyną pożarów
Powszechne stosowanie baterii litowo-jonowych w małych urządzeniach oraz brak wiedzy, jak pozbywać się elektroodpadów, sprawiają, że z roku na rok obserwujemy coraz więcej pożarów w zakładach przetwarzania odpadów – powiedział PAP Henryk Buczak, wiceprezes zarządu Grupy Biosystem.
Świadcząca usługi w zakresie ochrony środowiska i recyklingu odpadów Grupa Biosystem rozpoczęła 21 października kampanię edukacyjną, której celem jest zwrócenie uwagi na zagrożenia związane z nieprawidłowym gospodarowaniem zużytymi urządzeniami elektrycznymi zawierającymi baterie litowo-jonowe. Kampania objęta jest honorowym patronatem Ministerstwa Klimatu i Środowiska.
Wiceprezes Biosystem Henryk Buczak wyjaśnił w rozmowie z PAP, że nie ma na ten moment statystyk dotyczących samych akumulatorów litowo-jonowych, natomiast wszystkich przenośnych baterii i akumulatorów – w tym litowo-jonowych – wprowadza się do obrotu w Unii Europejskiej ponad 230 tys. ton rocznie (nie licząc np. akumulatorów samochodowych). Z tego w UE zbierane i odzyskiwane jest następnie ok. 50 proc., a w Polsce – ok. 65 proc.
– Są natomiast bardzo złe informacje, jeśli chodzi o liczbę pożarów w zakładach, które zajmują się gospodarką odpadami – zaznaczył Buczak. Dodał, że jeszcze kilka lat temu prawie w ogóle się one nie zdarzały, natomiast powszechność stosowania akumulatorów litowo-jonowych w rozmaitych małych urządzeniach AGD spowodowała, że liczba pożarów ciągle wzrasta. W ocenie wiceprezesa Biosystem dzieje się tak dlatego, że użytkownicy postępują z tymi urządzeniami w sposób niewłaściwy.
Jako przykłady takich sprzętów Buczak wymienił m.in. elektryczne golarki oraz szczoteczki do zębów. – W momencie, gdy taka szczoteczka przestaje działać, ktoś popatrzy na nią i uzna, że to jest przedmiot plastikowy, więc wyrzuci ją do żółtego pojemnika – wytłumaczył. Jak dodał, to samo dotyczy chociażby słuchawek bezprzewodowych czy papierosów elektronicznych.
– Choć szczoteczka nie działa, to bateria w niej jeszcze żyje – podkreślił ekspert. Wyjaśnił, że jeżeli trafi ona na linię sortowniczą dla plastikowych odpadów, czyli linię mechaniczną, bateria może łatwo ulec zgnieceniu lub mocnemu ściśnięciu, a wtedy natychmiast się zapala.
– Niewielka bateria może stać się zapalnikiem poważnego pożaru. Wśród łatwopalnych odpadów z tworzyw sztucznych nawet niewielkie źródło ciepła może doprowadzić do gwałtownego rozprzestrzenienia się ognia, który trudno opanować – dodał.
Przypomniał, że w ubiegłym roku w ten sposób spłonęła linia sortownicza w zakładzie komunalnym w Elblągu, a w tym roku doszło do kolejnych dwóch pożarów linii w innych miastach.
Buczak podkreślił, że równie groźne jest wyrzucenie urządzeń elektrycznych do innych koszy na zwykłe odpady. – Jeżeli np. na wysypisku zostanie zrzucony odpad zmieszany, zawierający takie baterie, to również może dojść do zapalenia i pożaru wysypiska – wyjaśnił.
Jak dodał wiceprezes Biosystem, pożary zdarzają się nawet w zakładach, do których baterie trafiają, gdy urządzenia są wyrzucone poprawnie. Tam takie zdarzenie również jest groźne, natomiast straty są stosunkowo mniejsze, ponieważ zakłady wyposażone są w automatyczne systemy gaszące, a załoga jest stale szkolona w zakresie ochrony przeciwpożarowej.
W ocenie wiceprezesa Buczaka, kluczowa dla zapobiegania tego rodzaju sytuacjom jest edukacja ludzi na temat zagrożeń związanych z nieprawidłowym wyrzuceniem urządzeń z bateriami litowo-jonowymi. – Nie widzę innego sposobu, ponieważ trudno byłoby objąć wszystkie te urządzenia jakąś opłatą kaucyjną czy depozytową – ocenił.
Z sierpniowego badania przeprowadzonego na zlecenie Biosystem wynika, że niemal co czwarty objęty nim Polak, pozbywając się ostatnio zużytego urządzenia elektronicznego, wyrzucił je nieprawidłowo. Jednocześnie tylko 30 proc. respondentów prawidłowo identyfikowało ryzyko pożaru lub wybuchu związane z niewłaściwym postępowaniem z zepsutym urządzeniem z baterią litowo-jonową.
Buczak podkreślił, że urządzenia z bateriami litowo-jonowymi stwarzają najmniejsze ryzyko straty wtedy, kiedy zostaną oddane do właściwego miejsca, czyli do PSZOK-u albo do któregoś z punktów zbiórki odpadów elektrycznych, które znajdują się m.in. w dużych sklepach.
Jak wyjaśnił ekspert, prawidłowe przetworzenie baterii litowo-jonowej odbywa się następnie w zakładzie, który jest do tego specjalnie przygotowany. Najpierw baterie muszą zostać rozładowane, a następnie umieszczane są w komorze pozbawionej tlenu, w atmosferze obojętnego gazu i tam rozdrobnione. Dalszy przerób jest już bezpieczny.
Wiceprezes Biosystem zaznaczył, że bateria litowo-jonowa zawiera kobalt i lit, które są cennymi surowcami. – Wracają wtedy do obrotu i można z nich na nowo produkować akumulatory litowo-jonowe – wytłumaczył Buczak. Zapotrzebowanie na te artykuły jest z kolei – jak wskazał – bardzo duże, ponieważ pozyskanie kobaltu oraz litu w naturze jest trudne oraz uciążliwe dla środowiska.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |

Jordania: aresztowano trzech sprawców ataku na kościół, w którym zginęło 9 osób
Kenia: wiara z wyboru, nie tradycji. Świadectwo Meksykanina na misjach
Warszawa: abp Tadeusz Wojda spotkał się z wysokim przedstawicielem Stolicy Apostolskiej






Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny