O Granicy

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Dotychczasowe trzy odcinki drugiego sezonu serialu „Wataha” (tylko w kodowanej telewizji) obejrzało ponad milion widzów. Najbliższy, czwarty, według wielu ratingów jest najlepszym dotychczas wyprodukowanym przez Polaków odcinkiem serialowym. Nie bez przyczyny.

Nie mam zamiaru niczego reklamować, serial ten zresztą czegoś takiego nie potrzebuje. Sam fakt jego realizacji, scenariusza i całego wykonania przyciąga do siebie widzów z całego świata (premiera drugiego sezonu emitowana była równoczesne w 19 krajach). I słusznie, świat ma przynajmniej okazję zobaczyć, co dzieje się na granicy dwóch światów – Polski i Ukrainy, Unii Europejskiej i wschodniej Europy. Ten serial jest jasnym komunikatem: koniec z drętwymi polskimi produkcjami. Polska stała się częścią elity najlepszych produkcji serialowych na świecie. Nie chcę jednak skupiać się tutaj jedynie na serialu. Temat, który on porusza, może być tematem wielu badań terenowych (co zresztą jest faktem) i prac naukowych.

Fot. serialowa.pl

Ukraina i uchodźcy

Produkcja HBO jest tak dobra z kilku ważnych powodów. Jednym z nich są poruszane niezwykle ważne wątki dotyczące nie tylko naszych wschodnich sąsiadów, ale tego, co dzieje się tuż pod naszym nosem, na granicy dwóch państw, w leśnej dziczy. Najpierw jednak statystyki. Tylko w 2016 r. ponad milion legalnych pracowników z Ukrainy zasiliło nasz rynek pracy. Nikogo już dzisiaj nie dziwią oferty pracy napisane w języku polskim i ukraińskim. Co więcej, jak wynika z badań, nie są to tylko tzw. sprzątaczki, ale wykwalifikowani pracownicy, lekarze i specjaliści. By jednak obywatel Ukrainy mógł tutaj pracować, zazwyczaj jego polski pracodawca musi wystąpić o czasową wizę dla swojego pracownika, a często organizuje mu nawet o wiele więcej, na przykład mieszkanie w hotelu robotniczym. To jednak statystyki, oparte w większości na danych z urzędów pracy. Jest jeszcze druga, nielegalna strona masowej migracji Ukraińców i wielu innych ludzi do Polski. O tym wiedzą pracownicy przygranicznych strzeżonych ośrodków dla cudzoziemców, do których trafia również tylko część ludzi przechwyconych przez Straż Graniczną na granicy bądź w jej okolicach. To często kobiety i dzieci, które uciekły na własną rękę, bądź razem z grupą ludzi, przemycaną nielegalnie przez tzw. przemytników. Wiele uchodźców powtarza, że to miała być ich ucieczka „na zawsze”. Przemytnicy za taką przeprawę każą płacić bardzo dużo pieniędzy, toteż sami uchodźcy zbierają na taką „podróż” całe swoje życie, wierząc, że po wyjściu z ciemnej ciężarówki czeka ich lepszy świat. Niestety wiele razy ludzie ci stają się niewolnikami sprzedawanymi kolejnym grupom przestępczym. O czym wiemy m.in. z tego serialu, wielu z nich nie udaje się przeżyć. W Polsce tego typu sprawami zajmuje się m. in. Fundacja La Strada, która współpracuje ze Strażą Graniczną i pomaga odzyskać wolność wielu takim osobom.

Fot. oktawave.com

Pogranicze

Innym bardzo ważnym wątkiem, który porusza ta produkcja, jest funkcjonowanie Straży Granicznej. Nie jestem w tej kwestii laikiem – kilkukrotnie miałam możliwość zarówno praktyki we wschodnich, strzeżonych ośrodkach dla cudzoziemców, jak i podpatrzenia pracy strażników i odbycia wielu rozmów z nimi. Gdy oglądałam ten serial, miałam nieodparte wrażenie, że z jednej strony nie mówi o wszystkim, co dzieje się na tzw. granicy, z drugiej jednak odkrywa wiele szokujących faktów. Jako osoba, która ma pewne doświadczenie w tym zakresie mogę powiedzieć, że właśnie między innymi z tego powodu, serial ten cieszy się tak wielką popularnością: niekiedy bez ogródek pokazuje brutalną rzeczywistość pogranicza, nie odkrywając przy tym wszystkich kart. Myślę, że wiele widzów ma tego świadomość.

Fot. bieszczadzka24.pl

Produkcja

Ostatnią, w moim odczuciu najmniej ważną, dla wielu jednak najważniejszą kwestią jest realizacja całej serialowej opowieści. Można tutaj naprawdę wiele powiedzieć o reżyserii, scenografii i grze aktorskiej, która w moim odczuciu zasługuje na najwyższą ocenę. Jako antropolog jednak znów zwróciłam uwagę na oprawę muzyczną, a mianowicie na soundtrack w wykonaniu muzycznej grupy „Tołhaje” (ukr. толхає/толгає). Grupa ta pochodzi z samych Bieszczad, trudno więc o lepszy dobór. Jak określa sam zespół, czerpie inspiracje m.in. z tradycji Bojków i Łemków – grup etnicznych zamieszkujących Bieszczady przed 1947 r., z kultury muzycznej terenów Polski południowo-wschodniej (a więc dzisiejszej Lubelszczyzny) oraz grup etnicznych dzisiejszej Ukrainy.

Wszystko to sprawia, że mamy do czynienia z kinem najwyższej klasy, bo tak właściwie należy określić to serialowe arcydzieło.

O Granicy
6 (100%) 13 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze