Pamiętacie Bruna?

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

14 lutego 2018 r. – dla jednych Walentynki, dla drugich Środa popielcowa, a dla Ani i Łukasza symboliczny początek podróży w nieznane. Tego dnia wsiedli do samochodu i wyruszyli do Niemiec. Ania w dziewiątym miesiącu ciąży, z grubą teczką dokumentacji, Łukasz za kierownicą i główny bohater – Bruno, ich jeszcze nienarodzone dziecko z połową serduszka – HLHS.  

O czym wtedy myśleli? Być może wspominali pierwsze tygodnie i miesiące ciąży, może USG, po którym wszystko się zmieniło… Nie byli przygotowani na informację o wadzie serca ich dziecka, ale mieli prawo oczekiwać wsparcia i pomocy, od tych, którzy przysięgali „po pierwsze nie szkodzić”. Jak się szybko okazało, lekarze, których spotkali, na swój sposób rozumieli przysięgę Hipokratesa: jedyne słuszne rozwiązanie widzieli w aborcji, bo „życie z takim dzieckiem będzie udręką”. „Jakże mogłabym go skrzywdzić” – myślała Ania wtedy, w tym sterylnym gabinecie. Owa bezbronna istotka rosła spokojnie, niczego nieświadoma – ich ukochane dziecko, nie żaden bezosobowy płód czy problem. Decyzja, paradoksalnie, była prosta – wbrew namowom lekarzy rodzice postanowili walczyć o zdrowie i życie synka. I szybko okazało się, że w tej walce nie są sami.  

Byli już w klinice w Niemczech, kiedy zakończyła się internetowa zbiórka prowadzona przez Fundację „Siepomaga”. Dzięki znajomym, przyjaciołom i tysiąco”m nieznanych ludzi udało się zebrać całą kwotę, mimo iż prośby o finansową pomoc dla ciężko chorych dzieci i dorosłych zalewają Internet i nie wszyscy podchodzą do nich z zaufaniem. Samborskich wsparło ponad 16 tysięcy osób, 10 tysięcy udostępniło informację o zbiórce na „Siepomaga”, oprócz tego datki wpływały na konto fundacji „Cor Infantis”, a informacja o chłopcu pojawiła się w Internecie  i nie tylko: 

„Lekarz powiedział, że muszę usunąć ciążę”. Zobacz, jak wyglądała historia Brunona, kiedy był jeszcze u mamy w brzuchu!

15 lutego, kilka godzin po zakończeniu zbiórki, na facebookowym profilu „Serduszko dla Niedźwiadka”, pojawił się wpis: 

Kochani! 

Mamy upragnione i wyczekane 100%! Wszystko to, co jeszcze kilka tygodni temu było naszym wielkim pragnieniem, spełniło się dzięki WAM! Słowa wdzięczności nie mają końca, łzy same cisną się do oczu, mając świadomość, że życie i los naszego Synka nie jest Wam obojętny. Przychodzi taki moment kiedy marzenie, aby naszym Synkiem zajął się najlepszy zespół lekarzy staje się rzeczywistością. Nie znamy takich słów, które mogłyby wyrazić wszystkie emocje, jakie towarzyszyły nam przez cały okres zbiórki – niepewności i nadziei… Dziękujemy Wam, KAŻDEMU z osobna za pomoc, ogromne serca, wsparcie, słowa otuchy i modlitwy, które dodawały nam sił w tym trudnym dla nas czasie. Jesteśmy szczęśliwi, że tak wiele osób otworzyło przed nami swoje serca. DOBRO WRACA! (…). 

Dziękujemy Wam z całego serca, w imieniu swoim, naszego jeszcze nienarodzonego Synka Bruna oraz całej rodziny. Przyjdzie moment, kiedy powiemy mu jak wiele osób dzielnie walczyło o jego życie. Wiemy, że nasz Ukochany Synek jest prawdziwym darem od Boga – prawdziwym nauczycielem MIŁOŚCI. Każdy dzień pokazuje nam bezwarunkową miłość rodzica do dziecka. Prosimy Was o modlitwę i trzymanie kciuków. Rodzice Bruna.

 

Blisko trzy tygodnie później, 6 marca rodzice usłyszeli pierwszy krzyk swojego dziecka. Bruno przyszedł na świat przez cesarskie cięcie. Mimo iż radził sobie całkiem nieźle, kilka godzin po urodzeniu stan jego zdrowia gwałtownie się pogorszył. Konieczna była szybka operacja na otwartym sercu… Dzięki Bożej pomocy i doskonałym specjalistom życie chłopca udało się uratować, a jego stan poprawił się do tego stopnia, że po prawie dwóch tygodniach od operacji chłopiec mógł opuścić szpital.  

Historia Bruna daje nadzieję, śledząc ją, aż trudno jest uwierzyć, że odpowiednio wcześnie zdiagnozowane HLHS (serce jednokomorowe) jest wskazaniem do aborcji, a w Europie zachodniej jest to wręcz praktyka. Tych, u których wada została rozpoznana w połowie ciąży, fora internetowe nazywają szczęściarzami… I to bynajmniej nie dlatego, że mogą spokojnie zaplanować leczenie. HLHS to poważna wada serca, wielu małych pacjentów nie dożyje operacji, wielu jej nie przeżyje, ale też wielu, po przejściu kolejnych zabiegów, funkcjonuje normalnie… Wszyscy oni, jak i każdy z nas, od samego początku potrzebują jednego – miłości.  

Rodzina Samborskich jest już w domu, w Skawinie. Kilka dni temu Bruno dostał kwalifikację na kolejną (jedną z jeszcze kilku koniecznych) operację serca. Zabieg planowany jest na jesień 2018 r., ale jak pokazuje doświadczenie, z dnia na dzień może się okazać, że operacja jest konieczna natychmiast. Jej koszt to 37 tysięcy euro… 

Za każdą pomoc, modlitwę, dobre słowo – dziękujemy!

Pamiętacie Bruna?
Oceń ten artykuł

Zobacz także
Wasze komentarze