Przemytnik Clint Eastwood

YouTube

Przemytnik. Clint Eastwood znów na filmowej trasie

2 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Dobrze znany reżyser filmowy zrobił się na starość ckliwy, ale nie stracił klasy. Jego najnowszy film „Przemytnik” zachwyca nieprzewidywalną akcją, charakterystycznym spojrzeniem z ukosa i niezwykłym motywem przebaczenia.  

Kilka dni temu polską premierę miał najnowszy film, którego produkcji podjął się nie kto inny jak Clint Eastwood. Historia, choć mało skomplikowana, zaskakuje pomysłowością scenariusza Nicka Schenka. W filmie nie znajdziemy brutalnych scen, pościgów, strzelanin czy morderstw. Opowieść w reżyserii Eastwooda, choć osadzona w klimacie kartelu narkotykowego, zgrabnie opowiada nie tyle o problemach gangu, co o wiele głębszych kwestiach życia człowieka i sensie istnienia. 

Widać, że jest to kino zrobione przez Eastwooda, który bądź co bądź ma już blisko 90 lat. Nie dosyć, że opowieść jest niezwykle dojrzała, to można powiedzieć, że aktor gra niejako samego siebie. Poznajemy Earla Stone’a, kiedy plajtuje jako hodowca kwiatów. Widzimy staruszka, zdającego sobie sprawę z tego, że zaniedbał kilkadziesiąt lat życia, poświęcając się karierze, a nie własnej rodzinie. W efekcie zwykła wizyta u wnuczki, w momencie gdy próbuje nadrobić stracone lata, kończy się kłótnią z byłą żoną i całą rodziną. To właśnie moment, w którym zawiązuje się cała historia, ponieważ młody chłopak proponuje Earlowi pracę, szmuglera narkotyków. Ten, zdesperowany przyjmuję ofertę, w efekcie czego staje się, jakkolwiek to brzmi, 90-letnim przemytnikiem na wielką skalę.  

Współczesne kino tęskni za Clintem Eastwoodem. Powraca on w wielkim stylu w historii, która choć nie ma fajerwerków, jest klasyczna i nie stroni od dojrzałego humoru czy wielu kinowych smaczków. To film, który możemy oglądać z uśmiechem przy każdej kolejnej scenie, widząc w nim współczesnego Williama „Billa” Munny na współczesnym Dzikim Zachodzie. To również historia o dwóch pokoleniach, które, choć nigdy do końca się nie zrozumieją, mają w gruncie rzeczy podobne problemy. Widzimy starego szmuglera i młodego policjanta – agenta DEA, którzy tak samo nie mają czasu dla swoich bliskich i zaniedbują życie rodzinne. Choć są wrogami, widzimy nawet w końcowej scenie (tutaj mały spoiler), że rozmawiają ze sobą, życząc sobie tak naprawdę jak najlepiej, mimo że policjant wsadzał właśnie Earla za kratki.  

Przemytnik Clint Eastwood

YouTube

Lubię takie kino. Nie sposób nie nawiązać tutaj do Gran Torino, co zresztą Eastwood robi w wielu szczegółach (jak chociażby napis na tablicy rejestracyjnej, że Earl jest weteranem). Z początku bohaterowie nie są pozytywnie do siebie nastawieni, jednak po jakimś czasie nawet najwięksi wrogowie życzą sobie powodzenia. To wszystko sprawia, że „Przemytnik” jest filmem, który można oglądać z uśmiechem na twarzy i momentami ze łzami wzruszenia. Cała produkcja niesie wiele życiowych lekcji, których możemy słuchać twarzą w twarz z Clintem Eastwoodem. Ten zaś, niczym stały bywalec lokalnego pubu, siedzi naprzeciwko nas, popijając ulubione piwo. 

Zobacz także
Wasze komentarze