pixabay

fot. pixabay

Skąd biorą się w Polsce pumy i inne niebezpieczne zwierzęta?

Puma nie jest kotkiem, nawet jeśli od małego wychowywał ją człowiek; oswojenie nie oznacza udomowienia – powiedziała PAP dr hab. Marta Mendel, prof. SGGW. Jak podkreśliła, prywatny właściciel nie jest w stanie zapewnić pumie warunków potrzebnych jej do życia.

W ostatnich tygodniach w różnych częściach kraju pojawiły się zgłoszenia o dużych kotach, przypominających pumę, które błąkały się w lasach. W lipcu prawdziwą pumę schwytano w lesie na Pomorzu Zachodnim; zwierzę trafiło do poznańskiego zoo, a służby podejrzewają, że uciekło z nielegalnej prywatnej hodowli. Od początku sierpnia trwa natomiast obława na dużego kota obserwowanego na północnym Mazowszu. Zwierzę było widziane m.in. przez myśliwych i policjantkę, a jego trop przesuwa się w kierunku Warszawy. Służby zakładają, że może pokonywać nawet 20–30 km dziennie.

Jednocześnie wokół „pum” narasta zamieszanie. Część zgłoszeń okazuje się fałszywymi alarmami albo żartami, co nie zmienia faktu, że służby muszą sprawdzać także te informacje, które brzmią nieprawdopodobnie.

Skąd biorą się w Polsce pumy i inne niebezpieczne zwierzęta? Dlaczego ludzie chcą trzymać je w prywatnych hodowlach? Czy puma wychowana przez człowieka jest bardziej, czy mniej niebezpieczna od dzikiego osobnika? I czy polskie lasy mogą stać się dla niej całkiem wygodnym miejscem do życia? O tym PAP rozmawiała z dr hab. Martą Mendel, prof. SGGW, lekarzem weterynarii.

Mira Suchodolska (PAP): Zacznijmy od rzeczy, która w całej historii z pumą wydaje się najbardziej zdumiewająca. Po co człowiekowi puma? Co widzi w takim zwierzęciu?

Dr hab. Marta Mendel, prof. SGGW: Na pewno fascynacja egzotyką, chęć posiadania zwierzęcia wyjątkowego, dla niektórych może to być prestiż. Ale także bardzo silne przekonanie właściciela, że stworzył ze zwierzęciem szczególną więź albo że będzie w stanie ją stworzyć. Historia pumy Nubii sprzed kilku lat jest tego potwierdzeniem.

Niemniej pamiętajmy, że oswajanie zwierzęcia jest procesem bardzo wymagającym, do którego potrzeba stworzenia warunków, które zaspokoją potrzeby fizjologiczne i behawioralne danego gatunku.

Jeśli już mówimy o Nubii: jej właściciel wychowywał ją od kociaka i był przekonany, że łączy ich wyjątkowa więź. Kiedy sąd zdecydował o odebraniu zwierzęcia, uciekł z nim do lasu, a potem został wolontariuszem w zoo, do którego puma trafiła. Przyznam, że wtedy sama sekundowałam jej opiekunowi, bo wydawało mi się okrutne, że zabiera mu się zwierzę, którym zajmował się od kociaka.

Musimy rozróżnić pojęcie oswojenia od udomowienia. To, że zwierzę jest wychowane od małego przez człowieka, absolutnie nie oznacza udomowienia. Oswojenie dotyczy pojedynczego osobnika. Udomowienie jest wielopokoleniowym procesem obejmującym zmiany genetyczne, fizjologiczne i behawioralne całej populacji. Puma wychowana od małego przez człowieka może być oswojona, ale nie staje się zwierzęciem domowym.

W przypadku obłaskawienia czy oswojenia chodzi o to, że dzikie zwierzę przestaje postrzegać w człowieku naturalne zagrożenie. Puma naturalnie nie zbliża się przecież do siedlisk człowieka. Nie szuka kontaktu.

Czyli puma może naprawdę przywiązać się do człowieka, ale człowiek może tę więź źle zinterpretować?

To jest raczej więź, która tworzy się poprzez wspólne przebywanie. Natomiast nie możemy w stu procentach powiedzieć, że puma, która wobec właściciela zachowuje się łagodnie i nieagresywnie, jest zwierzęciem w pełni przewidywalnym.

W sytuacji silnego stresu może zareagować zupełnie inaczej, nawet na swojego właściciela. I nie musimy szukać przykładów wśród dzikich, nieudomowionych zwierząt – przecież w skrajnych przypadkach coś podobnego może się zdarzyć nawet z psem, którego traktujemy jak domownika.

pixabay
Fot. Sabolaslo!/pixabay

A co się dzieje, kiedy taka oswojona puma ucieknie?

Zwierzę, które w warunkach domowych czy hodowlanych, traktujemy jako obłaskawione, może zachować się zupełnie inaczej, kiedy znajdzie się na wolności. Nie można zakładać, że przypadkowe spotkanie albo próba interwencji z udziałem człowieka, który nie jest właścicielem, nie wywoła agresji.

Rozumiem empatię i zaangażowanie, które sprawiają, że właściciel traktuje takie zwierzę jak członka rodziny. Niemniej nie wolno nam zapominać, że to są dzikie gatunki, zdecydowanie nieprzeznaczone do tego, żeby dzielić z nami najbliższą przestrzeń. Były przypadki, kiedy niedźwiedź wychowywany od oseska zaatakował i w konsekwencji zabił swojego właściciela.

Porozmawiajmy o dobrostanie takich „dzikusów”. Właściciel może powiedzieć: „moja puma jest nakarmiona, ma wybieg, ma mnie, jest szczęśliwa”. Czego w takim rozumowaniu brakuje?

Największym wyzwaniem jest właśnie pojęcie dobrostanu. Nie sprowadza się go tylko do tego, żeby zwierzę było dobrze nakarmione i miało odpowiednią relację z właścicielem. Dobrostan to również możliwość realizowania zachowań właściwych dla danego gatunku.

W przypadku pumy to między innymi eksploracja rozległego terenu. Puma jest gatunkiem wędrownym, przemierza codziennie nawet kilkadziesiąt kilometrów. Nikt nie zapewni takich warunków hodowlanych. To zwierzę ma potrzebę ukrywania się, znakowania terenu, wspinania się, obserwowania otoczenia.

I najważniejsze: realizowania sekwencji zachowań łowieckich. Dlatego uważam, że puma jest bardzo dobrym przykładem na to, że w hodowli prywatnej zdecydowanie nie jesteśmy w stanie zapewnić jej wszystkich wymagań dobrostanowych.

Czyli nawet bardzo duży prywatny wybieg nie załatwia sprawy?

Nie. Sam rozmiar wybiegu nie oznacza jeszcze, że zwierzę ma zapewnione wszystko, czego potrzebuje. Musimy patrzeć na jego naturalne zachowania i potrzeby.

A skąd w ogóle takie zwierzęta biorą się w Polsce? Przecież puma nie przylatuje samolotem na Okęcie.

Jednej drogi naprawdę chyba nie sposób dzisiaj wskazać. Droga lotnicza jest tą, na której służby celne mają najłatwiejszą możliwość kontroli i wykrywania prób przemytu. Natomiast nie stawiałabym koniecznie na kierunek wschodni wskazywany nierzadko w doniesieniach medialnych.

Zaraz po wybuchu wojny na Ukrainie przez kilka miesięcy wprowadzono nadzwyczajne uproszczenie procedur CITES, czyli procedur określonych przez międzynarodową konwencję regulującą handel dzikimi zwierzętami i roślinami gatunków zagrożonych, której celem jest zapobieganie sytuacji, w której handel zagraża przetrwaniu gatunków. Już w czerwcu 2022 r. powrócono jednak do zasad ogólnych.

Natomiast w przypadku Nubii wiemy, że została kupiona w Czechach. Myślę, że największym problemem jest po prostu rynek zwierząt egzotycznych. Istnieje tak długo, jak długo istnieje popyt, a więc ludzie, którzy chcą mieć coś niezwykłego. Sprzedaży sprzyjają też internet i możliwości komunikacji pozostawiającej mniej śladu.

A ile takich zwierząt może być w prywatnych rękach?

Tego właśnie nie wiemy. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, w Polsce dla najbardziej niebezpiecznych gatunków istnieje zakaz ich utrzymywania przez osoby prywatne. Wyjątki dotyczą m.in. ogrodów zoologicznych, placówek naukowych, azyli czy ośrodków rehabilitacji, które mają odpowiednie pozwolenia i są nadzorowane przez wyznaczone do tego organy.

Tak więc, skoro prywatne posiadanie jest zakazane, nie możemy mówić o systemie ewidencji, który pozwalałby nam dokładnie wiedzieć, ile takich zwierząt znajduje się w Polsce. Dowiadujemy się o nich zazwyczaj wtedy, kiedy dochodzi do interwencji.

Czy kiedyś było łatwiej?

Do 2021 r. z wyjątkowego zezwolenia mogły korzystać również cyrki. Zdarzało się, że ludzie próbowali posługiwać się tą możliwością, rejestrując działalność gospodarczą i deklarując działalność cyrkową, której później faktycznie nie prowadzili. W ten sposób uzyskiwali zgodę na posiadanie takich zwierząt.

Przenieśmy się na Mazowsze. Od kilku tygodni trwają poszukiwania pumy. Nawiasem mówiąc, czasami zastanawiam się, czy ta puma naprawdę istnieje, czy zaczęła już żyć własnym życiem w naszej wyobraźni. Zwłaszcza że puma potrafi podobno pokonać nawet 30 km dziennie. Czy polski las w ogóle jest dla niej odpowiednim miejscem?

Puma jest dość plastycznym ekologicznie gatunkiem. Naturalnie występuje na ogromnych obszarach obu Ameryk, co pokazuje, jak dobrze potrafi dostosować się do różnych warunków klimatycznych.

Sam polski klimat nie musi być zagrożeniem dla zdrowego, silnego osobnika. Ważniejsze jest to, czy będzie mógł zdobywać pokarm. A polskie lasy są dość bogate w sarny, jelenie, dziki, a także mniejsze ssaki.

Pamiętając o tym, że puma jest oportunistycznym dużym drapieżnikiem, myślę, że zdobycie pokarmu nie powinno być dla niej problemem. Lubi się czaić i atakować z zaskoczenia, a przy naszym zróżnicowanym krajobrazie, z lasami gęstszymi i rzadszymi, miałaby okresowo całkiem dobre warunki.

Oczywiście mówimy o zdolności adaptacji pojedynczego zdrowego osobnika. Jedna zbiegła puma nie stworzy populacji i nie będzie w stanie w dłuższej perspektywie funkcjonować jako gatunek na tym terenie.

To teraz pytanie, które pewnie najbardziej interesuje ludzi spacerujących po lesie: czy puma może zaatakować człowieka?

Słyszałam określenie „puma ludojad” i wolałabym, żebyśmy go nie rozpowszechniali. Puma generalnie unika ludzi. W jej naturalnym behawiorze nie leży podchodzenie do ludzkich siedlisk.

Natomiast zwierzę, które zostało wychowane przez człowieka i przez dłuższy czas przebywało blisko ludzi, może mieć zmniejszony dystans ucieczki. Może mieć utrwalone przekonanie, że człowiek nie stanowi zagrożenia. I to paradoksalnie może zwiększać ryzyko kontaktu, bo nie ma naturalnego instynktu odsuwania się od pojedynczych ludzi.

Nie oznacza to, że oswojona puma będzie polowała na ludzi. Człowiek nie jest jej typową zdobyczą, a ataki pum na ludzi są bardzo rzadkie, choć oczywiście zdarzały się przypadki zakończone śmiercią człowieka. Trzeba więc ważyć słowa: nie lekceważyć zagrożenia, ale też przekazywać faktyczne informacje o zachowaniu zwierzęcia.

>>> Wchodzą w życie przepisy zakazujące patostreamingu

pixabay
fot. pixabay/LapineBlanche

Co w takim razie może sprawić, że puma zaatakuje?

Osaczenie to jest stres. Zranienie to jest stres. Ale również głód jest stresem. Odcięcie drogi ucieczki również. To są sytuacje, kiedy reakcja może być nietypowa, nawet u zwierzęcia oswojonego przez człowieka.

Czyli człowiek może stworzyć sytuację zagrożenia, nawet jeśli wcale nie zamierza podejść do pumy z agresją?

Tak. Dlatego tak ważne jest, żeby nie próbować skracać dystansu i nie odbierać zwierzęciu możliwości ucieczki.

A nasze psy? Jeśli wiemy, że w okolicy może być puma, możemy spokojnie iść z psem do lasu?

Nasze psy puszczone luzem w lesie są w takiej sytuacji w niebezpieczeństwie. Mały czy średniej wielkości pies mógłby zostać zaatakowany. Natomiast większy pies z kolei może próbować sprowokować konflikt, podejmując pogoń za pumą.

Jeżeli wiemy, że na danym terenie takie zwierzę jest poszukiwane, trzeba zachować dużą ostrożność.

Jest jeszcze druga strona takich historii. Czasami człowiek naprawdę coś widzi, ale nie potrafi tego nazwać. I tu dochodzimy do jeżozwierzy z Łomianek. Dwa zostały złapane, trzeci prawdopodobnie nadal gdzieś się ukrywa.

I właśnie dlatego nie powinniśmy z góry lekceważyć doniesień, z którymi ludzie się zgłaszają. Skupiłyśmy się dzisiaj na pumie, ale przypadek jeżozwierzy z Łomianek dobrze pokazuje, że takie zgłoszenia od przypadkowych obserwatorów mają dużą wartość.

Czasami ludzie mogą nawet nie potrafić nazwać zwierzęcia, które przypadkowo spotkali. Takie akcje jak poszukiwania jeżozwierza czy pumy angażują przecież spore siły. Nie można jednak z góry zakładać, że zgłoszenie jest pomyłką tylko dlatego, że brzmi nieprawdopodobnie.

Tylko jak odróżnić prawdziwą obserwację od sytuacji, w której nasz mózg po prostu dopowiada sobie historię? Jeśli wszyscy mówią „puma”, a my w lesie widzimy coś dużego i jasnego…

Jeżeli czegoś się spodziewamy, nasz mózg bardzo łatwo dopasowuje obraz do tego, czego oczekujemy. Przy pojedynczej, krótkiej obserwacji można się więc pomylić.

Jeżeli wszyscy wokół mówią, że gdzieś jest puma, a my idziemy do lasu z myślą, że też ją zobaczymy, możemy zinterpretować jakiś nietypowy kształt jako pumę. Dlatego trzeba zachować ostrożność także w drugą stronę i nie ogłaszać od razu, że każde duże zwierzę widziane w lesie jest pumą.

Załóżmy jednak, że tym razem mamy pewność i naprawdę widzimy pumę. Co robimy?

Nie podchodzimy. Nie próbujemy sprawdzać z bliska, czy rzeczywiście jest to puma. Jeżeli jesteśmy w bezpiecznej odległości, można zrobić zdjęcie czy krótki film, ale nie warto ryzykować dla lepszego ujęcia. Selfie odpada.

Kto powinien wtedy zareagować? Policja, straż pożarna, leśnicy, weterynarz?

To zależy od sytuacji, ale potrzebna jest współpraca różnych instytucji. Mogą być zaangażowane policja, straż pożarna, samorząd, służby leśne, organy podlegające Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, w miastach straż miejska, a także zazwyczaj lekarze weterynarii.

Najważniejsze jest najpierw zabezpieczenie ludzi, a później ustalenie, co zrobić ze zwierzęciem. Przy takim zdarzeniu nie wystarczy jedna osoba czy jedna instytucja.

A jeśli puma zostanie złapana? Co dalej się dzieje z takim zwierzęciem?

Jeżeli jest to tylko możliwe, zwierzęta dzikie powinny trafiać od właściciela do ośrodków interwencyjnych. Najważniejsze jest zapewnienie im miejsca, w którym będą mogły bezpiecznie funkcjonować i mieć warunki odpowiednie dla swojego gatunku.

Na koniec wróćmy do człowieka. Gdyby przyszła do pani osoba i powiedziała: „Marzę o pumie. Mam ogród, pieniądze, zrobię jej wybieg, będę ją kochać” – co by jej pani powiedziała?

Jeśli naprawdę kochamy zwierzęta, musimy myśleć o ich potrzebach, a nie tylko o tym, czego my chcemy. Czasami odebranie zwierzęcia właścicielowi i umieszczenie go w odpowiednim ośrodku jest właśnie tym, co możemy dla niego najlepszego zrobić.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Wybrane dla Ciebie

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze