fot. Youtube/Netflix Polska
Świąteczna wizyta w Norwegii [RECENZJA]
W zalewie świątecznych produkcji niełatwo wyłuskać coś wartego uwagi. Przychodzę więc z pomocą – i z całego serca polecam Wam obejrzeć w święta serial „Facet na święta”. Właśnie pojawił się trzeci sezon tej norweskiej produkcji Netflixa.
Niektórzy z Was mogą pewnie kojarzyć ten serial – nie jest bowiem nowy. Pierwszy sezon pojawił się w 2019, kolejny rok później – i myślałem, że to już koniec tej historii. Nieoczekiwanie w tegorocznym sezonie świątecznym zaproponowano nam trzecią odsłonę „Faceta na święta”, której akcja dzieje się pięć lat po wydarzeniach z drugiej serii. Jeśli ktoś nie widział poprzednich odsłon – to warto nadrobić i je obejrzeć (to tylko dwa sezony po 6 półgodzinnych odcinków, trzeci sezon ma osiem epizodów). W zalewie świątecznych produkcji, które są do siebie łudząco podobne – norweska propozycja Netflixa jest czymś świeżym, ożywczym. Była tym i pięć lat temu, i jest też dzisiaj. Bo choć to serial ze sznytem komediowym i istotnym wątkiem romantycznym – to nie można go zaklasyfikować jako komedii romantycznej. Jest bowiem lepiej, ciekawiej, niebanalnie i z głębią.
A o czym jest „Facet na święta”? O Johanne, singielce, która podczas kolacji adwentowej (pierwszy sezon) oświadcza rodzinie, że ma chłopaka. Tyle że… go nie ma. Ma więc 24 dni na znalezienie kogoś, z kim przyjdzie na rodzinną, świąteczną kolację. Trwają wiec poszukiwania, pojawiają się kolejni kandydaci, a Johanne wpada przy tym czasem w niezłe tarapaty. Ale choć tytuł sugerowałby, że to właśnie szukanie owego faceta jest głównym wątkiem serialu – to jednak tak nie jest. Perypetie miłosne Johanne są motywem przewodnim, i to każdego sezonu. Napędzają akcję – ale wbrew pozorom nie stanowią jej istoty. Paradoksalnie służą jedynie uwypukleniu głębszych rzeczy, do których dochodzi w kolejnych Adwentach główna bohaterka. Dla mnie to serial przede wszystkim o rodzinie, tej biologicznej i tej z wyboru. O budowaniu trwałych, głębokich relacji. I o cudzie bożonarodzeniowym, do którego dochodzi przy świątecznym stole. Gdybym sam miał nadać tytuł tej produkcji, to nazwałbym ją pytaniem: „Jak zjednać rodzinę?”. Johanne nie jest idealna, popełnia różne błędy, daje się wpuścić w maliny. Ale jest przy tym bardzo rodzinna, zależy jej na innych. Gdy widzi ludzką słabość, samotność, smutek – to stara się im zaradzić. I w ten sposób za jej sprawą wydarzają się wigilijne cuda. Trudno nie uronić przy nich choć jednej łzy. A w trzecim sezonie ze zdwojoną siłą dobro powróci do samej Johanne. Nie spoileruję finału sezonu (a może i serialu), ale zdecydowanie się przy nim wzruszyłem.

To trochę opowieść o rodzinie rozbitej, którą główna bohaterka próbuje poukładać jak puzzle, nawet jeśli poszczególne elementy zdaja się do siebie nie pasować. To historia pełna ciepła, ale nieprzesłodzona – jak typowe świąteczne filmy. W historii Johanne nie brakuje goryczy, czasem bywa bardzo gorzko. Bo jest to też historia bardziej prawdziwa od tych bajkowych opowieści, których tonami częstuje nas każdy sezon przedświąteczny. Będzie dużo humoru, często bardzo specyficznego, skandynawskiego. I będzie też dużo świątecznej atmosfery – jednak jesteśmy na północy, gdzie łatwiej o białe święta. I będzie też trochę inaczej niż u nas – Norwegia to kraj protestancki, z innymi tradycjami świątecznymi – doceniam wartość poznawczą tej produkcji! Dla tych wszystkich cech warto sięgnąć po historię Johanne i jej rodziny oraz przyjaciół (choć to niedługa historia, to nawet poboczni bohaterowie mają swoje wątki). To dobry serial na święta w rodzinnym gronie. Obejrzyjcie – albo tylko trzeci sezon, albo (najlepiej) cały serial.
Aha, jeszcze jedno. Na Netfliksie możecie trafić też na dwie inne produkcje świąteczne o 30-letnich singielkach, pielęgniarkach, które mają 24 dni na znalezienie chłopaka. Jedna jest z Włoch, druga z RPA. Opowiadają… tę samą historię co „Facet na święta”. To po prostu ten sam scenariusz – zaadaptowany do innych realiów. Tych seriali nie oglądajcie, nie wciągają tak jak oryginał. „Facet na święta” ma urok właśnie w swoim norweskim wydaniu.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Gdy mrok ogarnął Krainę Oz. O „Wicked: for good”[RECENZJA]
Gdzie kończy się idealizm, a zaczyna krzywda? „Ministranci” stawiają niewygodne pytania [RECENZJA]
Leon XIV – kulisy konklawe i wyzwania pontyfikatu [RECENZJA]






Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny