fot. FRANCISCO GENTICO/PAP/EPA

„Pierwsza pomoc” dla migrantów. Wolontariusze na Lampedusie opatrują wyciągniętą z wody kobietę/fot. FRANCISCO GENTICO/PAP/EPA

Przybysz o twarzy Chrystusa [MISYJNE DROGI]

Znajdujemy się obecnie – zarówno w skali globalnej, jak i krajowej – w bardzo newralgicznym momencie, kiedy wykuwa się nasza społeczna reakcja względem „obcego”, który do nas przybył, wśród nas zamieszkał i będzie mieszkał w przyszłości. To także autentyczny test wartości, które są dla nas istotne.

Zjawiska związane z migracjami będą w najbliższych dekadach należeć do najważniejszych społecznych wyzwań. W naszym kraju ma to szczególny wyraz: przyzwyczajeni do jednego migracyjnego kierunku – z Polski na Zachód – doświadczamy od jakiegoś czasu nowej sytuacji. Oto i Polska staje się atrakcyjnym miejscem dla imigrantów, poszukujących możliwości poprawy swojego statusu materialnego. Bestialstwo wojennego terroru w Ukrainie, zmuszające tak wiele osób do opuszczenia swoich domostw, nadało tym zjawiskom jeszcze dodatkowy, dramatyczny wymiar. Nie można także zapomnieć o humanitarnym kryzysie na granicy polsko-białoruskiej, gdzie od 2021 roku zginęło – wedle dostępnych danych – ponad 100 osób.

Zmuszeni do migracji

Doświadczane przez nas zjawiska nie są wyjątkowe w skali globu. Jak szacują agendy ONZ, ponad 300 milionów ludzi (około 3,7% światowej populacji) nie żyje obecnie w państwach, w których się urodzili (dla porównania: w roku 1990 były to 154 miliony – 2,9% ówczesnej populacji). Przyczyny tych migracji są różne – ale zatrważający jest gwałtowny wzrost liczby osób, które do migracji zostały zmuszone poprzez konflikty zbrojne, prześladowania czy inne naruszenia praw człowieka. Według UNHCR (Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych do spraw Uchodźców, jedna z agend ONZ) pod koniec 2025 roku ich liczba wynosiła niemal 118 milionów (z czego 69 milionów to migranci przymusowi, przesiedlający się w ramach tego samego państwa). Dla porównania – jeszcze piętnaście lat temu (w roku 2011) ta liczba wynosiła 38 milionów. Kiedy papież Franciszek wspominał wielokrotnie o toczącej się „trzeciej wojnie światowej w kawałkach”, nie była to retoryczna sztuczka, lecz trzeźwy opis rzeczywistości. Znajdujemy się obecnie – zarówno w skali globalnej, jak i krajowej – w bardzo newralgicznym momencie, kiedy wykuwa się nasza społeczna reakcja względem obcego, który do nas przybył, wśród nas zamieszkał i będzie mieszkał w przyszłości. To także autentyczny test wartości, które są dla nas istotne – i rewizja aksjologicznych fundamentów naszego życia społecznego. Tu nie chodzi tylko o „nich”, ale także o „nas”. W Orędziu na Światowy Dzień Migrantów i Uchodźców w 2019 roku papież Franciszek niczym refren powtarzał: „Chodzi nie tylko o migrantów: chodzi o nasze człowieczeństwo”.

Kościół – rzecznik braterstwa

Zapewne warto o tym pamiętać: nasz stosunek do uchodźców z Ukrainy, migrantów z innych państw czy próbujących dotrzeć do naszego kraju przez granicę polsko-białoruską niewiele mówi o przybyszach – za to sporo mówi o nas samych i wartościach, które praktykujemy. W encyklice Magnifica humanitas papież Leon XIV przypomina, że „jednym z decydujących sprawdzianów sprawiedliwości społecznej pozostaje dziś sytuacja migrantów, uchodźców i wszystkich tych, którzy zmuszeni są do przemieszczania się z powodu biedy, przemocy, zmian klimatycznych i katastrof środowiskowych. Sposób, w jaki społeczeństwo ich traktuje, pokazuje, czy jego rozumienie sprawiedliwości opiera się na strachu, czy też braterstwie” (MH, 81).

fot. EPISKOPAT NEWS
Modlitwa z okazji Światowego Dnia Migranta i Uchodźcy w Warszawie/fot. EPISKOPAT NEWS

W kształtowaniu roztropnej, a nade wszystko humanitarnej odpowiedzi na wyzwania migracyjne niezwykle istotny jest głos instytucji religijnych – i zaangażowanie osób, traktujących na poważnie zawarte w Ewangelii wg św. Mateusza kryterium zbawienia: „Byłem przybyszem, a przyjęliście mnie” (MT 25,35). Nie jest żadnym odkryciem stwierdzenie, że tematyka migracyjna jest w bardzo brutalny sposób instrumentalizowana przez polityków (nie tylko w Polsce). Cyniczne rozpętywanie antymigracyjnych nastrojów pozwala na mobilizację elektoratów i zarządzanie strachem. Wiele przykładów mogliśmy zobaczyć w ostatnim czasie – dość wspomnieć tworzoną przez polityków panikę moralną i gwałtowne protesty przeciwko powstawaniu centrów integracji cudzoziemców, mających służyć nauce języka polskiego, polskiego prawa, zwyczajów i kultury (ośrodki te prowadzone są także przez Caritas). Jak pisał niegdyś Jan Paweł II: „Kiedy zrozumienie tego problemu [migracji] utrudniają przesądy i ksenofobia, Kościół musi wystąpić jako rzecznik braterstwa, wspierając swoje nauczanie gestami, które dają świadectwo prymatu miłości”

Obowiązek gościnności

Wciąż chyba wielu z nas nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wielkim orędownikiem praw uchodźców i migrantów był Jan Paweł II, który zainaugurował zwyczaj przygotowywania specjalnych orędzi na obchodzony już od 1915 roku w Kościele katolickim Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy (przypada corocznie w ostatnią niedzielę września). W jednym z nich kategorycznie przypominał, że „dla chrześcijanina okazywanie życzliwości i solidarności obcokrajowcowi jest nie tylko nakazem zwykłej ludzkiej gościnności, ale też konkretnym obowiązkiem wynikającym z wierności nauczaniu Chrystusa”. Później dodawał: „Jakże mogliby ochrzczeni twierdzić, że przyjmują Chrystusa, jeżeli zamykają drzwi przed cudzoziemcem, który do nich przychodzi?”.

fot. ALEKSANDRA WALAS/SANT'EGIDIO POZNAŃ
fot. ALEKSANDRA WALAS/SANT’EGIDIO POZNAŃ

Co ważne, te chrześcijańskie obowiązki dotyczą również tych migrantów, których w debacie publicznej określa się mianem „nielegalnych”. Polski papież wskazywał: „Dzisiaj nielegalny imigrant staje przed nami jako ów «przybysz», w którym Jezus pragnie zostać rozpoznany. Obowiązek gościnności oraz wierność własnej chrześcijańskiej tożsamości nakazują przyjąć go i okazać mu solidarność”. I profetycznie dodawał, przewidując próby rozmywania chrześcijańskiej doktryny głosami, że „to były inne czasy” czy „teraz są inne warunki”: „Nakaz zawarty w słowach Jezusa: «byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie» (MT 25,35) pozostaje całkowicie  w  mocy w każdych okolicznościach i jest wyzwaniem dla su-mienia wszystkich, którzy chcą iść Jego śladami”.

Kain czy Dobry Samarytanin?

Oczywiście, relacje międzykulturowe nie zawsze są proste i łatwe – wymagają wysiłku zarówno ze strony przyjmującej, jak i przybywającej. Punktem wyjścia – zarówno działań integracyjnych, jak i chrześcijańskiego rozumienia relacji z cudzoziemcem – jest jednak postawa gospodarza, który ma świadomość niezbywalnej godności każdego człowieka. Chrześcijański stosunek do przybyszów wyraża się czasem za pomocą dwóch ikonicznych postaci: Kaina i Dobrego Samarytanina. Ten pierwszy odpowiada Bogu słynnym zawołaniem „Czyż jestem stróżem brata mego?”. W encyklice Evangelium vitae Jan Paweł II pisze: „Kain nie chce myśleć o bracie i odrzuca odpowiedzialność, którą każdy człowiek ponosi za bliźniego”, odnosząc tę sytuację także do odrzucania solidarności z imigrantami. Postawa Kaina ma być przestrogą przed wygodą obojętności. Zupełnie inną perspektywę przyjmuje Dobry Samarytanin, który zawiesza codzienną rutynę i spieszy z pomocą słabszemu, zepchniętemu na społeczny margines. Nie ma znaczenia narodowość czy religia osoby potrzebującej wsparcia, „miłość nie dba o to, czy ranny brat jest stąd czy stamtąd” – pisze, przywołując tę przypowieść, Franciszek w encyklice Fratelli tutti. I dodaje: „Każdego dnia stajemy przed wyborem: czy być miłosiernymi Samarytanami, czy też obojętnymi podróżnikami, mijającymi z daleka”.

Relacja i integracja

Według badań CBOS w ostatnich trzech latach pierwszy raz w historii większość naszych rodaków deklaruje, że osobiście zna jakiegoś cudzoziemca mieszkającego w Polsce. Nasz stosunek do obcych nie ma już charakteru deklaratywnego, lecz wyraża się w konkretnych relacjach, które próbujemy (lub nie) budować z przybyszami. To na poziomie lokalnym, sąsiedzkich relacji, odbywa się prawdziwa integracja. To kluczowy „moment spotkania”. Warto na niego spojrzeć nie przez skłócającą nas optykę partyjnych przekazów, lecz jako na okazję do wdrażania praktycznych wymiarów troski o bliźnich. Zainteresowanie, deklaracja pomocy w razie potrzeby, czasem drobny gest – to wszystko w sytuacji migranta (a tym bardziej uchodźcy) może mieć kolosalne znaczenie. Przekonali się o tym wielokrotnie polscy emigranci – warto z tego doświadczenia korzystać. Ponad 2,3 mln cudzoziemców w Polsce to ponad 2,3 mln okazji na to, by niskim nakładem naszych sił krzewić w praktyce chrześcijański nakaz gościnności i solidarności. Fantastyczne otwarcie na potrzeby uchodźców z Ukrainy w 2022 roku uświadomiło wielu z nas, ile taka postawa nam samym daje radości.

fot. OMI UKRAINA
Oblaci również włączają się w pomoc potrzebującym/fot. OMI UKRAINA

W chrześcijańskim nauczaniu powtarza się, że w przybyszu winniśmy rozpoznać przychodzącego do nas Chrystusa. Być może dla części osób brzmi to jakoś idealistycznie, nierealnie. Kiedyś jedna kobieta z Ukrainy, która kilka tygodni wcześniej uciekła z dziećmi do Polski, opowiadała mi o sytuacji, której doświadczyła na placu zabaw. Patrzyła na swoje dzieci, myślała o mężu i bliskich pozostawionych w Ukrainie, spadła na nią cała beznadzieja własnej sytuacji i zaczęła płakać. I wtedy podeszła do niej nieznajoma Polka, objęła ją, wyjęła chusteczki i zaczęła obcierać jej twarz z łez. Historia świętej Weroniki może się – niemal literalnie – odtwarzać i dziś.

>>>Tekst pochodzi z „Misyjnych Dróg”. Zamów prenumeratę<<<

„Wystarczy dobry człowiek, by pojawiła się nadzieja” – pisał papież Franciszek w Laudato si’. Jeden człowiek, jego postawa, od tego zaczyna się też nasze spotkanie z przybyszami. Kto zamiast rozliczać ich z wyobrażonych (i zwykle nieprawdziwych) „przywilejów” wchodzi z nimi w realne interakcje, ten ma szansę dostrzec, że w tych spotkaniach może się dziać prawdziwa Ewangelia. A czytelnicy tego tekstu wiedzą doskonale, że kiedy „dzieje się Ewangelia”, wszyscy dzięki temu jesteśmy szczęśliwsi.

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze