Grzegorz Ryś

PAP/Grzegorz Michałowski

Ryś na Wielki Post: rozważania „Mocy wiary”, część 4

12 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Ostatnia część „Mocy wiary”, do której zaprasza nas arcybiskup Ryś, jest inna niż wszystkie. Z technicznego punktu widzenia przede wszystkim dłuższa, bardziej rozbudowana. Wymagająca od nas wielkiego skupienia, ale zaręczam – warto! „Ciasna brama i wąska droga” buduje chrześcijanina. Od stóp po czubek głowy.  

Pierwszy rozdział tej część to „Wzorcowa ewangelizacja”. Ta pierwsza, Jezusowa, była wzorcowa, bo wyznaczyła zasady każdej następnej (po tę dzisiejszą). Jakie to zasady? Po pierwsze „wędrował przez miasta i wsie” – to zasada wciąż przypominana nam przez papież Franciszka. To konieczność wyjścia do ludzi. Jak podkreśla arcybiskup Ryś: „Jezus nie oczekuje, że ludzie przyjdą do Niego. Sam do nich wychodzi. Jest nieustannie w drodze. Nie dlatego, że tak lubi, że ma takie temperament i jest towarzyski. Jest w drodze, gdyż taka jest odczytana przezeń wola Boga”. „Obowiązuje nas wyjście” przypomina.  

Znasz adres Bożego Królestwa?  

Po wtóre – Jezus nie „wędruje” sam. Towarzyszą Mu pierwociny Kościoła: Dwunastu i kilka kobiet. Bo ewangelizuje zawsze Kościół. Nie ma ewangelizacji w pojedynkę, to nie jest dzieło prywatne i indywidualne. „Nawet Jezus potrzebuje Kościoła, kiedy wychodzi do misji” podkreśla abp Grzegorz Ryś. I po trzecie – Jezus nie „opowiada” o królestwie Bożym, nie „wykłada” teoretycznie jego zasad. Jezus ogłasza jego obecność wśród ludzi. Przecież dopiero wtedy jest ono Dobrą Nowiną. Nie chodzi o to, by opowiadać o Królestwie Bożym, chodzi o to, by do niego zaprosić. „Znacie adres?” pyta nas nasz rekolekcjonista.  

Abp Ryś pokazuje nam też wielowymiarowość Kościoła i wiele form realizacji jego misyjności. Bo gdy w jednym rozdziale mówi nam o jego wspólnotowości, to już w następnym przypomina słowa Franciszka: „Pytanie o serce – mówił papież – jest ważniejsze od pytania ile i co robimy dla Kościoła. Od jakiejkolwiek naszej aktywności ważniejszy jest stan naszej osobistej relacji z Jezusem! Co nas z Nim łączy? Kim on jest dla naszego serca, nie tylko dla intelektu?” 

Fot. Materiały Prasowe

Program Jezusa  

I dalej przypomina pytanie Franciszka: „Dopiero znając odpowiedź na to pytanie, można zadawać następne. A te mają charakter personalny. Co znaczy być pasterzem według Serca Jezusowego? Jaki jest pasterski/pastoralny „program” Jezusa? Można go zebrać w trzech słowach: wyjść – wyłączyć – ucieszyć się!”. A co zrobić, by wyjść? Tu, abp Ryś, daje nam konkretne (nie zawsze łatwe) wskazówki:  

1. Przestać myśleć wyłącznie o sobie i o swojej wspólnocie, którą znam i w której mi dobrze. Zobaczyć cel Kościoła poza nim. 
2. Trzeba zaryzykować! Kto boi się ryzyka, kto ponad wszystko ceni sobie spokój i jakąkolwiek, ale stabilizację – nie wyjdzie. W wyjściu kryje się ryzyko porażki, fiaska, niezrozumienia, krytyki, może nawet odrzucenia i poranienia. W wyjściu może spotkać nas to, co spotkało Jezusa. Ale On uczynił wychodzenie swoim stylem bycia… 

Co znaczy „włączyć” i „ucieszyć się”? 

Włączenie wynika z poprzedniego „wyjścia”, bo wychodzimy ku komukolwiek, kto w jakimś sensie pozostaje na zewnątrz. „Nie wychodzisz przecież ku niemu po to, żeby go osądzić i potępić. Nie po to, by mu triumfalnie i z satysfakcją ogłosić ekskomunikę” pisze Ryś. Czy aby na pewno tak nie robimy? Tak lubimy siebie nawzajem oceniać, przerzucać się argumentami – ale nie po to, by poznać prawdę, dojść do obiektywnych wniosków, ale żeby »wygrać«, »zaorać«. Zarówno w kwestiach religii, jak i w każdych innych. Nie bez przyczyny znane jest powiedzenie, że „gdzie dwóch Polaków, tam trzy opinie”. „Wychodzisz ku wykluczonemu i temu, który trzyma się z dala i ma dystans do Kościoła – by go zaprosić do środka i by mu towarzyszyć” pisze autor. A wtedy… w pełnej prawdzie i bez udawania możemy „ucieszyć się”, czyli przeżyć radość Ewangelii i zasiąść do uczty wydanej przez Ojca. „Podzielić Jego większą radość. Jeszcze raz odkryć, że człowiek nie jest „problemem”, lecz „szansą”. Może jeszcze nam się uda? Wyjść, włączyć, ucieszyć się? Mamy jeszcze tydzień, to sporo! 

Grzegorz Ryś

fot. archidiecezja.lodz.pl

Otworzyć dialog  

Istotnym rozdziałem tej części (ach, który takim nie jest) jest ten zatytułowany: „Przepraszam”. Tu abp Ryś przypomniał słowa Jana Pawła II wypowiedziane podczas jego pielgrzymki do Polski:  

Bardzo wielkim niebezpieczeństwem, o którym słyszę nie wiem, czy tak jest jest to, że ludzie się jakby mniej miłują w Polsce, że coraz bardziej dochodzą do głosy egoizmy, przeciwieństwa. Ludzie się nie znoszą, ludzie się zwalczają. To jest zły posiew. To nie jest Eucharystia, to nie jest od Chrystusa. I to trzeba przeobrazić…. Musi w świadomości wszystkich nas stanąć na pierwszym miejscu to, iż jest Ktoś, kto miłuje bezwzględnie. Nigdy się z tej miłości nie wycofuje” (1987 r., ul. Franciszkańska 3, Kraków).  

Abp Ryś mówi, że wiele razy do tych słów wraca: „Wszyscy, którzy dziś tworzymy życie naszego kraju (społeczne, polityczne, gospodarcze, kulturalne, kościelne) staliśmy wtedy pod tym oknem. Mieliśmy po kilkanaście, może dwadzieścia, może trzydzieści lat… Do dziś te słowa stoją na naszych półkach – zapisane w książkach, których wtedy nie mogliśmy nie kupić…” W tym rozdziale pisze o istocie przebaczenia: „wybaczenie udzielane z pozycji dobrego samopoczucia bezgrzeszności i nieomylności jest bałwochwalstwem, zarówno okłamywaniem siebie, jak i urąganiem bliźniemu”. I tu – dla mnie, zainteresowanego życiem publicznym w Polsce – słowa o kolosalnym znaczeniu: 

Ten, kto w Polsce jako pierwszy powie „przepraszam”, zacznie zupełnie nowy dyskurs. Na innym poziomie. Odpowiednio głębokim, sięgającym rzeczywistego dna podziałów. Każdy inny głos wydaje mi się raczej opowiedzeniem się po którejś ze stron wielotwarzowego sporu niż poszukiwaniem jedności. Jestem przekonany, że ten nowy dyskurs może się zacząć od Kościoła 

Uwierzcie mi, Drodzy Czytelnicy, że jest tu tyle rozdziałów, a każdy jest tak naprawdę piękną rozprawką o naszej wierze (jej podstawach, ale i zastosowania w codziennym życiu). Część „Ciasna brama i wąska droga” jest naprawdę przebogata! Pozwólcie, że kilka kolejnych pominę, by zostawić Wam i apetyt i ciekawość, by zajrzeć do książki „Mocy wiary” …  

A teraz… o trędowatych. Ale kto to tak naprawdę jest? Misyjnych (Czytelników i Przyjaciół misyjne.pl) ten rozdział na pewno zainteresuje! Abp Ryś przypomina w nim katechezę Franciszka, w której objaśniał Ewangelię o uzdrowieniu trędowatego (Mk 1,40-45). Tej katechezie towarzyszył wymowny znak – najbliżej papieża zasiedli wtedy imigranci z Afryki. I tu znowu, arcybiskup, mówi o tym, co w Kościele potrzebne w formie prywatnej, a co w formie wspólnotowej. „Pan nie oczekuje od nas gadaniny” pisze: „Wiara w przypadku każdego z nas nie jest jedynie naszą relacją z Bogiem – indywidualną, prywatną, osobną. Nie! Rozgrywa się we wspólnocie”. I potrzebuje świadectw. Świadectw czego? Wiary! Po prostu: „Człowiek jeszcze chwilę temu wykluczony staje się świadkiem. Ewangelizatorem. Posłanym. Właśnie tak!”. Kościół to nigdy nie jest stabilizacja oznaczająca trwanie dla trwania. Trzeba wejść w osobistą relację z Bogiem (jak we wcześniejszym pytaniu o nasze serce i relację z Jezusem), by zaraz wymagane było wyjście, spotkanie z Bogiem i dawanie świadectwa.  

Wielki Post - czas, gdy staramy się więcej przebywać ze Słowem Bożym. To dobry czas, by zajrzeć do "Mocy Wiary" arcybiskupa Grzegorza Rysia. Cykl misyjne.pl

Zdjęcie: abp Grzegorz Rys, fot. YouTube

Klucz do interpretacji Biblii  

Jakie to komplementarne wobec wcześniejszego „wyjść”, „włączyć”, „ucieszyć się”, prawda? Drogi Czytelniku – czujesz to? Bo ja tak! A kolejny rozdział: „Grzech zaniedbania” prowadzi nas w tym rozważaniu jeszcze dalej. Punktem wyjścia orędzia papieża na Wielki Post w 2017 r. była Jezusowa przypowieść o bogaczu i Łazarzu. Abp Ryś przyznaje, że przy tej przypowieści zawsze rozbijał się o jedno pytanie: „dlaczego właściwie ów bogacz został potępiony?”. Nie zrobił przecież niczego, co w prawie zakazane. Korzystał tylko ze swojego majątku, żyjąc wygodnie i przyjemnie. Czy to grzech? Otóż bogacz zostaje potępiony właśnie za to, czego nie zrobił! Nie zrobił żadnego kroku w kierunku leżącego na jego progu biedaka.  

„Dostajemy więc do ręki swoisty interpretacyjny klucz do Biblii. O czym jest Słowo? Na czym się koncentruje Jego porzucenie? Nie na przestępstwach. Nie na katalogowaniu złych czynów. Słowo uczy miłości. Na nią uwrażliwia. Do niej przynagla i uruchamia. Wyposaża. Wspomaga łaską (…) Słowo nie uczy przede wszystkim „niepostępowania źle”; uczy „postępowania dobrze”. uczy czynić dobro. Nie zaniedbać go, gdy się staje możliwe. Kluczem do Biblii jest przykazanie miłości”.

Właśnie owa obecność Słowa Bożego i otwarcie na Nie jest wspólnym mianownikiem ostatnich rozdziałów tej części „Mocy wiary”.  

Siła prostych środków 

W tym rozdziale abp Ryś przypomina nam fragment ewangelii wg św. Marka o uwolnieniu spod władzy demona młodego człowieka, którego ojciec przyprowadził do apostołów. Ci jednak nie byli w stanie „go wyrzucić”. Później apostołowie pytali go o to, dlaczego to się nie udało. On im odpowiedział: „Ten rodzaj można wyrzucić tyko modlitwą i postem”. Jego uczniowie okazali się bezradni nie dlatego, że zabrakło im jakichś niezwykłych „kwalifikacji duchowych”, jakiś szczególnych charyzmatów, albo że nie szukali nadzwyczajnych środków. Nie dali rady, ponieważ nie sięgnęli po najprostsze środki – modlitwę i post. Nie skorzystali z tego, co najbardziej dostępne. A czy my wykorzystaliśmy modlitwę i post w Wielkim Poście? Abp Ryś chce nas skłonić do refleksji, może nawet być naszym wyrzutem sumienia:   

„Czy nie jest właściwe tak, że najtrudniej jest nam sięgnąć po najprostsze środki? Nie przemawiają do nas swoją prostotą, zwyczajnością, „małością”, dostępnością. Każdy z nas potrafi się modlić. Podobnie jest z postem. Podjęcie go nie przekracza niczyich możliwości. Ale… kto jeszcze wierzy w moc postu? (…) Podobnie jest z modlitwą. Czy nie stała się w naszym życiu najbardziej lekceważonym narzędziem? Czy nie jako pierwsza pada ofiara naszego – także kościelnego – aktywizmu? Czy nie musi ustąpić miejsca wszystkim „ważniejszym” sprawom, które musimy „zrobić”? Ile mamy na nią czasu? I jakiego czasu?  

Przyznam, to pytania, na które także ja, w pokorze wobec Boga i siebie, muszę odpowiedzieć. A po co ta modlitwa? Autor „Mocy wiary” odpowiada już za chwilę: „Bo wiara rodzi się ze słuchania. Bo wiara jest odpowiedzią na Słowo. Bez słuchania Boga nie tylko nie rozwiązujemy żadnego z naszych problemów. My ich nawet ni potrafimy właściwie rozeznać” pisze łódzki metropolita. A obok słuchania niezwykle istotny jest dar widzenia. Tu rozważania opierają się na uzdrowieniu niewidomego z relacji ewangelisty Łukasza. Jak podkreśla abp Ryś – u Łukasza jest wiele fragmentów, które podkreślają, że wiara jest wzrokiem – widzeniem. Najmocniejszy z nich to zapewne historia uczniów idących do Emaus – ich oczy były „niejako na uwięzi”, bo Go nie rozpoznali (Łk 24,16).  

fot. pixabay.com

Wezwani do postu  

Do rozeznania istoty postu abp Ryś zaprasza nas również w rozdziale „Wezwani do postu”. Tam przypomina słowa z Ewangelii wg Łukasza: „Przyjdą dni, kiedy zapragniecie widzieć jeden dzień Syna Człowieczego, i nie zobaczycie”. „To dobry wstrząs na Wielki Post. Wybijający nas z pewności siebie, z uśpienia, z duchowego lenistwa, z zadufania, z przekonania, że wiara jest nam dana raz na zawsze, i to w stopniu najwyższym” pisze arcybiskup Ryś. Chrześcijanin mógłby bowiem wpaść w taki tor myślenia, wedle którego skoro należymy do Kościoła, którego „bramy piekielne nie przemogą” to w naszym życiu i doświadczeniu wiary nie ma już miejsca na zmaganie, pragnienie i oczekiwanie. „Zawsze światłość, nigdy ciemność. Zawsze poprawność i nieomylność, nigdy błąd. Zawsze cnota, nigdy grzech i wina. Zawsze pewność i słuszność, nigdy wątpliwość. Zawsze sytość, nigdy post” – mówi biskup i dodaje: „To prawda; Pan jest zawsze z nami. Czy to oznacza jednak, że z każdym złem sobie radzi? Albo że radzi sobie z nim równie łatwo?”  

Duchowa rewolucja 

Wielki Tydzień to czas wzmożonej modlitwy, to często czas naszej duchowej rewolucji (odnawianej może co roku, czasami może rzadziej). Abp Ryś w jednym z rozdziałów tej części „Mocy wiary” zaprasza nas do „Rewolucji w myśleniu”. Przypomina nam, jak wyglądać powinien Kościół – Kościół (który jak ludzie, którzy go tworzą) powinien być na „obraz i podobieństwo Boże”. Kościół, który upodabnia się do Niego, przejmuje Jego postawy, styl bycia i działania, sposób podejścia do ludzi (zwłaszcza odrzuconych). I gotów jest raczej podzielić z Nim osąd i odrzucenie, niż stępiać ostrze Ewangelii. Stosunek do grzesznika – pisze biskup – do człowieka uwikłanego w zło, szacunek dla kogoś, kogo grzech stał się sprawą publiczną, zdolność do spotkania z człowiekiem zniewolonym przez nałóg (…) – są prawdziwą miarą ewangeliczności naszych postaw: indywidualnych i wspólnotowych. Być może miarą najważniejszą.  

Wiele do przemyślenia. Wiele do zrobienia  

Och! Jakie to wielkie i zarazem piękne wyzwanie! Dla każdego z nas osobna (to ten prywatny wymiar wiary), jak i dla całego Kościoła (w wymiarze wspólnotowym). A żeby to robić – potrzebujemy Bożego Słowa – musimy Je i widzieć i Go słuchać (o narzędziach do słuchania i widzenia było w tej części wiele). A jak już będziemy i widzieć i słuchać, wtedy będziemy mogli wyjść, włączyć i się ucieszyć. Ta część „Mocy wiary” buduje nas w całości. Jeśli tylko uda nam się to wszystko zrealizować, będziemy mogli realizować Dobrą Nowinę w naszym życiu, w życiu Kościoła i wszystkich tych, których spotkamy. 

Zobacz także
Wasze komentarze