Fot. AFP PHOTO/flickr.com

Sea Watch. Prawo do ratunku

4 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

W ciągu ostatnich trzech lat uratowali ponad 37 tys. osób. Patrolują Morze Śródziemne, korzystając ze statków i samolotów, aby uchodźcy z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej bezpiecznie dotarli na ląd.

Silne fale rozbijają się o brzeg statku. Pogoda nie ułatwia życia załodze i uchodźcom uratowanym przed kilkoma dniami. Wieje porywisty wiatr, a temperatura jest niska. – Jesteśmy wdzięczni, że zostaliśmy wyciągnięci z tonącego pontonu. Jest jednak tak zimno, że nawet nie możemy się porządnie ogrzać. Chcielibyśmy już być w bardziej przyjaznym miejscu – mówi 9-letnia dziewczynka. Wszyscy migranci chcieliby być już na lądzie. Okazuje się, że nie jest to takie proste. Statku nie chce przyjąć żaden z europejskich portów.

Na ratunek uchodźcom
Załoga Sea-Watch 3 składa się z 22 osób. Większość z nich to wolontariusze, którzy poświęcają trzy tygodnie swojego wolnego czasu, aby działać na morzu. Są też osoby wyspecjalizowane, inżynierowie. Obecnie na pokładzie statku znajduje się grupa 32 migrantów, którzy starali się przedostać do Europy. To obywatele dziesięciu krajów, w tym sześć kobiet i dwoje dzieci. – Te wszystkie osoby to pasażerowie jednego pontonu, który zaczął przeciekać daleko od brzegu, kilkadziesiąt kilometrów od wybrzeża Libii. Ci ludzie w potrzebie, ludzie w sytuacji zagrożenia życia, zostali dostrzeżeni przez załogę samolotu – mówi Wojciech Bojanowski, reporter TVN24, który przebywa na statku.

Zamknięte porty
Żaden europejski port nie zgodził się jednak na to, aby ich przyjąć. Pomocy odmówiły Malta, Włochy, Hiszpania oraz Grecja. Względem osób ratujących uchodźców pojawiają się zarzuty, że pomagają w nielegalnej emigracji. To stawia pytanie gdzie jest granica między uczestniczeniem w przemycie ludzi, a ratowaniem ich przed pewną śmiercią. Załoga Sea Watch nie organizuje przecież transportu migrantów w państw Bliskiego Wschodu czy Afryki Północnej, ale ratuje tych, którzy znaleźli się na morzu w sytuacji kryzysowej. Kapitan statku przekonuje, że prawo międzynarodowe wręcz zobowiązuje go do udzielenia pomocy. Odmowa wsparcia musi budzić w tym przypadku oburzenie. – Jestem wściekły, naprawdę wściekły. Chciałbym, żeby ktoś, kto pisze do nas te maile z odmową, stanął twarzą w twarz z którąś z matek z dziećmi, które mamy tu na pokładzie, i powiedział: „Nie wpuścimy cię, masz zostać na tym statku”. Nie dałby rady. Łatwo się pisze takie wiadomości zza wygodnego biurka – mówi Kim Heaton-Heather, oficer pokładowy Sea-Watch 3.

Brakuje leków i jedzenia
Lekarze obecni na statku przyznają, że udzielanie pomocy medycznej migrantom w dłuższej perspektywie czasowej będzie utrudnione, bo potrzebny jest dostęp do lepiej zaopatrzonych placówek medycznych. Prognozy pogody są coraz gorsze. Załodze brakuje leków, jedzenia i paliwa, a wszystkie europejskie kraje leżące nad Morzem Śródziemnym odmówiły przyjęcia statku. Rozwiązaniem mogłoby być zwrócenie się do państw afrykańskich, aby udzieliły schronienia uchodźcom. To pokazuje, że zaangażowanie się w udzielanie pomocy na miejscu również ma sens. Kraje UE mogą mieć przecież uzasadnione obawy co do pochodzenia i zamiarów tych osób. Z jednej strony mamy więc wielki dramat ludzi, którzy zasługują na ratunek i uszanowanie ich godności, a z drugiej lęk przed bezrefleksyjnym przyjmowaniem migrantów.

Co dalej?
Projekt Sea Watch powstał z inicjatywy niemieckich rodzin, które w 2014 r. zakupiły kuter i przebudowały go tak, aby mógł służyć ratowaniu uchodźców na Morzu Śródziemnym. Z czasem projekt zaczął się rozwijać i pomagać coraz większej liczbie osób. Problem polega na tym, że po wyciągnięciu migrantów z tonących, prowizorycznych łodzi, nie można zaproponować im żadnej konkretnej pomocy. Chyba czas najwyższy na konkretne polityczne decyzje, które uregulują kwestie napływu uchodźców do Europy. Każdy ma przecież prawo do ratunku. Możemy się spierać o to, jak organizować to wparcie, ale to, że jest ono potrzebne jak najszybciej, widać przecież gołym okiem.

Międzynarodowa Organizacja ds. Imigracji (IOM) podała pod koniec ubiegłego roku, że co najmniej 33 761 nielegalnych imigrantów straciło życie od 2000 r. do października 2017 r. podczas próby dotarcia do południowej Europy przez Morze Śródziemne.

Zobacz także
Wasze komentarze