Fot. Ric Rodrigues/Pexels

Brazylia: Indianie są manipulowani przez organizacje pozarządowe

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Prezydent Brazylii Jair Bolsonaro dekretem zlecił w środę ministerstwu rolnictwa wytyczenie nowych rezerwatów. Mówił, że Indianie są „eksploatowani” i „manipulowani” przez organizacje pozarządowe. Według Reutera dekret ten to „zwycięstwo agrobiznesu”.

Bolsonaro, który we wtorek objął urząd, podkreślił, że mniej niż milion ludzi mieszka w odizolowanych zakątkach „prawdziwej Brazylii, gdzie są eksploatowani i manipulowani przez organizacje pozarządowe”.

„Ponad 15 proc. terytorium kraju to wyznaczone tereny tubylcze i quilomba (niezależne osady zbiegłych niewolników, powstałe jeszcze w XVII wieku – PAP). Zintegrujmy wspólnie tych obywateli i doceńmy wszystkich Brazylijczyków” – napisał Bolsonaro na Twitterze, swoim głównym narzędziu komunikacji. W Brazylii około 900 tys. Indian i quilombo (potomków zbiegłych niewolników) stanowi mniej niż 1 proc. mieszkańców, ale zajmuje ponad 106 mln hektarów ziemi – 12,5 proc. terytorium.

Deklaracja ta pojawiła się kilka godzin po podpisaniu kontrowersyjnego dekretu, który powierza ministerstwu rolnictwa zadanie identyfikacji, rozgraniczania, demarkacji i tworzenia nowych rezerwatów. Do tej pory leżało to w gestii Narodowej Fundacji Indian (Funai), podmiotu odpowiedzialnego za politykę lokalną, powiązanego z ministerstwem sprawiedliwości. Według nowych rozporządzeń kwestiami związanymi z ludnością rdzenną, którymi zajmowała się Funai, ma zająć się nowe ministerstwo ds. kobiet, rodziny i praw człowieka.

Dekret stanowi, że Narodowy Instytut Kolonizacji i Reformy Rolnej (INCRA) będzie powiązany z ministerstwem rolnictwa, a także podmiotem odpowiedzialnym za uregulowanie spraw związanych z rezerwatami quilombo.

Nowa minister rolnictwa, hodowli i zaopatrzenia Tereza Cristina Correa da Costa Dias, która w Kongresie koordynowała działania ugrupowania właścicieli ziemskich, podkreśliła, że przekazanie uprawnień nie niesie ze sobą zagrożenia dla rozgraniczenia ziem dla Indian, quilombo i bezrolnych chłopów, którzy byli w ciągłym konflikcie z posiadaczami ziemskimi.

Minister powiedziała w środę, starając się odeprzeć zarzuty o rozrost sektora gospodarstw rolnych kosztem środowiska naturalnego, że w Brazylii funkcjonują jedne z najostrzejszych praw je chroniących. Podkreśliła, że dzięki nim „Brazylia ma w 66 proc. zachowane terytorium”.

unsplash

Obejmując ministerstwo, koordynatorka klubu właścicieli ziemskich w Kongresie zapowiedziała także, że priorytetem będzie „utrzymanie rynków i otwarcie nowych”, niezbędne dla rolnictwa. W wywiadzie opublikowanym w listopadzie przez gazetę „O Globo” groziła, że Brazylia opuści Mercosur (blok tworzony przez Argentynę, Brazylię, Paragwaj i Urugwaj), jeśli jego warunki nie zostaną zmienione. Powiedziała wtedy, że Mercosur „jest nierówny, głównie dla produktów rolnych i hodowlanych”.

Po objęciu urzędu odniosła się także do dyskomfortu niektórych krajów arabskich po ogłoszeniu przez Bolsonaro decyzji o przeniesieniu ambasady brazylijskiej w Izraelu z Tel Awiwu do Jerozolimy, co może zagrozić eksportowi mięsa z Brazylii.

Jak pisze agencja Reutera, dekret wydany w środę przez prezydenta Bolsonaro, przenoszący uprawnienia w sprawie ziem ludów rdzennych na ministerstwo rolnictwa, to „zwycięstwo agrobiznesu, które najprawdopodobniej rozzłości obrońców środowiska naturalnego”.

Dekret, który musi zostać ratyfikowany w ciągu 120 dni przez Kongres, przenosi kontrolę nad brazylijskim leśnictwem państwowym, dbającym o zrównoważoną gospodarkę leśną, do ministerstwa rolnictwa. To ono ma zarządzać publicznymi lasami.

Bolsonaro, cieszący się silnym poparciem ze strony agrobiznesu, mówił podczas kampanii, że tereny chronione powinny być otwarte dla działalności komercyjnej.

Zdaniem krytyków otwarcie rezerwatów na działalność komercyjną zniszczy rdzenne kultury i języki, a obrońcy środowiska wskazują, że rdzenne ludy są ostatnimi opiekunami Amazonii i jej lasów deszczowych.

Zwolennicy Bolsonaro, który wpatrzony jest w prezydenta USA Donalda Trumpa, mają nadzieję na zmniejszenie biurokracji, które ożywiłoby gospodarkę, i na rozprawienie się z gangami. Z kolei inni obawiają się, że obiecywane upowszechnienie dostępu do broni palnej i odebranie mniejszościom zdobyczy socjalnych może doprowadzić do rozlewu krwi. 

Oceń ten artykuł

Zobacz także
Wasze komentarze