fot. cathopic/pexels

Sebastian Zbierański: co łączy Maryję z… plastrem miodu?

Miód znany jest ludzkości od tysięcy lat. Niektórzy nazywają go nawet „płynnym złotem”. Jest nie tylko smaczny –wykazuje też działanie antybakteryjne i przeciwzapalne. Ale dlaczego do miodu porównano Maryję? 

Miodu używam często – może nawet zbyt często, o czym przypominają mi lustro i waga. Nie mniej niż miód lubię śpiewanie Godzinek o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny, chociaż ich tekst ma już kilkaset lat i choćby z tego powodu nie należy do prostych. Niektóre zwroty mogą nawet wprawiać w zakłopotanie: bo czy Maryję – najdoskonalszą z kobiet  –  można porównywać do drzewa, ogrodu albo bramy? Im bardziej zagłębiam się jednak w jej życie, tym bardziej przekonuję się, że każde z tych określeń ma głęboki sens. 

>>> Justyna Sprutta: Madonna z drzewa

Skojarzenia 

Maryja i miód – to słowa, których naturalnie raczej ze sobą nie łączymy. Sam myślę, że jeszcze do niedawna zupełnie nie miałbym pomysłu, jak je powiązać. Z jednej strony słodki dodatek do napojów, ciast i deserów. Pomocny w przeziębieniach i bólach gardła. Z drugiej strony – Maryja. Matka Boga i Matka Kościoła, która po świętym, bezgrzesznym życiu trafiła do nieba z duszą i ciałem i stamtąd wstawia się za nami. W Godzinkach śpiewamy z kolei: „Tyś niezwyciężonego plastr miodu Samsona”. Skąd pomysł ich autora, żeby porównać Maryję do plastra miodu? Żeby to zrozumieć, musimy sięgnąć do pewnej historii opisanej w Księdze Sędziów.  

fot. cathopic.com

Skąd ten miód? 

Mam na myśli opowieść o Samsonie, któremu Bóg powierzył zadanie zwyciężenia narodu Filistynów. Samson odznaczał się niezwykłą siłą, której sekret tkwił w jego długich włosach. Kiedy dorósł, postanowił ożenić się z kobietą, która z pochodzenia była Filistynką. Nie spodobało się to jego rodzicom. Gdy Samson wybrał się w podróż do ukochanej, na jego drodze stanął groźny lew. W Księdze Sędziów czytamy, że Samson „opanowany duchem Pana” zabił lwa, rozdzierając jego ciało gołymi rękoma. Po kilku dniach, kiedy tą samą drogą wracał do domu, postanowił zejść z trasy, żeby obejrzeć padlinę zabitego zwierzęcia. Okazało się, że w pozostałościach lwa zadomowiły się pszczoły, które zgromadziły tam zapasy miodu. Miód w zupełności nadawał się do jedzenia, więc Samson część plastrów zjadł sam, a część zaniósł swoim rodzicom. 

>>> Pszczoły i historia zbawienia

Chrystus i Samson 

Symbolika chrześcijańska często ukazuje Samsona jako prototyp Chrystusa. Pokonanie przez niego lwa może więc przypominać o zwycięstwie Chrystusa nad grzechem, które dokonało się na krzyżu. Tak jak Samson, Chrystus nie miał w rękach broni, a mimo to Jego śmierć przyniosła zwycięstwo. W przypadku tego pierwszego to bezużyteczna padlina lwa okazała się źródłem wspaniałego pożywienia. Podobnie: okrutne cierpienie Syna Bożego było tym, z czego Bóg wyprowadził dla człowieka dobro, jakim jest zbawienie. Idąc tym tokiem rozumowania moglibyśmy dojść do wniosku, że miód Samsona to sam Chrystus i to, co daje On światu: łaskę zbawienia, pokoju i miłości.  

Fot. EPA/SASCHA STEINBACH

Plaster 

Każdy, kto kiedyś obserwował życie pszczół wie, że zanim wyprodukują one miód, muszą stworzyć plaster – formę do jego przechowywania. To niezwykle misterna, woskowa konstrukcja, której wykonanie zajmuje wiele czasu i kosztuje pszczoły sporo sił. Plaster pełni w ulu bardzo ważną rolę.  Wzbogaca też miód w dodatkowe wartości odżywcze. Myślę sobie, że to dobra analogia do roli, jaką w życiu Jezusa i życiu Kościoła pełniła i nadal pełni Maryja. Jest w końcu Matką Boga – urodziła Go, pielęgnowała i była obecna w ważnych momentach Jego ziemskiego życia. Bóg w doskonały sposób stworzył Maryję, budując ją z piękna, czystości i pokory. I tak jak dobry plaster solidnie trzyma miód w formie, tak Maryja otacza Kościół troską i wspomaga go swoją obecnością.  

>>> Maryjna symbolika kwiatów

Miód na nasze rany 

Jedna z ciekawostek dotyczących plastrów miodu mówi, że przyłożone do skaleczeń, a zwłaszcza oparzeń, pomagają szybko zniwelować ich skutki. Widzę w tym pewne podobieństwo do tego, jak Matka Boża działa w naszym życiu. W wielu potrzebach bez wahania uciekamy się właśnie do Niej. Ona jest w stanie ukoić ból straty, tęsknoty czy niezrozumienia. Nie bez przyczyny „Pod Twoją obronę” jest jedną z najstarszych modlitw chrześcijańskich. Jakiś czas temu trochę przypadkiem natrafiłem na mało znany wiersz Ernesta Bryla, znakomitego poety i dramaturga. Jego tekst poświęcony jest właśnie Maryi.  

„Pani, zbłąkanych, Ty nas doprowadzisz 

Do niebieskiej pasieki 

Ty w biedzie nie zdradzisz 

Ale podniesiesz znów na ciepłej dłoni 

Dasz siłę, gdy osłabną skrzydła wystrzępione 

Matko, która karmiłaś Syna miodem, mlekiem 

Wróć nam uczciwość pszczoły. Weź w swoją opiekę” – pisze autor. 

Ten utwór – a tak naprawdę niezwykła modlitwa – pokazuje, że Maryja jest zawsze bardzo blisko nas i naszych spraw. Czasem okazuje się też, że nawet te jej określenia, które w pierwszej chwili wydają się dziwne czy niezrozumiałe, pasują do Maryi jak… miód do plastra. 

Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Wybrane dla Ciebie

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze