Fot. PAP/EPA/EUGENE GARCIA

Sebastian Zbierański: nie wolno milczeć

7 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Nie wolno nam milczeć. Bo w pewnych sprawach milczenie jest niczym innym, jak niemym przyzwoleniem na zło. A chrześcijaństwo nie polega na ignorowaniu zła, lecz na zwyciężaniu go dobrem.  
 
Profanacja dokonana na figurze Chrystusa w Warszawie jest jak świeża, wciąż krwawiąca rana. Jest tym bardziej bolesna, że nie dotyka wyłącznie chrześcijan. Zadana przez Polaków, uderza też w Polaków, dla których Chrystus z Krakowskiego Przedmieścia, sprofanowany także w czasie powstania, stał się symbolem ratunku i ocalenia. Nie można przejść obojętnie wobec pohańbienia tego, co święte dla wiary i naroduZwłaszcza, kiedy walka o wolność i tolerancję stanowi tylko przykrywkę zbezczeszczenia.   

Czy nadstawiać policzek?

Nie będziemy prosić o litość, błagać o szacunek i zrozumienie” – grzmi z pogniecionej kartki formatu A4 manifest skandalistek. Poniżej tych słów, zbitek wulgaryzmów. Język wyjątkowo oddalony od ideałów promowanych przez środowiska LGBT, z którymi identyfikują się sprawczynie profanacji.  


Nie ma wątpliwości, że granice „debaty publicznej” zostały przekroczone. Wspomina o tym zresztą kard. Nycz w oficjalnym oświadczeniu wydanym nazajutrz po przykrym wydarzeniu. I o ile już sam sposób przeprowadzenia manifestacji jest wyjątkowo obrzydliwy, o tyle jego autorki zapowiadają, że nie jest to ich ostatnie słowo. W ten sposób stajemy się świadkami paradoksu, w którym główni nawołujący do walki o pokój i zrozumienie tworzą front nienawiści i pogardy względem wartości, za które ich przodkowie oddawali życie. To jawny zamach na tożsamość, budowaną przez tysiąc lat chrześcijańskiej Polski. Czuję się zaatakowany osobiście i nie stać mnie na obojętność. Ktoś mógłby zapytać, dlaczego w tym wypadku nie ma zastosowania zasada Chrystusa, który mówił, by nadstawiać drugi policzek. Ale przecież ten sam Chrystus wyrzucał kupców ze świątyni, kiedy handlowali w niej towarami  kiedy ją profanowali. Chrześcijaństwo jest religią miłości. Nie jest to jednak miłość pełna bezrefleksyjnej otwartości. To miłość, która przyjmuje, ale stawia wymagania. I tylko do takiej miłości warto prowadzić wszystkich spragnionych i zagubionych. Zwłaszcza tych, którzy do utraty tchu wołają o równość i tolerancję.  

>>> Kard. Nycz: profanacja figury Chrystusa „Sursum corda” spowodowała ból ludzi wierzących

Wezwani do obrony

W imię dobra nie można czynić zła. To credo uznawane przez uniwersalną etykę, której podporządkowanie się wykracza poza wiarę i przekonania, a leży w zakresie fundamentalnej, ludzkiej godności. Tę dewizę wyraźnie zignorowali odpowiedzialni za profanację i znieważenie stołecznych pomników. Jak sami wskazują, wypowiedzieli wojnę. Nikt jednak stając do niej, nie zamierza odbierać  im godności i szacunku. Nikt nie chce pozbawiać ich szansy na nawrócenie i opamiętanie. Trzeba wyjątkowej niedojrzałości, żeby nie podjąć refleksji nad wagą i znaczeniem swoich czynów. Nad tym, że tak naprawdę ten zasługujący na szczególne potępienie akt jest krokiem w stronę autodestrukcji. Podważa w końcu to, co sprawia że jako Polacy czujemy się Polakami, a jako chrześcijanie – chrześcijanami. Fakt, że manifest wymierzony jest w sfery zarówno sacrum jak i profanum tylko udowadnia, że wypowiedziano wojnę totalną. Dotykani przez trudne dla nas sytuacje – od zwykłej złośliwości po bolesne akty wandalizmu i profanacji, jesteśmy więc tym bardziej wezwani do obrony świętości i wartości. Jesteśmy wezwani, by za kochającym Warszawę kard. Wyszyńskim powtórzyć „non possumus”. Także i po to, by przywrócić cześć powstańcom sprzed 76 lat, którym poniżony Chrystus ze zniszczonego pomnika przypominał, że „sursum corda”  jeszcze Polska nie zginęła.   

Zobacz także
Wasze komentarze