PAP/Szymon Pulcyn
Stanisław Nazalewicz przez ponad 30 lat oglądał wieże WTC ze swoich okien [ROZMOWA]
Wieżowce WTC stały się czymś takim, jak sto lat wcześniej Statua Wolności – symbolem Nowego Jorku. To były piękne bryły, zmieniające się w miarę zmian pogody, pory dnia i pór roku – mówi w rozmowie z PAP Stanisław Nazalewicz, autor tysięcy zdjęć wieżowców WTC, zniszczonych w wyniku zamachu z 11 września 2001 roku.
11 września mija 25 lat od momentu, gdy dwa porwane przez terrorystów samoloty wbiły się w wieżowce World Trade Center w Nowym Jorku. Jak Pan ten dzień zapamiętał?
Stanisław Nazalewicz: Przebywałem akurat w Europie i oglądałem te sceny w telewizji, ale przez poprzednie 30 lat nieustannie żyłem z widokiem World Trade Center. Zobaczyłem te wieżowce po raz pierwszy, gdy jeszcze trwała budowa. Już wtedy, gdy nie były dokończone, górowały nad wszystkimi innymi obiektami w Nowym Jorku. Sięgnąłem po aparat i zacząłem je fotografować. W swoim archiwum mam tysiące wykonanych przeze mnie zdjęć WTC.
Ale nie ma w tym zbiorze zdjęć z 11 września 2001.
Sam nie mogłem takich zdjęć zrobić, ale zrobił je mój mieszkający w Nowym Jorku brat. Mam za to takie zdjęcie, które było niejako przepowiednią katastrofy. Tak przynajmniej sam dziś to odbieram. Na tym zdjęciu widać zbliżającą się do WTC olbrzymią kłębiastą chmurę. Wygląda niczym paszcza jakiegoś potwora, który za chwilę pożre swoją ofiarę.
Jak to się stało, że zaczął Pan fotografować WTC?
W 1970 r. jako świeżo upieczony absolwent Politechniki Warszawskiej emigrowałem z Polski. Zdecydował o tym szczęśliwy przypadek, jeden z wielu, jakie mi się przytrafiły. W latach 60. byłem wielokrotnym mistrzem i rekordzistą Polski w rzucie dyskiem, kapitanem lekkoatletycznej reprezentacji Polski juniorów. Dzięki temu wyjeżdżałem na zawody rozgrywane np. we Francji, a kiedy indziej we Włoszech. W trakcie takich wyjazdów fotografowałem piękne zabytki Paryża czy Rzymu. Traf chciał, że w 1969 r. firmy turystyczne, Orbis itp., ogłosiły konkurs fotograficzny „Stolice Świata” w którym brałem udział. Wkrótce potem dostałem wiadomość, że to ja zdobyłem Pierwszą Nagrodę – 2-tygodniową bezpłatną wycieczkę do jednego z krajów demokracji ludowej, do wyboru.
I dzięki temu trafił Pan do Ameryki?
Nie tak łatwo i nie od razu. To miała być wycieczka do kraju demokracji ludowej, a nie na Zachód. Wybrałem Jugosławię, a stamtąd przedostałem się do Włoch, a następnie wyjechałem do USA.

PAP/Szymon Pulcyn
Czy to znaczy, że od początku zaplanował Pan wyjazd z Polski na stałe?
Tak, ale postarałem się wszystko tak skoordynować, żeby przed wyjazdem skończyć studia. W rezultacie po przyjeździe do Ameryki nie mogłem nawet marzyć o pracy w moim wyuczonym zawodzie geodety, ponieważ nie znałem angielskiego. W szkole i na studiach uczyłem się francuskiego. Na początku pracowałem w gazecie jako fotograf.
Chyba i tak mógł Pan uchodzić za szczęściarza…
Po trzech miesiącach mojej pracy w gazecie zadzwonił do redakcji pan, którego portret mojego autorstwa ukazał się na okładce, z prośbą o spotkanie ze mną, bo chce mi osobiście podziękować. Na spotkaniu był mój znajomy w charakterze tłumacza, który wyjaśnił moją sytuację, że niedawno przejechałem, że jestem inżynierem, ale pracuję jako fotograf, ponieważ nie znam angielskiego. Mój gość zaoferował, że jego fundacja opłaci intensywny kurs języka angielskiego na Uniwersytecie Columbia w Nowym Jorku. Uczyłem się codziennie po pięć godzin przez trzy miesiące. Kurs kosztował trzy i pół tysiąca dolarów, czyli tyle, co nowy samochód w salonie. „Pomożesz innemu, kiedy sam będziesz mógł to zrobić” – usłyszałem, kiedy zapytałem mojego darczyńcę, jak mogę się mu za taką hojność zrewanżować. Z dobrą znajomością języka angielskiego i dzięki kolejnym szczęśliwym zwrotom już wkrótce potem miałem swoją firmę geodezyjną z biurem przy prestiżowej Park Avenue na Manhattanie. Prowadziłem m. in. pomiary geodezyjne uskoku San Andreas w Kalifornii.
Stale jednak, od momentu przyjazdu do Nowego Jorku, fotografował Pan wieżowce WTC. Właściwie dlaczego? Co w nich było szczególnego?
Wyróżniały się nie tylko swoją wysokością. Stały się czymś takim, jak sto lat wcześniej Statua Wolności – znakiem rozpoznawczym i symbolem Nowego Jorku. Widziałem w nich coś więcej niż tylko wieżowce. To były piękne bryły, zmieniające się w miarę zmian pogody, pory dnia i pór roku. Mogłem się o tym przekonać z okien mojego mieszkania, bo w 1978 roku kupiłem kamienicą na drugim brzegu rzeki Hudson. W roku 1997 ogłoszono, że znany developer planuje wybudować lustrzane odbicie Manhattanu na moim brzegu rzeki Hudson i to by zasłoniło nam widok WTC. Pewnego razu powiedzieliśmy sobie z żoną, że wyjedziemy, gdy z naszego okna nie będziemy już mogli oglądać WTC. Do głowy mi wtedy nie przyszło, że taki moment nadejdzie, ale z innego powodu.

PAP/Szymon Pulcyn
Zygmunt Rafał Strent, profesor Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie w komentarzu do zrobionych przez Pana zdjęć WTC napisał: „Patrzeć potrafi każdy, kto ma oczy, ale widzieć – już bardzo nieliczni”. To chyba najlepszy komplement dla fotografa?
Myślę, że udało mi się uchwycić to, co innym osobom często umykało. Od moich nowojorskich znajomych, którym pokazywałem moje zdjęcia WTC nieraz słyszałem „przechodzę tam codziennie od wielu lat, ale tego nie zauważyłem”. Po 11 września 2001 roku te zdjęcia są zapisem historii.
Dr inż. Stanisław Nazalewicz (ur. 1944) jest absolwentem Wydziału Geodezji i Kartografii Politechniki Warszawskiej. W latach 1971-2003 mieszkał w Stanach Zjednoczonych, gdzie prowadził własną firmę. Po powrocie do Polski ponownie zamieszkał w Warszawie. Część z wykonanych przez niego zdjęć wieżowców World Trade Center w Nowym Jorku można zobaczyć na stronie stanatava.com
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Wypadek na moście pod Kwidzynem – zablokowana DK90, cztery osoby ranne
Kolejne ataki dżihadystów na chrześcijan w Mozambiku
25 lat temu odbył się atak na WTC. Na Placu Świętego Piotra panowała cisza





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny