Fot. Justyna Nowicka/misyjne.pl

Św. Zelia i Ludwik Martin, św. Teresa z Lisieux. Uczą, że warto kochać, razem pracować, cierpieć i „tracić” …

W życiu nie ma przypadków. Można powiedzieć, że w ich życiu wiele poszło nie tak jak sobie planowali. Nie pozwolono im prowadzić życia zakonnego, chociaż chcieli. Czworo z ich dziewiątki dzieci zmarło. Codzienność, dom, praca, zmęczenie, kłótnie… ale i miłość, czułość i wspólna praca. Potem przyszły choroby. Pośród tego wszystkiego odnaleźli drogę do świętości. Nie tylko dla siebie, ale także dla swoich dzieci.

Relikwie św. Teresy od Dzieciątka Jezus oraz jej świętych rodziców – Zelii i Ludwika Martin – peregrynowały po Polsce od 2 lipca do 10 sierpnia. To duchowe wydarzenie i pretekst, by przypomnieć, że to jedyny przypadek w historii, kiedy kanonizowane został małżeństwo – razem.

Fot. Justyna Nowicka/misyjne.pl

Duchowe wydarzenie organizowane przez Ojców Karmelitów Bosych Prowincji Warszawskiej rozpocznie się w Szczecinie. Hasłem peregrynacji są słowa: „Przez ufność do miłości”, nawiązujące do „małej drogi” świętości, którą głosiła patronka misji i doktor Kościoła.

O św. Teresie od Dzieciątka Jezus więcej można przeczytać tutaj >>> Św. Teresa z Lisieux i paradoks „małej drogi”.

Fot. Justyna Nowicka/misyjne.pl

Wszystkiemu „winna” łacina

Ludwik Martin urodził się w Normandii w 1823 r. jest spokojnym młodym człowiekiem. W zeszycie spisuje poezje i teksty religijne. W Szwajcarii, a potem w Paryżu uczy się na zegarmistrza.

To w Szwajcarii zobaczył klasztor Świętego Bernarda, położony najwyżej w Europie. Mnisi z tego klasztoru niosą pomoc góralom. Kiedy miał 22 lata, chciał do niego wstąpić, ale przeszkodą było to, że nie znał łaciny. Zaczął się jej uczyć, ale szybko zrezygnował i pojechał do Paryża doskonalić się w sztuce zegarmistrzowskiej. W roku 1850 zakłada w Alencon (Normandia), na ulicy Pont-Neuf swój sklep zegarmistrzowski. Później dołączy sklep jubilerski. Przez 8 lat żyje pracą, spotyka się z przyjaciółmi w grupie o nazwie „Vital Romet”, aby studiować sprawy wiary lub grać w biliarda. Jest zapalonym wędkarzem.

Jego matka zaczyna się niepokoić, że nie zakłada rodziny. W szkole koronkarskiej w Alencon, gdzie pracuje, w oko wpada jej młoda żywa, inteligentna dziewczyna – Zelia Guérin.

Fot. Justyna Nowicka/misyjne.pl

„Tego przygotowałem dla ciebie!”

Zelia urodziła się w 1831 r. Jest inteligenta, chętnie pisze. W roku 1853, mając 22 lata, myśli o wstąpieniu do Sióstr św. Wincentego A Paulo, ponieważ lubiła zajmować się chorymi, wspomagać biednych. Jednak przełożona w rozmowie z jej matką nie widzi w niej tego rodzaju powołania. Uczy się więc koronkarstwa.

W rodzinie Martin opowiadano, że Zelia spotkała pierwszy raz Ludwika Martin na Moście św. Leonarda w Alençon i że ten przystojny 35. letni człowiek bardzo ją ujął. Ona ma wtedy lat 27. Słyszy wewnętrzny głos: „Tego przygotowałem dla ciebie!” Sam Ludwik jest przekonany, że jego matka miała dobre przeczucie, wskazując mu kobietę życia wśród młodych koronczarek warsztatu w Point d’Alençon.

Fot. Justyna Nowicka/misyjne.pl

Zelia z czasem otworzyła swoja manufakturę koronkarską, znaną w całej Normandii. Zatrudniała kilkadziesiąt kobiet, które traktowała jak rodzinę. Uchodziła za uczciwą wobec swych pracownic.

Zelia pisała wiele listów, to z nich wiemy w jaki sposób myślała o swoim mężu. „Jestem z nim bardzo szczęśliwa, on sprawia, że moje życie jest bardzo miłe”. „Mąż mój – to święty człowiek. Życzyłabym wszystkim kobietom takich mężów”. „Nie znajdziesz jednego takiego na stu, który byłby tak dobry”. A w liście do Ludwika: „Jestem dziś tak szczęśliwa, że Cię wkrótce zobaczę, iż nie mogę pracować”. I jeszcze: „Chciałabym czym prędzej być przy Tobie, mój kochany Ludwiku. Kocham Cię z całego serca i czuję ,że podwaja się jeszcze moje uczucie przez to pozbawienie się twojej obecności. Byłoby dla mnie niemożliwością żyć z daleka od Ciebie”.

Fot. Justyna Nowicka/misyjne.pl

Czworo dzieci w niebie

Małżeństwo Martin maiło dziewięcioro dzieci. Czworo zmarło kiedy były bardzo małe. „Życie jest krótkie i pełne nieszczęść – ale znów spotkamy się tam, na górze”, pisała w liście. W 1870 r. Zelia wyznała: „Z każdą kolejną żałobą mam wrażenie, że jeszcze bardziej kocham dziecko, które tracę”. Jednak małżonkowie nie buntowali się. Skupiali się na dobrym wychowaniu pozostałych córek: Marii, Pauliny, Leonii, Celiny i Teresy

Ich rodzicielstwo nie polegało na kontrolowaniu, tylko na zaufaniu. Zelia mówiła: „Dzieci trzeba kochać. I wychowywać do nieba, nie do świata”. Do jednej z córek napisała: „Jesteś cudowną dziewczynką – kochaną, uprzejmą. Ale za mało się modlisz”. Zelia od wczesnego dzieciństwa uczyła dzieci modlitwy: „O mój Boże, oddaję Ci moje serce, weź je tylko, jeśli chcesz, tak aby żadne stworzenie nie mogło je posiadać, jak tylko Ty sam, mój dobry Jezu”. Św. Teresa od Dzieciątka Jezus „wychowuje się w rodzinie bardzo kochającej, ale bardzo radykalnej w swojej miłości” – mówił o. Tomasz Litwiejko, karmelita, w czasie mszy świętej w poznańskiej katedrze, w której w ostatnim dniu peregrynacji w Polsce przebywały relikwie.

Wszystkie córki zostały zakonnicami. Najmłodsza Teresa, której relikwie peregrynowały po Polsce wraz z rodzicami, została doktorem Kościoła. Trzecia z kolei – Leonia – ma otwarty proces beatyfikacyjny.

Fot. Justyna Nowicka/misyjne.pl

Codziennie o 5:30 na Eucharystii

W centrum duchowości rodziny Martin była Eucharystia. Ludwik należał Stowarzyszenia Najświętszego Sakramentu. Po ślubie, razem z Zelią, przyjęli codzienną mszę jako fundament ich życia. Codziennie, niezależnie od pogody, uczestniczyli w Eucharystii o 5.30. Całą rodziną uczestniczyli także w procesji Bożego Ciała i w obchodach uroczystości Najświętszego Serca Pana Jezusa. Zelia zwracała się także z prośbą do czwórki swoich dzieci zmarłych w niemowlęctwie.

W niedzielę nie pracowali, nawet za cenę utraty klientów. Bardzo ważny był wspólny niedzielny obiad. Po obiedzie szli do kościoła na nieszpory, nawiedzali Najświętszy Sakrament, słuchali kazań. Małżonkowie przyłączyli się także do powstałego we Francji Apostolstwa Modlitwy. W domu mieli wiele religijnych obrazów i książek.

Ludwik czytał głównie dzieła z duchowości, natomiast Zelia częściej sięgała po żywoty świętych. Kiedy córki dorastały, dostawały bardzo popularną w tamtym czasie książeczkę „O naśladowaniu Chrystusa” Tomasza a Kempis oraz „Podręcznik chrześcijanina”.

Fot. Justyna Nowicka/misyjne.pl

W każdy okolicznościach z Bogiem

Pracowali wspólnie – Ludwik porzucił swój zakład zegarmistrzowski, by pomóc żonie prowadzić manufakturę koronek. Uczestniczyli w życiu parafii, angażowali się w działalność charytatywna w mieście.

– To było zdrowe małżeństwo. Gdzie Ludwik stawał się coraz bardziej Ludwikiem, a Zelia coraz bardziej Zelią. Tam się nikt dla drugiego nie poświęcał. Nikt nie był ofiarą tego drugiego. Tam była miłość wzajemna – mówił o. Tomasz Litwiejko, karmelita.

Fot. Justyna Nowicka/misyjne.pl

Odwiedzali okoliczne sanktuaria. Ludwik udał się do sanktuarium Naszej Pani de Séez, oddalonego 20 km. od rodzinnego miasta, by wyprosić uzdrowienie dla córki Leoni, która przez 16 miesięcy była ciężko chora. Zelia, najczęściej pielgrzymowała do kaplicy św. Anny niedaleko Alençon. Zawsze chciała pojechać do Lourdes, ale pojechała tam dopiero w 1877 r. z trzema najmłodszymi córkami: Leonią, Celiną i Teresą, kiedy prosiła Niepokalaną o łaskę uzdrowienia dla siebie. Chorowała na raka piersi. Mówiła: „Jeśli Bóg chce mnie uzdrowić – będę szczęśliwa. Ale jeśli nie – to znaczy, że tak będzie lepiej dla moich dzieci”. Wola Boża była jednak inna.

Zelia umarła 28 sierpnia 1877 r. w wieku 46 lat, zostawiając męża z pięciorgiem córek. Ludwik w ostatnich latach życia ciężko chorował. Przed śmiercią cierpiał na poważne zaburzenia psychiczne oraz miażdżycę i arteriosklerozę prowadzącą do otępienia. Był także sparaliżowany. Zmarł w 1894 r. Także Teresa bardzo cierpiała przed śmiercią, „aż powie: nie wiedziałam, że można aż tak cierpieć” – mówił. O. Litwiejko. „ale nie żałuje, że poświęciła się Miłości” – dodał.

Fot. Justyna Nowicka/misyjne.pl

Uzdrowienie małej Carmen – cud za wstawiennictwem Ludwika i Zelii Martin

Do kanonizacji błogosławionych Rodziców św. Teresy od Dzieciątka Jezus, małżonków Ludwika i Zelii Martin, wybrano i zatwierdzono kanonicznie cud, który wydarzył w 2008 r., tuż po ich beatyfikacji.

15 października 2008r. w liturgiczne wspomnienie św. Teresy od Jezusa, w szóstym miesiącu ciąży urodziła się dziewczynka, drugie dziecko małżonków Pérez-Pons. Ważyła półtora kilograma i miała duże problemy oddechowe i krążeniowe. Lekarze kazali rodzicom przygotować się na najgorsze. Ale ci bardzo modlili się i prosili znajomych o modlitwę. Poszli także do klasztoru sióstr karmelitanek bosych z Walencji, by prosić siostry o to, by się modliły. Karmelitanki powiedział im, że mogą prosić o pomoc błogosławionych Rodziców św. Teresy od Dzieciątka Jezus, dopiero co wyniesionych na ołtarze w Lisieux.

Wstawiennictwo błogosławionych Ludwika i Zelii okazało się skuteczne. Dziewczynka nie tylko przeżyła, ale ustąpiły także wszelkie komplikacje, tak, że mogła się normalnie rozwijać. Lekarze nie potrafili tego wytłumaczyć.

Z wdzięczności dla Karmelu rodzice nadali dziewczynce imię Carmen.

Władze kościelne zbadały to wydarzenie i w efekcie 15 marca 2015 r. papież Franciszek ogłosił, że Kościół uznał to uzdrowienie za cud i ogłosił, że Ludwik i Zelia 18 października 2015 r. w Rzymie, podczas obrad synodu biskupów nt. rodziny, zostaną ogłoszeni świętymi.

Podczas kanonizacji w Watykanie relikwie Ludwika niósł trzynastoletni Pitero Schilirò (uzdrowiony tuż po urodzeniu w 2002 r.), a Zelii siedmioletnia Carmen Pérez-Pons. 

Fot. Justyna Nowicka/misyjne.pl

Kanonizacja małżeństwa – pierwszy taki przypadek w historii

Zanim się pobrali, oboje chcieli wstąpić do zakonów, ponieważ chcieli żyć blisko Boga. Dziś możemy powiedzieć, że małżeństwo nie oddaliło ich od Boga – On chciał by zostali świętymi razem. Kanonizacja Zelii i Ludwika Martin to pierwszy przypadek w historii, kiedy małżeństwo zostało kanonizowane razem. Nie pojedynczo, ale właśnie jako małżeństwo. I dlatego też ich liturgiczne wspomnienie przypada 12 lipca, w dniu, w którym przypada rocznica ich ślubu.

Teresa chce jeździć po całym świecie, aby mówić ludziom, że Bóg jest Miłością i tylko Miłością. Razem z nią jeżdżą jej rodzice Zelia i Ludwik. To oni, w codzienności rodzinnego życia, byli pierwszymi nauczycielami Miłości. Nie pouczali swoich dzieci, ale pokazywali to swoim byciem. I także nam chcą pokazywać, że warto kochać, warto tęsknić za drugim, warto tracić czas na wspólne spędzanie czasu  i codzienne rozmowy.

Galeria (12 zdjęć)
Google News
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!

Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze