Świadkowie Wielkiego Piątku 

7 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

„Toparcha Edessy, Abgar, pozdrawia Zbawiciela Jezusa, który objawił się w mieście Jerozolimie jako dobry lekarz. Doszła do mnie wiadomość o Twoich czynach i dokonanych przez Ciebie uzdrowieniach, bez użycia lekarstw i ziół. Jak bowiem głosi wieść, przywracasz ślepym wzrok, chromym zdolność chodzenia, oczyszczasz trędowatych, wypędzasz nieczyste duchy i demony, uzdrawiasz cierpiących na przewlekłe choroby i wskrzeszasz umarłych – możemy przeczytać w owianym legendą „Liście króla Abgara”. „Skoro dowiedziałem się tego wszystkiego o Tobie, pomyślałem, że są tylko dwa sposoby wytłumaczenia tego faktu: albo Ty jesteś Bogiem i dokonujesz tych czynów zstąpiwszy z nieba, albo spełniasz je, bo jesteś Synem Boga. Dlatego też napisałem do Ciebie, prosząc, abyś zechciał podjąć trud odwiedzenia mnie i uzdrowienia z choroby, na którą cierpię (…):. 

 

Legenda o Królu Abgarze ma wiele wersji, ale wszystkie kończą się tak samo. Na delikatnym płótnie miała odbić się Twarz Zbawiciela, płótno owo dotarło do chorego króla, a ten – przez kontemplację wizerunku – został uzdrowiony. Jedni mówią, że owo odbicie to zaginiona chusta Weroniki, inni, że to sam Całun, zwany turyńskim, który przez pierwszych kilka wieków był po prostu złożony, dlatego widać było tylko odbicie twarzy. Tak czy inaczej materiał ów dla wielu jest świadkiem męki i zmartwychwstania, a nawet swoistym „dowodem”, na prawdziwość chrześcijaństwa. Łącznie z innymi, podobnymi „dowodami” (bo jest ich naprawdę dużo) – np. fragmentami krzyża, gwoździami, koroną cierniową, Całunem turyńskim, tuniką z Argenteuil czy suknią z Trewiru – określany jest mianem relikwii Męki Pańskiej.   

Fot. wikipedia

 

Całun turyński  

Płotno przedstawiające odbicie umęczonego i ukrzyżowanego człowieka. Dzięki licznym badaniom prowadzonym od końca XIX w. ustalono, m. in. że na płótnie znajdują się ślady krwi człowieka (obrazujące również tortury, jakim był poddawany), który z pewnością został ukrzyżowany, ślady roślinności śródziemnomorskiej, pył ziemi… etc. Nie udało się jednak ustalić, w jaki sposób ów wizerunek powstał – jest to swego rodzaju „negatyw”. Kościół nie potwierdził, że z pewnością jest to płótno, w które owinięto ciało zmarłego Chrystusa, jednak wielu papieży z wiarą modliło się przed wizerunkiem umęczonego ciała. Przeciwnicy tzw. autentyczności całunu powołują się na niektóre badania – w tym badania przeprowadzone dziś wątpliwą metodą węgla C14 – oraz to, że potwierdzone, historyczne informacje o materiale pochodzą dopiero z XIV w. 

 

Chusta z Manopello 

We włoskim Manopello od 1638 r. przechowywana jest chusta, o której tradycja mówi, że to ten sam materiał, którym św. Weronika miała otrzeć twarz Chrystusowi. Mianem chusty Weroniki tradycja określa wszelkie przedstawienia twarzy Chrystusa, które są uważane za Jego prawdziwe oblicze (vera eikon). Podobieństwo słów: Weronika i vera eikon – nie jest przypadkowe. 

Chusta z Manopello utkana jest z cennego w starożytności bisioru. To morski jedwab z małży. Można go wprawdzie farbować, lecz nie da się na nim niczego namalować. Wymiary oryginalnej chusty to 24 x 17,5cm. Badacze znaleźli aż 20 punktów podobieństw Oblicza Jezusa z chusty św. Weroniki do Twarzy Jezusa z Całunu Turyńskiego. 

 

Chusta z Ovedio 

Chusta z Ovedio to okrwawiona tkanina o wymiarach 84 x 53 cm, przechowywana w katedrze w Ovedio w Hiszpanii. Zgodnie z tradycją w ów kawałek materiału (tzw. sudarium) zawinięto głowę zmarłego Chrystusa. Wzmianka o jej istnieniu pojawia się w 570 r., kiedy to miała być przechowywana w klasztorze św. Marka w Jerozolimie. Badacze znaleźli wiele podobieństw między śladami na Całunie turyńskim i na chuście. 

Fot. wikipedia

 

Święty krzyż i gwoździe 

Podobno jednym z największych pragnień cesarzowej Heleny (IV wiek po Chr.) było odnalezienie Krzyża Świętego. Relikwia owa mogła znajdować się gdzieś pod murami posągów Jowisza i Wenery, postawionych w II w. na Golgocie z polecenia cesarza Hadriana. Zgodnie ze zwyczajem żydowskim wszystkie narzędzia, które służyły do wykonania wyroku śmierci na skazańcu, musiały być wrzucone do rowu i zakopane. Przedmioty te budziły bowiem ogólny wstręt. Zakopane zostało także drzewo Krzyża i inne „narzędzia” związane z męką Pana. Z pomocą biskupa Jerozolimy udało się doprowadzić do usunięcia pogańskich monumentów, przeprowadzenia wykopalisk i odnalezienia trzech krzyży. Na jednym z nich miał umrzeć sam Chrystus. 

Tradycja głosi, iż nie można było zidentyfikować, który z krzyży znalezionych w okolicach Golgoty był tym najcenniejszym. W celu zidentyfikowania tego jedynego, biskup Makary zaproponował przeprowadzenie pewnego eksperymentu. Otóż wszystkie trzy krzyże zaniesiono do pewnej ciężko chorej kobiety, po czym dotykano jej ciała kolejno, jednym po drugim; pierwsze dwa nie wyróżniały się niczym specjalnym, kiedy jednak do ciała chorej niewiasty przyłożono trzeci z krzyży, została nagle cudownie uzdrowiona. Zebrani nie mieli wątpliwości, iż właśnie to drzewo jest poszukiwanym Krzyżem Pańskim.  

Wraz z krzyżami św. Helena miała odnaleźć też trzy gwoździe, którymi ciało Chrystusa przybito do Krzyża. Święte gwoździe przetrwały do dziś, w Polsce relikwiarz z tą pamiątką przechowywany jest w skarbcu katedry na Wawelu.  

Tradycja przekazuje, że uradowana i wdzięczna Bogu cesarzowa postanowiła wystawić w tym miejscu wspaniałą świątynię (Martyrium, czyli Męczenników, później nazwaną bazyliką Świętego Krzyża), w której pozostawiła część Drzewa Świętego. Fragment bezcennej relikwii przesłała też synowi, Konstantynowi Wielkiemu, który znów podzielił ją na dwie części. Jedną umieścił w cesarskim skarbcu w Konstantynopolu, a drugą posłał do Rzymu. Wkrótce święte relikwie podzielono na wiele małych części, tak aby jak najwięcej kościołów na świecie miało choćby ich niewielką cząstkę. 

 

Suknia z Trewiru 

22 kwietnia 1512 r. w obecności biskupa Trewiru i cesarza Maksymiliana otwarto trzy relikwiarze znalezione pod posadzką tamtejszej katedry. W pierwszym znajdowały się szczątki zmarłego w 328 r. Maternusa z Kolonii, biskupa Trewiru. W drugiej skrzyni znaleziono nóż i kostkę do gry. Zdaniem niektórych trewirskich duchownym owego noża używał sam Chrystus podczas ostatniej wieczerzy. Kostka zaś mogła być – ich zdaniem – tą samą kością, którą rzymscy żołnierze rzucali o szaty Jezusa. Jednak największe wrażenie na wszystkich zrobił trzeci relikwiarz. W środku bowiem znajdowała się złożona suknia… Cóż to musiał być za widok, skoro najpotężniejszy człowiek świata padł przed nią na kolana? Owa szata przeszła do historii jako tunika z Trewiru. Jak twierdzą zwolennicy autentyczności Szaty, miała to być ta sama suknia, w której Jezus szedł na śmierć, o którą później rzucano losy.  

Tunika, sporządzona bez użycia nici, ma 1,47 m długości i 1,58 m szerokości. Autentyczności tej relikwii nie potwierdzili dotychczas naukowcy, choć ich zdaniem tkanina istotnie pochodzi z pierwszych wieków po Chrystusie. Na całym świecie czci się okoo 20 relikwii Świętej Szaty, a wiele z nich uchodzi za fragmenty tkaniny z Trewiru.  

Trudno nie zadać pytania, w jaki sposób szata Chrystusa znalazła się w Trewirze. Podobnie jak w przypadku Całunu turyńskiego, ów czas „pomiędzy” czasami Chrystusa a odnalezieniem może prowokować różne pytania i wątpliwości.   

 

 

For. se.pl

Tunika z Argenteuil 

Podobnie jak w przypadku płótna z Trewiru, tunikę miała odkryć św. Helena, matka Konstantyna. Przywiezione przez nią szaty znalazły się – zdaniem niektórych badaczy – w rożnych miejscach ówczesnej Europy. Część trafiła do Rzymu, część w inne miejsca, wiele z nich przechowywano w cesarstwie bizantyjskim. Była wśród owych cennych materiałów pewna szata. Św. Grzegorz zanotował: Nie mogę zignorować informacji, którą podzieliło się ze mną kilka osób, o tunice Niepokalanego Baranka. Mówiono mi mianowicie, że przechowywana jest ona w miejscowości Galathea, w bazylice Świętych Archaniołów. Galatea znajduje się ok. 150 mil od Konstantynopola. W bazylice, w ukrytej krypcie, przechowywana jest drewniana skrzynia z okryciem…. Gdzie owa Galathea miała leżeć, do tej pory nie wiadomo. 

Najstarsze historyczne dokumentu mówiące o materiale przechowywanym w Argenteuil pochodzą z XII w. – Tunikę można tam oglądać do dziś. W bazylice Notre Dame znajduje się Kaplica Świętej Tuniki, a w niej specjalny ołtarz. Nad ołtarzem mieści się cyborium (obudowa składająca się z czterech kolumn podtrzymujących baldachim w kształcie kopuły), a w jego wnętrzu – relikwiarz z Tuniką. 

Tkanina została przebadana przez naukowców. Pierwsze analizy przeprowadzono już w XIX w. Udało się wtedy ustalić, że na tunice znajdują się ślady krwi – głównie na tylnej jej części – plecach oraz ramionach, które mogły powstać podczas biczowania i niesienia ciężkiego przedmiotu. Po raz pierwszy owe plamy zauważono w 1892 r., ale pierwsze badania naukowe w tym temacie przeprowadzono podczas trzeciej serii badań, w I połowie XX wieku. Wtedy to „na plecach” odkryto niewidoczne dla oka (widoczne na zdjęciach z wykorzystaniem promieniowania podczerwonego ) ślady krwi, potem ustalono, że pokrywają się one ze śladami znalezionymi na Całunie.  

 

 *  *  * 

 

Relikwie pasyjne, świadkowie Męki, śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa… Dla jednych najcenniejsze pamiątki po Zbawicielu, dla innych średniowieczne wymysły. Może i nie bez powodu, bo przez wieki  Kościół zmagał się, delikatnie mówiąc, z niewłaściwym podejściem do kultu relikwii. Było tak od samego początku, a średniowieczny handel, często wymyślnymi relikwiami – w dużym uproszczeniu, ale jednak – przyczynił się nawet do rozpoczęcia reformacji. Mimo to Sobór Trydencki ogłosił: „kto by twierdził, że relikwiom świętym nie należy się nabożeństwo, ani cześć, zasługiwałby na całkowite potępienie…”, a Katechizm Kościoła Katolickiego (p. 1674) dodaje:  

„Poza liturgią sakramentów i sakramentaliów katecheza powinna brać pod uwagę formy pobożności wiernych i religijności ludowej. Zmysł religijny ludu chrześcijańskiego zawsze znajdował wyraz w różnorodnych formach pobożności, które otaczały życie sakramentalne Kościoła. Są to: cześć oddawana relikwiom, nawiedzanie sanktuariów, pielgrzymki, procesje, droga krzyżowa, tańce religijne, różaniec, medaliki…” 

 

 

Beata Legutko 

Świadkowie Wielkiego Piątku 
Oceń ten artykuł

Zobacz także
Wasze komentarze