Fot. unsplash/Adrianna Kaczmarek
Święta Rita – sąsiadka, którą spotkasz na targu [ROZMOWA]
„Rita z Cascii” to nowa powieść Doroty Ponińskiej, która pod koniec lipca ukaże się nakładem Wydawnictwa Znak. Autorka postanowiła opowiedzieć „historię kobiety, dla której nie ma rzeczy niemożliwych”. O nowej książce i jej bohaterce z Dorotą Ponińską rozmawiał Hubert Piechocki.
Bohaterką naszej rozmowy jest św. Rita. Na portalu misyjne.pl regularnie publikujemy newsy z życia Kościoła i nie tylko. Ale gdy sprawdzamy w statystykach, czego najczęściej szukają u nas ludzie, to wcale nie newsów. Od dawna widzimy jeden trend: sprawy beznadziejne i św. Rita. Skąd dziś popularność tej średniowiecznej świętej?
Dorota Ponińska: – To wspaniała wiadomość, nie wiedziałam o tym! Widocznie w naszych przesiąkniętych technologią i naukowym podejściem czasach, ludzie wciąż chcą wierzyć w cuda i mają potrzebę nadprzyrodzonych interwencji. Albo, można przyjąć, że tak szeroko rozchodzą się wieści o skuteczności wstawiennictwa św. Rity.
Myśląc o popularności św. Rity, trudno nie mieć skojarzeń z myśleniem magicznym. Pomodlę się za jej wstawiennictwem i nagle problem zniknie. Nie jest to pewien problem związany z kultem tej świętej?
– Trudno chyba nazwać to „problemem”, przecież taka jest istota kultu katolickich świętych. Od wieków przypisywano im różne „specjalizacje”. W dwudziestoleciu międzywojennym Ordonka śpiewała: „Święty Antoni, Święty Antoni, serce zgubiłam pod miedzą!…” – bo święty Antoni był powszechnie uważany za specjalistę od rzeczy zagubionych. Podobnie święta Rita jest uważana za specjalistkę od spraw beznadziejnych. Czy to jest myślenie magiczne? Tak, ale święta Rita nie jest tu wyjątkiem.
Kult świętej Rity mocno związany jest z tzw. pobożnością ludową. A jednak mam wrażenie, że to pobożność ludowa 2.0 – bo jednak mocno opiera się na internecie, na publikowaniu tam kolejnych historii, które swój happy end znalazły właśnie za pośrednictwem świętej z Cascii. I chyba też internet mocno spopularyzował tę postać. Czy można więc powiedzieć, że kult Rity to taka nowoczesna, cyfrowa pobożność ludowa?
– Tak, można. Być może to właśnie internet przez swoje ogromne zasięgi tak upowszechnił i spopularyzował jej kult. Dzięki obecności tych historii w sieci, mogą one dotrzeć do znacznie większej liczby odbiorców, niż kiedykolwiek wcześniej.

Co trzeba byłoby zrobić, żeby trochę podwyższyć „status” św. Rity – żeby nie była odbierana głównie właśnie jako element pobożności ludowej. Katolicy, którym daleko do takiej pobożności, mogą mieć problem ze świętą, która kojarzy się głównie „magicznie”. Sam jestem mocno zdystansowany do niej i jej działania – bo swoją wiarę mocno opieram na poznaniu rozumowym. Jak dotrzeć ze świętą Ritą do tego „intelektualnego” katolicyzmu?
– No cóż, nie wiem, czy trzeba to robić na siłę. Może intelektualistom katolickim można pozostawić lekturę ojców Kościoła i encyklik papieskich? Święta Rita nie była żadną intelektualistką, była prostą dziewczyną z małej górskiej wioski, która wiodła zwykłe życie, jak tysiące innych kobiet. Może dlatego jest bliska zwykłym kobietom, które, jak ona, borykają się z różnymi trudnościami małżeńskiego i rodzinnego życia. Chyba nie ma potrzeby by ją intelektualizować. Jej kult rozwija się spontanicznie i „oddolnie” i nie potrzebuje chyba dodatkowego, intelektualnego wsparcia.
Napisała Pani książkę biograficzną o świętej Ricie. Jak zaczęło się Pani zainteresowanie tą postacią? W jakim momencie życia się Pani z nią spotkała?
– Moje spotkanie ze świętą Ritą odbyło się niedawno, na gruncie zawodowym, nie prywatnym. Nie mam w zanadrzu barwnej opowieści o cudownej interwencji św. Rity w moim osobistym życiu. Rita jest dla mnie przede wszystkim kolejną bohaterką literacką, której życie i epokę starałam się przedstawić najlepiej, jak potrafię.
Jaki obraz świętej Rity wyłania się z Pani książki? Jakie cechy tej postaci chciała Pani przede wszystkim uwypuklić? Jaka po prostu była ta kobieta?
– Chciałam pokazać Ritę jako normalną, żywą kobietę – dobrą, wrażliwą i oddaną rodzinie, ale jednocześnie bardzo silną i zdeterminowaną, gdy trzeba. Nie chciałam, żeby była od początku nierealnie doskonała w swojej świętości. Chciałam, żeby była na tyle „normalna” i wiarygodna, żeby czytelniczki mogły się z nią utożsamiać.
Jest św. Rita patronką od spraw beznadziejnych i przez to kojarzy się trochę magicznie – czy w książce chciała też Pani pokazać bardziej przyziemny, zwyczajny rys tej kobiety? Mniej daleka święta, a bardziej bliska sąsiadka?
– Tak, zdecydowanie moja Rita ma być bliską sąsiadką – kobietą, którą mogłybyśmy spotkać, robiąc zakupy na targu.

Mam wrażenie, że swoją powieścią wraca Pani trochę do korzeni – do żywotów świętych, pisanych niegdyś w podobny sposób. Ile w Pani książce jest faktów, ubranych w fabularyzowane opowieści, a ile fikcji?
– Nie chciałam pisać „żywotów świętych” – chciałam, żeby moja Rita wydawała się czytelnikom normalną, żywą i bliską dziewczyną i kobietą, żeby była wiarygodna w swoich dylematach i wyborach. Myślę, że dobra literatura nie powinna nadmiernie idealizować bohaterów (nawet świętych), tylko przedstawiać ich tak, by czytelnik mógł uwierzyć w tę postać. Natomiast legenda świętej Rity jest ukształtowana i znana jej wyznawcom, więc tych faktów musiałam się trzymać. Ale dzięki formule powieści mogłam wprowadzić całkowicie fikcyjny wątek Bianki, „gwiezdnej siostry” Rity, która żyje w innym świecie: w zamożnej kupieckiej Florencji, w której rodzi się renesans i powstaje słynna kopuła Katedry Santa Maria del Fiore.
Pracując nad książką, na pewno dotarła Pani do wielu nieznanych sobie wcześniej informacji na temat świętej Rity. Co Panią najbardziej zaskoczyło? Jak wyglądała w ogóle praca nad tą powieścią?
– Pracując nad nową powieścią odwiedzam zawsze miejsca, w których lokuję akcję. Pojechałam także do Umbrii, do Cascii i Roccaporeny. Zaskoczyło mnie to, jak maleńkie są te miejscowości, jak bardzo leżą na uboczu, nadal otoczone górskim pustkowiem. Także zachowane domy rodzinne Rity – jej rodziców i męża są – niewielkie i skromne. Natomiast widać było, że kult świętej Rity jest bardzo żywy – przyjeżdżało tam mnóstwo wycieczek i pielgrzymek z całego świata, także z Polski.
Postawiła Pani na powieść biograficzną, w pewien sposób na żywot świętej, a nie na klasyczną biografię. Skąd ten wybór?
– „Klasycznych biografii” świętej Rity jest już sporo, zwłaszcza autorstwa katolickich księży i sióstr. Ja natomiast specjalizuję się w pisaniu powieści historycznych i biograficznych. Formuła powieści pozwala trochę inaczej, głębiej spojrzeć na bohaterkę – pozwala pokazać nie tylko fakty biograficzne znane z legendy, ale też wyobrazić sobie jej myśli, stany emocjonalne, sceny z życia. Można także wprowadzić dodatkowych, fikcyjnych bohaterów. Można przedstawić świętą jak żywą kobietę z krwi i kości, która przeżywała sytuacje i dramaty podobne do innych kobiet. Dzięki temu może stać się czytelnikom bardziej zrozumiała i bliska.
Gdyby poszukać mniej oczywistych tropów „patronkackich” – to kto szczególnie, poza ludźmi w sytuacjach beznadziejnych, warto by modlił się za wstawiennictwem św. Rity?
– Proszę wybaczyć, nie wiem. Chyba nie ma tu żadnych ograniczeń. Niech każdy modli się jak chce, lubi i potrafi. Chociaż Rita jest uważana także za patronkę trudnych małżeństw, ponieważ sama takie małżeństwo przeżyła. W krakowskim kościele augustianów w czasie nabożeństw z różami ku czci świętej Rity odczytywane są prośby i intencje – wiele z nich dotyczy właśnie problemów rodzinnych, małżeńskich i tych związanych z nałogami małżonka i członków rodziny.

Często o wielkich ludziach z przeszłości mówi się, że wyprzedzili swoją epokę. A czy o Ricie też można to powiedzieć?
– Jeśli w czymś wyprzedzała swoją epokę, to chyba w wierze we własną siłę i sprawczość. Żyła w czasach, kiedy oczekiwano od kobiety, że będzie posłuszna woli innych – rodziców, męża, rodziny męża, Kościoła. Tradycja lokalna w jej rodzinnej Roccaporenie wymagała podporządkowania się przez wdowę zwyczajowemu prawu wendety, czyli rodowej zemsty. Otoczenie oczekiwało tego od Rity, ona jednak, zamiast krwawej zemsty wybrała drogę pokoju i doprowadziła do pojednania wrogich stron.
Na zakończenie chcę zapytać o to, czego nas, współczesnych, może najbardziej nauczyć święta z Cascii.
– Myślę, że najcenniejszą nauką płynącą z życia Rity jest dziś to, że warto mimo trudności dążyć do pojednania, pokoju i zażegnania konfliktów. Jej pokojowa postawa w czasach zwyczajowej wendety była odważna i rewolucyjna. Światu w każdych czasach, także dziś, potrzeba przede wszystkim pokoju i pokojowego, pozbawionego wrogości współistnienia ludzi.
I już zupełnie na koniec. Książka o Ricie już za Panią – a co dalej? Czy jakaś inna święta bardzo Panią intryguje i stanie się bohaterką kolejnej książki? A może tropy pisarskie będą zupełnie inne?
– Nie planowałam pisania jakiegoś cyklu o świętych. Lubię pisać o ciekawych, silnych kobietach i o ich zmaganiach ze światem. Często są to kobiety żyjące na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku – i taka też będzie moja kolejna bohaterka.
Bądź na bieżąco z Misyjne.pl!
Obserwuj misyjne.pl w Google News. Dodaj nas do ulubionych, aby nie przegapić najważniejszych treści z kraju i ze świata.
Wybrane dla Ciebie
Czytałeś? Wesprzyj nas!
Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!
| Zobacz także |
| Wasze komentarze |
Św. Rita wie, czym jest trudne życie i dlatego się za nas modli
Miejscowi święci z sąsiedztwa. Młodzi Azjaci patrzą na świętych z przeszłości [MISYJNE DROGI]
Św. Rita – patronka nie tylko od spraw beznadziejnych, ale i od trudnych relacji [ROZMOWA]





Wiadomości
Wideo
Modlitwy
Sklep
Kalendarz liturgiczny