Sant’Egidio

Wiesława i Paweł, Sant’Egidio, fot. Maciej Kluczka

Świętowanie w stylu Franciszka [Boże Narodzenie z Sant’Egidio]

5 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

I dzień świąt Bożego Narodzenia. Gdy wszedłem do sali przy parafii Wniebowstąpienia Pańskiego na warszawskim Ursynowie wrażenie na mnie zrobiło to, że na tej świątecznej uczcie niczego nie brakowało. Ładnie przyozdobione stoły uginały się pod przysmakami. Choinka taka, którą samemu chciałoby się mieć w domu A prezenty… ledwo się mieściły w dużych opakowaniach. 

Sant’Egidio

fot. Maciej Kluczka

Do świątecznego obiadu organizowanego przez wspólnotę Sant’Egidio zasiadło w Warszawie pół tysiąca osób! Ważne jest to, że spotkanie odbywa się w same święta. Nie przed, nie po, ale w święta. Wspólnota nie spotyka się od święta, widzą się co tydzień w czwartek; to dzień, gdy spotykają się na wspólnym posiłku. Ludzie „z Egidio” przychodzą do biednych i bezdomnych z kanapkami na Dworzec Centralny. Swoich „ubogich przyjaciół” (tak ich nazywają) spotykają przez cały rok, co czwartek.  Chcą więc ich zobaczyć także w święta, to dla nich naturalne. Inaczej sobie tych dni nie wyobrażają…

Święta z Sant’Egidio, fot. Maciej Kluczka

fot. Maciej Kluczka

Ludzie dobrej woli  

Na spotkaniu obecny był m.in metropolita warszawski, kard. Kazimierz Nycz. Słowo „rodzina” przewija się, jak wspólny mianownik, przez wszystkie moje rozmowy tego świątecznego popołudnia. – Znamy ich. Przez relację, która nas wiąże i którą niekiedy możemy nazwać nawet przyjaźnią, stają się nam bliscy jak rodzina. Dlatego – jak z rodziną – chcemy się z nimi zobaczyć także w święta– mówi mi Anna Matlak ze Wspólnoty. Spośród członków tej licznej rodziny „ubogich przyjaciół” dosiadam się do Małgorzaty i Ryszarda.

Sant’Egidio

Małgorzata i Ryszard, Sant’Egidio, fot. Maciej Kluczka

Na świątecznym spotkaniu Wspólnoty są po raz jedenasty. – Jesteśmy tu weteranami – żartują. Są już po obiedzie, teraz czas na słodkie. – Znam wszystkich z Sant’Egidio, dużo nam pomagają. Widzimy się z nimi cały rok, nie tylko od święta – mówi Ryszard. Małgorzatę pytam, jak wygląda ich życie codziennie, takie pozaświąteczne. Są bezdomni, choć teraz udało im się wynająć pokój, u ludzi dobrej woli, za niewielkie pieniądze. W tej sprawie również pomogli ludzie z Egidio. Niekiedy Małgorzacie i Ryszardowi udaje się znaleźć dorywczą pracę, wpadnie wtedy kilka bardzo przydatnych groszy. Niestety, przeważnie nie jest to stałe zatrudnienie. Pani Małgorzacie udało się przez jakiś czas pracować jako sprzątaczka. Niedawno pochowali bezdomnego kolegę. Żal im, że go już z nimi nie ma. Życie na ulicy może łatwe nie jest, ale to zawsze życie, ma też swoje dobre chwile. Wierzą, że ma już mieszkanie, to najlepsze i najwygodniejsze, tam na górze.  

Święta z Sant’Egidio

Święta z Sant’Egidio, fot. Maciej Kluczka

Człowiek, po prostu  

Gdy po rozmowie odchodzę od stołu, to wpadam na panią Wiesławę. Dla niej Wspólnota to również konkretna pomoc, konkretni ludzie. Gdy miała problem z zapłaceniem rachunków i groziła jej eksmisja, znaleźli się ci, którzy pomogli opłacić długi. – Wysłałam wczoraj sms-a z życzeniami urodzinowymi do mojego znajomego studenta, który mi pomaga – mówi mi Małgorzata. Ach, jak dobrze było zobaczyć ten błysk radości w oczach pani Wiesławy. Nie z powodu owoców tej pomocy, ale samego faktu, że ktoś to pomoże – jest. Człowiek, po prostu człowiek. 

>>> Andrea Riccardi laureatem nagrody Konferencji Rabinów Europejskich

Sant’Egidio

Wiesława i Paweł, Sant’Egidio, fot. Maciej Kluczka

Kelner Paweł  

Wśród wielu wolontariuszy jest m.in. Paweł Gutowski. W ten świąteczny dzień „występuje” w roli kelnera. Rozdaje potrawy, przynosi zastawę. W takim spotkaniu uczestniczy już czwarty rok z rzędu, trzeci raz jako kelner. Pytam, czy wcześniej pracował w roli kelnera, odpowiada, że nie. – Pierwszy raz, gdy tu przyszedłem, czułem niepewność. To było dla mnie coś nowego, ale po tym pierwszym doświadczeniu poczułem, że to najlepszy sposób na spędzenie świąt – mówi. Na co dzień nie działa w Sant’Egidio, ale pomaga przy tego typu większych wydarzeniach. – Święta są czasem dla bliskich i rodziny, ale przy dobrej organizacji można dać kawałek siebie i swojego czasu tym, którzy tego potrzebują. Dla tych osób, które często nie mają domu, rodziny, ten okres jest szczególnie trudny, mogą silniej doświadczać samotności – mówi Paweł. Od razu dodaje, że to dla niego bardzo cenne doświadczenie. – Nie mniej, niż my im, oni dają nam. Możemy niektórych rzeczy uczyć się tylko od nich, od tych najsłabszych.  

Nie mniej, niż my im, oni dają nam. Możemy niektórych rzeczy uczyć się tylko od nich, od tych najsłabszych. (Paweł Gutowski)

Myślimy tak samo

W wielu rozmowach usłyszałem, że taka działalność to najlepsza wizytówka Kościoła, tego najbardziej ubogiego i tego najbliższego drugiemu człowiekowi. – Mówi o tym często papież. Mówi i robi. To zaczyna się robić nawet modne, to zaczyna działać, przekonuje się do tego coraz więcej ludzi – mówi mi Paweł. – To jest dobra robota! Inaczej bym tu nie przychodził – uśmiecha się. Prezenty są bogate, to dzięki darczyńcom, sponsorom. Ktoś przyniesie kurtkę, rękawiczki, plecak. Wspólnota już wie, jak to rozsądnie rozdzielić. Przecież wszystkich znają. – Niektórych znamy bardzo długo. Niektórzy to bezdomni, inni z bezdomności wyszli, ale w święta chcą być razem z nami – mówi Anna Matlak ze Wspólnoty.

fot. Maciej Kluczka

>>> Kard. Krajewski otworzy „Pralnię Papieża Franciszka”

Pytam, czy pontyfikat Franciszka (który ubogich nie tylko dostrzega, ale stawia w centrum) dodaje im skrzydeł. – Franciszek dobrze by się tu czuł – słyszę w odpowiedzi. – Bardzo jest nam bliska jego myśl, cieszymy się z jego pontyfikatu, myślimy tak samo. Chcemy, żeby jego przesłanie dotarło do wielu, bo w drugim człowieku – szczególnie ubogim – spotykamy Chrystusa – dodaje. 

Sant’Egidio

Święta z Sant’Egidio przy Parafii Wniebowstąpienia Pańskiego, Warszawa Ursynów, fot. Maciej Kluczka

Spotkania bożonarodzeniowe, oprócz Warszawy, odbyły się też w Poznaniu, Szczecinie i Chojnie. „Ubogich przyjaciół” pytam, jakby było, gdyby nie było Sant’Egidio? – Byłoby ciężko. Po prostu ciężko – odpowiadają. Sant’Egidio to dla nich spotkanie: z drugiem człowiekiem, a przez niego z Bogiem. Gdy świąteczne spotkanie powoli dobiega końca, na scenie zespół śpiewa już kolejną kolędę na bis, a ja żegnam się z panią Małgorzatą, panem Ryszardem i panią Wiesławą. Ta ostatnia pyta mnie o moje imię. No przecież… jesteśmy dla siebie „ubogimi przyjaciółmi”. A przyjaciel zna imię przyjaciela.  

Galeria (5 zdjęć)
Zobacz także
Wasze komentarze