fot. pixabay

Synod o Synodalności w Czechach: Kościół żyje w swojej „bańce”

Czechy z punktu widzenia religijnego prezentują się dość osobliwie. Trzy czwarte mieszkańców nie deklaruje przynależności do żadnej religii, a tylko 5 proc. z ponad 11 milionów mieszkańców regularnie uczestniczy w nabożeństwach jakiegokolwiek Kościoła. W takim kontekście odpowiedź na wezwanie do udziału w synodzie o synodalności w Kościele katolickim dostarczyła nieoczekiwanych niespodzianek.

Mimo początkowego sceptycyzmu niektórych wierzących, a nawet całkiem sporej liczby księży, w drogę zaangażowało się prawie 2,5 tys. grup synodalnych. Dzięki nim wierni nauczyli się współpracować w stylu synodalnym, słuchać i rozeznawać kierunek, w którym prowadzi Duch Święty. Tematy poruszane w grupach nie zawsze były łatwe, ale to daje wielką nadzieję na przyszłość. Wielu uczestników mówiło, że dla nich ostateczne wyniki synodu są tak istotne, jak nowość metody dyskusji, która została zainicjowana oddolnie. W tych małych grupach, w parafiach i we wspólnotach, wszyscy czują się teraz bardziej obecni, a przede wszystkim bardziej świadomi swojej współodpowiedzialności za Kościół.

Zebranie diecezjalnych syntez w jedną, krajową, zajmie jeszcze trochę czasu. Diecezja brneńska, która zainicjowała 557 grup synodalnych, jest też drugą największą diecezją w kraju. Wyniki uzyskane w grupach zostały przeanalizowane zarówno z punktu widzenia treści tekstów, jak i przedłożonych sprawozdań statystycznych. Patrząc na teksty, które zaczynają napływać także z innych diecezji, sądzimy, że wiele spostrzeżeń i propozycji, które pojawiły się w Brnie, można łatwo uogólnić na cały kraj.

>>> Synod o Synodalności w Czechach: kapłan w parafii nie musi być „specjalistą od wszystkiego”

fot. EPA/MARTIN DIVISEK

Pierwszą ważną kwestią jest spostrzeżenie, które zrodziło się z pracy grup synodalnych. Uczestnicy zauważyli, że w czeskich wspólnotach parafialnych brakuje stylu synodalnego. Nie ma przejrzystości, otwartości na świat. Wierni wyrazili pragnienie, aby Kościół stał się bardziej zrozumiały, bardziej ludzki, zdolny do przyjmowania oddolnych sugestii, a przede wszystkim bardziej uważny na rzeczywiste potrzeby świata.

Około jedna trzecia uczestników grup podkreślała potrzebę poprawy komunikacji między księżmi a świeckimi. Wyjaśniali, że tym, czego oczekują od księży, jest nie tyle ich teologiczna erudycja, ile bliskość i otwartość, postawa słuchania, umiejętność wspólnej pracy. Wśród wiernych istnieje silne pragnienie zaufania, włączenia się w procesy decyzyjne i docenienia ich specyficznych charyzmatów. Na uwagę zasługuje spostrzeżenie, że tam, gdzie księża byli obecni w grupach, tematyka dotyczyła bardziej problemów związanych z przekazywaniem wiary w dzisiejszych czasach, natomiast gdy nie brali bezpośredniego udziału, widoczna była większa otwartość na dyskusję na tematy reformy Kościoła, celibatu księży i święceń kobiet.

Interesujące jest również to, że grupy, które już wewnętrznie doświadczają procesu synodalnego, częściej (do 10 razy częściej niż przeciętnie) uznają obecność podobnego procesu na poziomie diecezjalnym, a także (do 4 razy częściej niż przeciętnie) na poziomie Kościoła powszechnego. Uczestnicy rozumieją, że jaka będzie ich parafia, taki będzie Kościół powszechny.

Most Karola w Pradze, fot. EPA/MARTIN DIVISEK

Tematyka wykraczała jednak daleko poza kwestię relacji między księżmi i świeckimi. Około 40 proc. uczestników chciało wzmocnienia prawdziwych relacji braterstwa, szacunku, tolerancji i wzajemnej troski w swoich wspólnotach. Wielu przypominało o konieczności doskonalenia przez Kościół umiejętności przyjmowania osób zepchniętych na margines i odrzuconych. Wierni podkreślają, że dotychczas Kościół żyje w swojej „bańce”, bez wystarczającego kontaktu ze światem zewnętrznym. Ta obawa była wśród uczestników spotkań jedną z najczęstszych, niezależnie od wielkości grupy, płci uczestników i ich wieku.

Problem związany jest ze zjawiskiem, właściwym naszym czasom, które naukowcy nazywają „wiekiem samotności”. Kraje europejskie, w tym Czechy, należą do państw, gdzie jest najwięcej samotnych ludzi. Badania wskazują, że poczucie samotności dotyka nie tylko osoby żyjące na marginesie społeczeństwa, ale także te aktywne i produktywne. Wydaje się, że ta „epidemia samotności” jest jednym ze znaków czasów, dla których należy znaleźć w Kościele twórczą odpowiedź.

Wiele świeckich organizacji w różnych krajach, a także Kościół katolicki, podejmuje ważne kroki, by zaradzić temu problemowi. My, jako wierzący, jesteśmy jednak wezwani do głębszej odpowiedzi, do „paschalnego przejścia” od egocentryzmu „ja” do eklezjalnego „my”, jak sugeruje Międzynarodowa Komisja Teologiczna w dokumencie „Synodalność w życiu i misji Kościoła”.

To wezwanie do eklezjalnego „my” nakłada się również na duchowe pragnienie ponad jednej czwartej uczestników, dotyczące coraz bardziej wspólnotowego stylu modlitwy, Mszy św. sprawowanej przez wspólnotę chrześcijańską, głębszego życia duchowego. Nie jest to zwykła ludzka potrzeba, ale pragnienie życia duchowego zanurzonego w Bogu, który stworzył nas istotami relacyjnymi, czyli wspólnotowymi, na obraz swojego trynitarnego bytu. Prawdziwe pragnienie doświadczenia komunii z Bogiem, nie poprzez nasze własne ego, ale – jak Trójca Święta – w pełni ognistej tajemnicy „My”. I to jest chyba najbardziej autentyczna odpowiedź na dramat egzystencjalnej samotności.

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze