fot. EPA/GEORGI LICOVSKI

Szkoła powinna rozbudzać i podtrzymywać chęć do poznawania świata [ROZMOWA]

Szkoła powinna rozbudzać i podtrzymywać chęć do poznawania świata. Trzeba ćwiczyć krytyczne myślenie, pracę w zespole, przekazywać wiedzę o zdrowiu czy finansach, a cały program radykalnie odchudzić.

Edukacja wymaga głębokich zmian – mówi w rozmowie z PAP prof. dr hab. Dariusz Jemielniak z Akademii Leona Koźmińskiego, wiceprezes PAN.

Według nowego badania przeprowadzonego w Finlandii małe dzieci interesują się matematyką i są chętne do nauki, ale to zanika w pierwszych latach szkoły. Dziwi Pana taki wynik?

Prof. dr hab. Dariusz Jemielniak: Nie, wyniki tego badania wcale mnie nie dziwią. W rzeczywistości są one spójne z tym, co obserwujemy w wielu dziedzinach nauki o edukacji i rozwoju dzieci. Naturalna ciekawość i chęć do odkrywania świata są cechami charakterystycznymi dla małych dzieci. Dzieci w młodym wieku posiadają zdolność do szybkiego uczenia się i adaptacji, co obejmuje również podstawowe koncepcje matematyczne. Problem pojawia się, kiedy tradycyjne metody nauczania nie są w stanie podtrzymać tej wrodzonej ciekawości i chęci do nauki. Dzieci, które początkowo podchodziły do matematyki z entuzjazmem, mogą czuć się zniechęcone, gdy napotykają na sztywne i monotonne metody nauczania, które nie odpowiadają ich naturalnym sposobom uczenia się.

Istotne jest, aby edukacja matematyczna od najmłodszych lat była bardziej zorientowana na odkrywanie i eksperymentowanie. Metody nauczania powinny być dostosowane do indywidualnych potrzeb uczniów, promować kreatywne myślenie i zastosowanie matematyki w praktycznych, życiowych sytuacjach.

Fot. ThisisEngineering RAEng/unsplash

Czy zatem według Pana szkoła uczy źle – czy też nie tego, co trzeba? Czy jest dużo sensu w tym, aby całymi latami uczyć się dat, nazw rzek? Czy dziecko, nastolatek, potrzebuje wiedzieć, czym się różnią tchawki od płucotchawek, co to była triera, albo kim był hoplita?

Samo powtarzanie pamięciowe nie ma dużego sensu – choć trzeba tu zaznaczyć, że zapamiętywanie i powtarzanie są bardzo ważne, ale w nauce języków – to tam kluczowe jest powtarzanie codziennie słownictwa i struktur, najlepiej – z wykorzystaniem nowoczesnych narzędzi i technologii IT. Sam współtworzyłem platformę InstaLing, z której obecnie korzysta 13 proc. nauczycieli języków w polskich szkołach – i opiera się ona na tzw. inteligentnych powtórkach, czyli na powtarzaniu materiału, z którym dany uczeń ma problem, a niepowtarzaniu tego, co już zna. Z tej perspektywy fatalne dla nauki języków w polskich szkołach jest zakazywanie prac domowych. Jeśli nie będzie jasnego sygnału z MEN, że powtarzanie słownictwa i struktur gramatycznych to nie jest praca domowa, możemy mieć poważny problem z nauką języków. Badania pokazują, że codzienne powtarzanie materiału leksykalnego, zwłaszcza dobranego tak, aby powtarzane były te rzeczy, z którymi dana osoba ma problem, zmniejsza łączny czas potrzebny do opanowania go aż sześciokrotnie, czyli oszczędzamy ponad 80 proc. czasu!

Zatem prace domowe – tak, ale bardzo ograniczone?

Oczywiście rozumiem, skąd wychodzi idea MEN – programy są przeładowane i to, czego nie zdążą omówić, nauczyciele de facto przerzucają na rodziców. A dzieci spędzają 12 godzin dziennie na tłuczeniu formułek. Ale nie tędy droga. Trzeba radykalnie odchudzić programy, aby „praca domowa” polegała na przygotowaniu się do zajęć, powtarzaniu tylko tego materiału pamięciowego, który w przyszłości będzie faktycznie potrzebny (w praktyce – głównie języków obcych). W nauczaniu przedmiotów pozostałych skupić się na rozumieniu świata.

Fot. pixabay/ponce_photography

Co zatem należałoby usunąć, a co wprowadzić do programów nauczania?

To porażające, że możemy np. wymagać rozumienia, czym jest pochodna – a nie ćwiczymy, ile ktoś zapłaci raty kredytu przy określonych założeniach finansowych. Może jestem radykałem, ale postulowałbym nie tyle kosmetyczne zmiany w programach przedmiotów, co głęboką rewizję przedmiotów w ogóle. Uczenie o otaczającym świecie w sposób pomagający zrozumienie go, przez połączenie fizyki, chemii i biologii, ale bez polegania na opanowywaniu pamięciowym. Uczenie o świecie społecznym przez analizę zjawisk, przez połączenie historii, wiedzy o społeczeństwie, czy języka polskiego i wiedzy o kulturze. Jest ważniejsze, aby na koniec edukacji ludzie rozumieli pewne podstawowe zjawiska, niż aby przeleciały im przed oczami informacje bardzo zaawansowane, z których niewiele zapamiętają.

Natomiast koniecznie wprowadziłbym nowe przedmioty.

Krytyczne myślenie – w tym wiedzę o mediach, o świecie cyfrowym i zagrożeniach w nim, o dezinformacji; wiedzę o zdrowiu – w tym dietetyce, wychowaniu seksualnym, dobrostanie psychicznym; komunikację – robienie prezentacji, wystąpienia publiczne, argumentowanie ustne, argumentowanie pisemne; wiedzę algorytmiczną – elementy programowania, logika. Mocno wyodrębniłbym w każdym z pozostawionych przedmiotów część pamięciową – którą podzieliłbym na elementy, które nadają się do powtarzania w systemie inteligentnych powtórek, i zapewniłbym dla tych czynności wsparcie nowych technologii – jak i część wymagającą myślenia. Tę ostatnią realizowałbym w szkole, ale w formule prac projektowych, zespołowych, dyskusji, budzenia ciekawości światem.

W jaki sposób obecna edukacja oddziałuje na zdolność młodego człowieka do życia w społeczeństwie? Czy naprawdę pomaga, jeśli ktoś pół dnia spędza w szkole, a większość pozostałego czasu za biurkiem w domu? Czy będzie umiał współpracować w biznesie, w pracy z kolegami, nie mówiąc już o rozwijaniu przyjaźni i innych relacji?

Tradycyjny model edukacji, który polega na długich godzinach spędzonych w szkole, a następnie na dodatkowej pracy w domu, może ograniczać możliwości rozwoju umiejętności społecznych i współpracy.

Pomimo że szkoły często kładą nacisk na rozwijanie wiedzy akademickiej, nie zawsze poświęcają wystarczająco dużo uwagi nauczaniu umiejętności miękkich, takich jak komunikacja, praca zespołowa, empatia, zarządzanie konfliktami czy adaptacja do zmian. Te umiejętności są jednak kluczowe dla efektywnej współpracy w środowisku biznesowym i budowania zdrowych relacji w życiu prywatnym.

Aby edukacja lepiej służyła młodym ludziom przygotować się do życia w społeczeństwie, konieczne jest wprowadzenie zmian, które pozwolą uczniom na rozwijanie tych kluczowych kompetencji. Konieczne są wspominane umiejętności: większy nacisk na pracę zespołową, edukacja emocjonalna i społeczna, zastosowanie nauki w praktyce, rozwój umiejętności komunikacyjnych.

fot. unsplash / Christina Wocintechchat

Czy obecny system nauczania motywuje do rozwoju i dalszej nauki? Czy nie jest tak, że już w podstawówce zdobywanie wiedzy, które mogłoby być fascynujące – kojarzy się głównie z katorgą, ciągłym porównywaniem z innymi i poczuciem, że zawsze robi się za mało?

W tradycyjnych modelach edukacyjnych, gdzie dominuje ocenianie za pomocą testów i egzaminów, nacisk kładziony jest na zapamiętywanie faktów i formułek, co może prowadzić do sytuacji, w której nauka kojarzy się z obowiązkiem i stresem, a nie z przyjemnością z odkrywania nowych rzeczy. Taka sytuacja może rzeczywiście zniechęcać uczniów do dalszej nauki i eksplorowania własnych zainteresowań.

Konkurencyjność w klasie, ciągłe porównywania i poczucie, że nigdy nie jest wystarczająco dobrze, mogą mieć negatywny wpływ na samopoczucie uczniów i ich motywację do nauki. Dzieci, które czują presję, aby stale osiągać lepsze wyniki, mogą doświadczać stresu, lęku i nawet wypalenia edukacyjnego w bardzo młodym wieku. To z kolei może prowadzić do utraty zainteresowania nauką, a nawet do negatywnego stosunku do zdobywania wiedzy w przyszłości.

Dlaczego nauka nie może w większym stopniu opierać się o dyskusję? O prace grupowe? Wspólne odkrywanie? Niektórzy nauczyciele nawet dziś właśnie tak robią, ale większość nie jest przygotowana i wyposażona w metodyki i techniki to ułatwiające. Jednocześnie brakuje zaplecza IT tam, gdzie mogłoby naprawdę pomóc, czyli w nauce pamięciowej. Środki wydaje się za to na rzeczy, które jako żywo sensu żadnego nie mają. Przypomnę choćby kupno drukarek 3D dla szkół, czy projekt portalu ZPE.

Czy można w takich warunkach spodziewać się wychowania ludzi znających swój życiowy kierunek, chętnych do podnoszenia kwalifikacji, nauki, rozwoju?

Nie przeceniałbym roli szkoły w poprawianiu czy psuciu ludzi pod względem życiowych kierunków. Na szczęście szkoła nie ma aż tak dużego wpływu na nich. Natomiast problemem faktycznie może być zniechęcenie do nauki jako takiej, a zatem utrudnienie wejścia na ścieżkę ustawicznego samodoskonalenia, szukania odpowiedzi na problemy. Przecież koniec końców nie chcemy, żeby ktoś koniecznie pamiętał, kiedy zginął Władysław III Warneńczyk. Natomiast umiejętność szukania źródeł i interpretowania, dlaczego zginął i jakie z tego lekcje możemy wyciągać dla naszej sytuacji geopolitycznej – jak najbardziej tak.

Jan Matejko, http://cyfrowe.mnw.art.pl/dmuseion/results?action=SearchAction&skipSearch=true&mdirids=1&tempQueryType=-3&encode=false&isExpandable=on&isRemote=off&roleId=-3&queryType=-3&dirids=1&rootid=&query=matejko&localQueryType=-3&remoteQueryType=-2, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=24692177

Od dawna mówi się głównie o potrzebie odchudzania podstawy programowej. Ale czy takie działanie nie jest tylko kosmetyką? Można się po nim spodziewać większych efektów?

Obecnie wiele wskazuje, że nie czeka nas rewolucja, tylko ewolucja. Ale dajmy władzom MEN czas – wszystkie panie minister są świetnie przygotowane merytorycznie, więc wierzę, że i na bardziej śmiałe kroki nadejdzie pora. Choć oczywiście wielkie wizje łatwiej snuje się w wywiadzie, niż siedząc za biurkiem decydenta, bo realnymi ograniczeniami są przecież także koszty szkoleń, przekwalifikowań, zwyczajna skrzecząca rzeczywistość.

Jednak system edukacji zmienić trzeba i powinno się to zrobić z punktu wyjścia od czystej kartki – przemyśleć, jak co powinna umieć osoba na koniec edukacji. A dopiero potem rozważać, jak tego nauczyć. W praktyce trudno to zrobić, bo nauczycieli nie wymienimy – ale możemy ich przeszkalać, podnosić kwalifikacje (oraz godziwe pensje, bez tego nic nie zadziała).

Prof. dr hab. Dariusz Jemielniak jest kierownikiem Katedry Management in Networked and Digital Societies (MINDS) w Akademii Leona Koźmińskiego. Od 2023 roku jest wiceprezesem Polskiej Akademii Nauk. Oprócz głównych zainteresowań dotyczących strategii organizacji z branży technologicznej (internetowej) i w badaniu społeczności otwartej współpracy, zajmował się także przemianami organizacyjnymi zachodzącymi na uczelniach i reformą szkolnictwa wyższego w Polsce.

Wybrane dla Ciebie

Czytałeś? Wesprzyj nas!

Działamy także dzięki Waszej pomocy. Wesprzyj działalność ewangelizacyjną naszej redakcji!

Zobacz także
Wasze komentarze