Fot. Wikipedia

Tomasz Terlikowski: nominacje kardynalskie w duchu polityki Franciszka [KOMENTARZ]

3 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

Trzynastu nowych kardynałów potwierdza pragnienie Franciszka maksymalnego umiędzynarodowienia kolegium kardynalskiego. Większość z nowych kardynałów to ludzie misji, z „dalekich stron”, którzy reprezentować będą w kolegium nowe, mniej europejskie czy szerzej mniej zachodnie spojrzenie. I to jest niewątpliwie dobry kierunek – pisze w komentarzu dla misyjne.pl publicysta Tomasz Terlikowski. 

W sobotę 5 października odbędzie się konsystorz, na którym Franciszek wyniesie do godności kardynalskiej łącznie 13 arcybiskupów i biskupów – 10 czynnych i 3 emerytowanych.

>>> Sylwetki nowych kardynałów

fot. Fabio Frustaci, PAP/EPA.

Ludzie misji i pewne zaskoczenie 

Serce Kościoła od dawna nie bije ani w Europie, ani w świecie zachodnim, a najwięcej katolików jest w krajach misyjnych. Ich myślenie, odczuwanie, pobożność powinny być reprezentowane w Kolegium. Zaskakuje natomiast druga grupa purpuratów, czyli kolejny rzut pracowników Kurii Rzymskiej. Jeśli Kościół ma się decentralizować, to powstaje pytanie, czy rzeczywiście mianowanie na kardynałów kurialistów rzymskich jest najlepszą drogą owej decentralizacji. Warto też zadać pytanie, czy nie chodzi tu raczej o to, by w nowym kolegium jak najliczniej reprezentowani byli zwolennicy „linii Franciszka”, czyli głębokiej reformy (niektórzy mówią wprost o „nowej reformacji”) w Kościele? Taką nominacją jest niewątpliwie kardynalski kapelusz dla arcybiskupa Bolonii Matteo Zuppiego, związanego ze Wspólnotą świętego Idziego, proimigranckiego, ale także – o czym nie omieszkał przypomnieć o. James Martin SJ – mocno wspierającego katolickie środowiska LGBT i samego niezwykle progejowskiego Martina. Nie neguje osobistych zalet arcybiskupa Bolonii, a jedynie wskazuje na jego mocne poglądy w kwestiach dzielących obecnie i Kościół i świat.

Zdjęcie: Abp Matteo Zuppi, fot. flickr

Kardynałowie ze Stanów 

Innym dziwnym brakiem na kolejnych listach kardynalskich są ortodoksyjni (nazywani niekiedy przez media konserwatywnymi) hierarchowie ze Stanów Zjednoczonych. O ile wszyscy o poglądach liberalnych już zostali kreowani na kardynałów, o tyle ci, którzy zachowują choćby stanowisko św. Jana Pawła II w sprawie komunii świętej dla rozwodników kreowani na kardynałów nie są. Najlepszym tego przykładem jest arcybiskup Charles Chaput OFMCap., który mimo że ma pełne seminarium, ludzie go uwielbiają, a do tego jest arcybiskupem Filadelfii (a to oznacza, że jego diecezja związana jest z kapeluszem kardynalskim) nadal nie jest kardynałem. Jest nim natomiast znany ze swoich prohomoseksualnych wypowiedzi, nieprzychylnym okiem spoglądający na mocną obronę życia kardynał Blaise Cupich.

Franciszek a Kościół w Polsce

Polityka mianowania na kardynałów z Zachodu raczej hierarchów o bardziej liberalnych poglądach, a pomijanie tych o bardziej konserwatywnych, dotyka także Polaków. Kościół w naszym kraju nie przyjął entuzjastycznie zmiany (sam papież mówi, że duszpasterskiej, ale zdaniem wielu teologów w istocie dogmatycznej) dotyczącej Komunii świętej dla rozwodników. Inaczej niż w sporej części Kościoła na Zachodzie nie zgodził się na to, a także nie próbuje nawet wprowadzać jakichkolwiek zmian. Jakby tego było mało często nadal odwołuje się do św. Jana Pawła II, a to nie jest mile widziane w Stolicy Apostolskiej. W takiej sytuacji trudno się spodziewać kreowania Polaków na kardynałów. Polski Kościół widziany z Rzymu jest zbyt konserwatywny. A papież Franciszek nie jest Janem Pawłem II, który na kardynałów mianował także reprezentantów innej linii w Kościele niż swoja.

Obecny ojciec święty wiele mówi o decentralizacji i dialogu, jednak jego polityka nominacji niewiele ma wspólnego z tymi słowami.

Tomasz Terlikowski: nominacje kardynalskie w duchu polityki Franciszka [KOMENTARZ]
4.4 (73.75%) 16 ocen.

Zobacz także
Wasze komentarze