fot. www.rp.pl

Uprowadzone polskie dzieci 

5 min. zajmie Ci przeczytanie tego artykułu.

II wojna światowa niosła ze sobą wiele tragicznych wydarzeń. Jednym z nich było porywanie polskich dzieci o aryjskich rysach twarzy i poddawanie ich germanizacji. Część z nich po wojnie wróciła do rodzin, inni szukali lepszego życia za Oceanem.  

Nie jest to sprawa nieznana, lecz nadal nie poświęca się jej wystarczająco wiele uwagi. Historycy szacują, że podczas II wojny światowej uprowadzonych zostało od 50 do 200 tysięcy polskich dzieci. Poszukiwano dziewczynek i chłopców poniżej 10. roku życia (optymalnie poniżej 6. r. ż.) o blond włosach, niebieskich oczach i innych aryjskich cechach (takich jak wymiary czaszki). Jeśli znaleziono dziecko spełniające powyższe warunki, to zazwyczaj porywano je rodzicom lub zabierano ze sierocińca. Wywożono je w głąb Rzeszy do ośrodków Lebensborn, gdzie poddawane były germanizacji. Od tego momentu nie mogły już mówić po polsku (za rozmowę w języku ojczystym groziły srogie kary fizyczne), miały zapomnieć całkowicie o swojej przeszłości, zmieniono im imiona i nazwiska, zniszczono stare dokumenty. Poddano je swoistemu praniu mózgów. Część z nich została adoptowana przez niemieckich albo austriackich rodziców.

Utrata tożsamości 

Losy porwanych dzieci potoczyły się różnie. Część z nich znalazła nowe domy, w których były dobrze traktowane, inne spędzały dzieciństwo w sierocińcach. Po wojnie dochodziło do następnych tragedii. Nawet jeśli odnaleźli ich rodzice, to po tylu latach dzieci często niewiele pamiętały i czuły się ponownie wyrwane ze swojego środowiska, tym bardziej że podczas germanizacji uczyły się o „polskich bandytach”. Na fali niedawnej batalii sądowej, w której „Zrabowane dzieci” chciały uzyskać odszkodowania i zadośćuczynienie moralne, zaczęły się pojawiać kolejne relacje osób, które cały życie borykają się z utratą tożsamości i zadają sobie pytanie, kim byli ich biologiczni rodzice i jaka jest ich historia. Dr Paweł Sękowski z Instytutu Historii UJ, który bada powojenną działalność Międzynarodowej Organizacji do spraw Uchodźców (International Refugee Organization, IRO) w Europie po drugiej wojnie światowej, w tym także jej pomoc dla oddzielonych od rodziców dzieci polskich, zajmował się bliżej zagadnieniem polskich zrabowanych dzieci znajdujących się po wojnie w ośrodku w Barcelonie. Pod koniec 1946 r. w tym mieście przebywało 101 polskich dzieci w wieku od 2 do 18 lat. Ich ponowna aklimatyzacja nie była łatwa, dzieci zostały „przeprogramowane” na strach i nienawiść do wszystkiego, co polskie, często więc kopały i gryzły opiekunów z nowych ośrodków. Część nie znała w ogóle języka polskiego, inne miały w pamięci ciężkie kary za posługiwanie się nim. Czasem pomagało słuchanie kolęd i kołysanek, ponieważ przywoływały one pozytywne wspomnienia.

Pomoc w repatriacji 

Dr Sękowski zwraca uwagę na pewien całkowicie pomijany aspekt: polskim „zrabowanym dzieciom”, które znalazły się w polskich ośrodkach, na różne sposoby pomagała wspomniana IRO – specjalna organizacja utworzona decyzją ONZ. To właśnie za pomocą agendy IRO – Międzynarodowej Służby Poszukiwawczej (International Tracing Service, ITS) były prowadzone poszukiwania rodzin/dzieci i kojarzenie ich ze sobą. Ta działalność poszukiwawcza jest akurat dość dobrze opisana, ale rzadko wspomina się o tym, że wpisywało się to w szerszą pomoc społeczności międzynarodowej prowadzoną za pomocą IRO. Ale to nie wszystko: IRO pomagała dzieciom odnalezionym przez bliskich w Polsce w repatriacji. Z kolei tym podopiecznym ośrodka w Barcelonie, którzy nie mieli już bliskich w kraju (albo których bliscy nie życzyli sobie ich powrotu), jak i takim, którzy z innych powodów nie chcieli wracać do Polski, IRO zorganizowała w kilku turach emigrację zamorską do Stanów Zjednoczonych. Jak mówi dr Sękowski, na 101 dzieci 49 zostało repatriowanych do Polski i 49 znalazło się w Stanach Zjednoczonych (poza tym jedno dziecko połączyło się z zamieszkującą w Anglii matką, a dwóch innych chłopców prawdopodobnie powróciło do Francji, gdzie mieszkali już przed wojną).

Nie zawsze szczęśliwe powroty 

 O dalszych losach dzieci z Barcelony repatriowanych do PRL-u wiadomo niewiele. W Internecie można znaleźć różne historie „zrabowanych dzieci”. Niektóre trafiły do stęsknionych rodzin, które poszukiwały ich przez całą wojnę. Inne wróciły do domów, jednak dystansu, który zbudował się między nimi a ich najbliższymi, nie dało się już skrócić. Pewnie dochodziło do sytuacji, w których w „niemieckich” domach dziecko zaznało więcej miłości niż w biologicznych. Przecież czasem niemieckie małżeństwa adoptowały „dzieci ze Wschodu”, nie zdając sobie sprawy, że zostały one zrabowane rodzicom i wychowywały jak własne. Zdarzało się również, że rodzice (lub jedno z nich) straciło życie podczas wojny i dziecko przechodziło pod opiekę dalszej rodziny i nie zawsze było tam mile widziane. W końcu nasuwać się może myśl, że kilkunastoletnie dziecko spędzające kilka lat w Barcelonie może mieć problemy z powrotem do kraju znajdującego się w sowieckiej orbicie wpływów, w okresie stalinizmu, gdzie pomarańcze można dostać ewentualnie na Boże Narodzenie. Wśród dzieci, które pozostały w Barcelonie (a następnie udały się do USA) nie ma jedynie sierot. Blisko połowa z nich miała jakichś członków rodziny (czasem nawet rodzica), którzy jednak niejednokrotnie deklarowali brak możliwości zajęcia się odnalezionymi po latach dziećmi.

Żeby czas nie zatarł pamięci  

Tak jak w przypadku wielu innych kategorii świadków II wojny światowej, „zrabowanych dzieci” również żyje coraz mniej. Wielu z tych, którzy przeżyli, zabierze swoje wspomnienie do grobu, gdyż długo nie wspominało się o takich traumatycznych przeżyciach. Znaleźli się tacy, którzy walczą o odszkodowania i zadośćuczynienia moralne przed niemieckimi sądami, niestety do tej pory bezskutecznie. Nie można zapomnieć o traumie, jaką wywołuje utrata tożsamości (tym bardziej kilkukrotna). Rabowanie dzieci to kolejny rodzaj zbrodni, którego dopuścili się niemieccy okupanci. Nie można o nim zapomnieć, ani zepchnąć go na boczny tor, bo przecież „gorsze rzeczy się działy”. Tylko pamiętając o przeszłości, można nie dopuścić do podobnych okropieństw w przyszłości.

Uprowadzone polskie dzieci 
Oceń ten artykuł

Zobacz także
Wasze komentarze